Słabe alibi na wypadek obniżenia ratingu
@RY1@i02/2016/091/i02.2016.091.00000030c.802.jpg@RY2@
prof. Stanisław Gomułka główny ekonomista BCC i członek Narodowej Rady Rozwoju
Rząd PiS postanowił przedstawić publicznie zarzuty poprzednikom na dwa dni przed publikacją ratingu przez agencję Moody’s. Czy to nie zaszkodzi wizerunkowi Polski za granicą i tym samym nie wpłynie na decyzję agencji?
Nie przywiązywałbym do tego zbyt dużej wagi. Agencja ratingowa ocenia perspektywy kraju, a nie jego przeszłość z ostatnich ośmiu lat.
Czyli audyt nie ma znaczenia dla ratingu?
Nie powinien mieć. Analitycy dobrze wiedzą, że mamy w Polsce dwa zwalczające się obozy polityczne, a temperatura tego sporu jest wysoka. Informacje tego typu nie rzutują na ocenę, tym bardziej że trudno zweryfikować liczby podawane przez rząd PiS, bo nie ma żadnego dokumentu.
Ale czy rosnąca temperatura politycznego sporu nie będzie czynnikiem, który agencje będą jednak brały pod uwagę? Oceniają przecież tzw. ryzyko polityczne.
W przypadku Polski nie ma ryzyka np. jakichś masowych strajków czy konfliktu zbrojnego. W tej chwili podstawowe ryzyko, jakie agencje biorą pod uwagę, jeśli chodzi o nasz kraj, to ryzyko prawne związane z kryzysem konstytucyjnym. To jest coś, na co inwestorzy zagraniczni zwracają uwagę. To nie jest związane przecież z audytem. Drugie ryzyko mające wpływ na ocenę ratingową dotyczy finansów publicznych i efektu realizowanych przez rząd obietnic wyborczych. Może wcześniej zachodni analitycy zakładali, że idąc po władzę, PiS składa obietnice, ale po jej przejęciu przynajmniej z części z nich się wycofa, uzasadniając to złym stanem finansów publicznych. Tak się jednak nie stało, rząd zapowiada realizację obietnic, a w rozmowach z zagranicą udowadnia, że sytuacja w finansach publicznych jest dobra. Co zrobią z tym agencje ratingowe, to się dowiemy.
Czy ten przekaz ze strony rządu nie jest jednak niespójny? Z jednej strony próbuje on uspokajać zachodnich analityków, z drugiej minister finansów mówi w Sejmie o miliardowych ubytkach w dochodach podatkowych, które są winą poprzedników. To może sugerować, że sytuacja w finansach publicznych wcale nie jest taka dobra.
Stan finansów publicznych nie był głównym tematem kampanii wyborczej. Szkoda. Gdyby politycy PiS wcześniej zauważyli, że dług publiczny mocno wzrósł, że deficyt budżetowy jest bardzo duży, to może nie proponowaliby rozwiązań, które jeszcze dodatkowo mogą pogorszyć sytuację.
A może przedstawienie audytu to alibi dla rządu PiS na wypadek obniżenia ratingu przez Moody’s?
Nie wydaje mi się, żeby to było dobre alibi, bo te dwie sprawy trudno powiązać. PiS już wcześniej zapowiadał audyt, miał być on elementem konfrontacji politycznej. Natomiast rating - powtórzę - dotyczy przyszłości, czyli oceny potencjalnych konsekwencji działań obecnego rządu.
Czy Moody’s obniży nam jutro rating? Rząd zasługuje na tak surową ocenę?
W tej chwili rating u Moody’s jest o dwa stopnie wyższy niż ten nadany Polsce przez Standard & Poor’s. W obecnej sytuacji obniżenie jest możliwe, ale to nie będzie koniec świata. Bardziej szkodliwa byłaby jednoczesna zmiana perspektywy na negatywną. Bo to sugerowałoby kolejne pogorszenie ratingów w przyszłości.
Rozmawiał Marek Chądzyński
Zarzuty z audytu komentuje Sławomir Nowak na
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu