Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Chłopu samo rośnie

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Na razie na Unii skorzystali głównie rolnicy

Wraz z cenami żywności rośnie w Polsce zadowolenie z faktu, że jesteśmy w Unii. To tylko pozorny paradoks. Najbardziej niechętni integracji byli bowiem rolnicy, którzy teraz pierwsi odnoszą z niej korzyści. To oni podnoszą w sondażach słupki dobrego samopoczucia Polaków. Rolnicy zacierają ręce i liczą pieniądze: za żywiec wołowy, którego ceny skoczyły aż o 50 proc. w górę, za wieprzowinę, która zdrożała co prawda nie z powodu wielkiego popytu na Zachodzie, ale dlatego, że w kraju akurat mamy świński dołek i mięsa jest mniej. Zaczyna drożeć mleko, więc i o 10-15 proc. zmienią się ceny przetworów. Na cukrze na razie zarabia handel i przemysł, ale jesienią za buraki więcej zainkasują także plantatorzy.

Podwyżki, które tak cieszą rolników, coraz bardziej niepokoją mieszkańców miast. Zwątpili oni w wyliczenia Narodowego Banku Polskiego, według których integracja miała spowodować wzrost cen nie wyższy niż o 0,9 proc. Jednak fachowcy również obecnie twierdzą, że te prognozy wcale nie były zbyt optymistyczne, chociaż nie uwzględniono w nich ani wzrostu cen ropy, ani konsekwencji zwiększonego przygranicznego popytu na tańsze w Polsce nowe auta.

Skok cen wołowiny w skupie jest o wiele wyższy niż w sklepach, gdzie podniosły się one o ok. 15 proc. i raczej nie należy spodziewać się, że opadną. Widać jednak, że przetwórcy i handel w obawie przed utratą klientów rezygnują z części marży. Ponadto oprócz skoków poszczególnych cen w górę obserwujemy także spadki, staniały na przykład wyroby alkoholowe. Cała więc zawartość tak zwanego koszyka dóbr decydującego o wskaźniku inflacji nie powinna - według analityków - zdrożeć dużo bardziej, niż przewidywano, choć dziś mamy wrażenie, że dzieje się inaczej.

Na razie na metkach z cenami ruch jest duży, ale na jesieni, gdy skończy się zamieszanie, wyłoni się obraz nieco inny niż przed integracją. W Polsce, podobnie jak w innych krajach zachodnioeuropejskich, daniem luksusowym stanie się befsztyk. Ceny wołowiny i wieprzowiny, do niedawna zbliżone, wyraźnie się rozjadą. Ta pierwsza będzie wyraźnie droższa. To zła wiadomość, ale są i dobre. Rolnikom zacznie się opłacać hodowla szlachetnych ras mięsnych, teraz bowiem zjadamy głównie stare krowy, które przestają być dostarczycielkami mleka. Stanieją zarazem kotlety schabowe, bardziej u nas popularne od befsztyków. Nie tylko dlatego, że w świńskim cyklu po dołku będzie górka, ale także z powodu tańszego zboża. Dotychczasowa polityka rolna powodowała, że ceny zboża były w Polsce wyższe niż w UE, teraz to się zmieni. A że żniwa zapowiadają się obfite - ziarno, a więc także pieczywo, makarony, mąka oraz pasze stanieją. Nasze ceny będą się powoli zbliżać do unijnych, ale i tam są one przecież zróżnicowane. Na bogaceniu się rolników - głównie dzięki popytowi na polską żywność, bo to my zalewamy Europę, a nie ona nas - skorzysta w konsekwencji także i miasto. Zaczną oni bowiem kupować więcej artykułów przemysłowych, a wraz z popytem na towary wzrośnie też zapotrzebowanie na pracę. Pojawi się więc szansa na ograniczanie bezrobocia i, choć pewnie na końcu, zaczną rosnąć także płace.

Tak więc zarówno integracja, jak i pogoda sprzyjają nie tylko rolnikom, ale i konsumentom. Niestety, nie da się tego powiedzieć o politykach. Parlamentarne awantury czynią z Polski kraj postrzegany jako coraz bardziej niestabilny. To może spowodować tąpnięcie naszej waluty i wtedy naprawdę ceny poszybują w górę.

Joanna Solska © Polityka sp. z o.o. S.K.A. 1991-2014

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.