Bank centralny to nie pogotowie ratunkowe
Interwencyjny skup obligacji - tzw. luzowanie ilościowe - to ostatnia linia obrony banku centralnego. Narodowy Bank Polski musiałby mieć mocny powód, aby ją zastosować - oceniają ekonomiści.
Pomysł, by NBP dać narzędzie wykorzystywane przez inne banki centralne (jak amerykański Fed), nie jest nowy. Jako pierwszy rzucił go były minister finansów Jacek Rostowski w wywiadzie dla "Newsweeka" na początku 2012 r. Mówił wówczas, że NBP mógłby krótkoterminowo interweniować, gdyby na skutek paniki rynkowej albo zawirowań globalnych doszło do gwałtowanego wzrostu rentowności obligacji skarbowych. Ówczesny szef MF wykluczał jednak możliwość takiego działania, jeśli rentowności rosłyby przez błędy w polityce fiskalnej.
Eksperci zwracają uwagę, że duże programy dodruku pieniądza miały na celu przede wszystkim zwiększenie płynności sektora finansowego. Za nowo wyemitowany pieniądz (np. dolary w USA czy funty w Wielkiej Brytanii) z rynku skupowane są wybrane instrumenty (np. obligacje). Dzięki takiemu dolaniu gotówki do banków do gospodarek miał popłynąć strumień tanich kredytów - co miało stymulować wzrost PKB. Choć rzeczywiście skutkiem ubocznym był spadek rynkowych stóp procentowych, co ułatwiało rządom finansowanie swoich deficytów.
- Na wszystkich rynkach, gdzie prowadzono tego typu działania, były one w pełni uzasadnione. Sięga się po nie wtedy, gdy stopy procentowe banku centralnego są tak niskie, że nie da się nimi wpływać na rynek i gospodarkę - mówi Piotr Kalisz, ekonomista Banku Citi Handlowego.
W polskim przypadku interwencyjny skup obligacji też musiałby mieć mocne podstawy: RPP wcześniej musiałaby obniżyć stopy niemal do zera (dziś główna stopa to 2,5 proc.), nie osiągając przy tym pożądanej reakcji rynku (czyli spadku stóp rynkowych). Bez spełnienia tych warunków luzowanie ilościowe byłoby niedopuszczalne.
- Zła sytuacja budżetu państwa to za mało, by je przeprowadzić. Bank centralny nie może być narzędziem do wybawiania rządu z kłopotów - mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.
Według Bielskiego ostatnie lata kryzysu pokazały, że bank centralny powinien mieć w swoim arsenale również możliwość skupu aktywów. - Z drugiej strony jednak pokusa nadużycia może być bardzo duża. Pytanie, czy rzeczywiście decydenci wykorzystywaliby luzowanie ilościowe tylko w ostateczności, w sytuacjach awaryjnych - mówi.
Marek Chądzyński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu