Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Smok przepoczwarza się i budzi strach całego świata

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

W grudniu 2016 r. Chiny otworzą się na rynki całego świata. Przemiana z gospodarki opartej na inwestycjach i eksporcie w opartą na konsumpcji oraz rynku wewnętrznym może wywołać ekonomiczny wstrząs w innych krajach - także w Polsce

@RY1@i02/2016/041/i02.2016.041.183000600.101.jpg@RY2@

Na początku br. tąpnęła chińska giełda. W ciągu zaledwie czterech dni roboczych tamtejszy indeks stracił aż 12 proc. Krach odbił się echem na giełdach całego świata. Niepokoje związane z giełdą spowodowały, że od dłuższego czasu mówi się o kryzysie chińskiej gospodarki, który z czasem może doprowadzić do kryzysu porównywalnego z tym amerykańskim w 2008 r.

Koszty transformacji

- Giełda nie jest barometrem koniunktury gospodarczej w Chinach - mówił jednak Marcin Hołda, ekonomista Narodowego Banku Polskiego, prelegent podczas konferencji "Upadek chińskiego smoka: realne zagrożenie czy chwilowa zadyszka? Wpływ na polską gospodarkę oraz regulacje prawne" zorganizowanej przez Koło Naukowe Prawa i Gospodarki Chin we współpracy z Dziennikiem Gazetą Prawną, Radiem RMF FM oraz Samorządem Studentów Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Eksperci zauważali, że głównymi graczami na giełdzie są indywidualni Chińczycy, którzy zostali zachęceni przez rząd do inwestowania w akcje - miało to na celu rozkręcenie mechanizmu giełdowego i tym samym otwarcie się dla inwestorów. Paneliści byli zgodni, że giełda ściśle kontrolowana przez chiński rząd, z relatywnie niewielkim udziałem zagranicznych inwestorów, może być postrzegana tylko jako częściowe odbicie stanu gospodarki Państwa Środka.

- Obecnie Chiny nie przeżywają kryzysu, tylko przechodzą ważne przemiany gospodarcze - wyjaśniał Jacek Ślotała, ekspert z Centrum im. Adama Smitha i dyrektor inwestycyjny w CEE Equity Partners. Wtórował mu prof. Krzysztof Kozłowski, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej i koordynator naukowy Taiwan European Union Studies Center.

- Przestawienie się z gospodarki opartej w głównej mierze na inwestycjach i eksporcie w opartą na konsumpcji i rynku wewnętrznym naturalnie może wywoływać wstrząsy na całym świecie - mówił Kozłowski. I dodawał, że dla Chin jest to przygotowanie do wprowadzenia nowego mechanizmu zarządzania krajem. A w związku z tym, że jest to państwo autorytarne - to jest szczególnie wrażliwe w okresie dokonywania jakichkolwiek poważniejszych zmian.

Wiele kwestii poróżniło panelistów, a licznie zgromadzeni studenci ochoczo zadawali pytania na nurtujące ich kwestie. Najczęściej pytano, jaki wpływ na Polskę może mieć sytuacja w Chinach.

- Wpisujemy się w łańcuch dostaw międzynarodowych, więc sprawa dotyczy także naszego kraju - wskazywał Damian Wnukowski, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W jaki sposób? Marcin Hołda wyjaśniał, że Polska ma bliską współpracę z Niemcami, a ci z kolei mają silnie ugruntowane interesy z Chinami. Zatem zmiany w Państwie Środka chociażby z tego powodu mogą mieć co najmniej pośredni wpływ na nasz kraj. Natomiast jeżeli chodzi o bezpośrednie zależności, to na ewentualnym kryzysie w Chinach ucierpiałby nasz przemysł wydobycia miedzi - czyli najlepszego polskiego towaru eksportowego na Daleki Wschód. Na szczęście nie wszyscy eksperci kreowali czarne wizje dla polskich przedsiębiorstw.

- Chiny są żywo zainteresowane naszymi produktami spożywczymi, przede wszystkim wyrobami mleczarskimi, ale także nowymi technologiami i współpracą z polskimi uczelniami technologicznymi - wyliczał prof. Krzysztof Kozłowski. Eksperci byli zgodni, że polscy przedsiębiorcy powinni promować swoje biznesy w Chinach. Bo choć obecnie polski handel z tym krajem wynosi zaledwie 1 proc. naszego eksportu, to w dłuższej perspektywie czeka nas rozwój Nowego Jedwabnego Szlaku, czyli drogi handlowej z krajów azjatyckich do Europy. I Polska ma mieć duży udział w procederze jako pierwszy kraj Unii Europejskiej od strony wschodniej flanki. Kwestia ta była poruszana podczas wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Chinach i ponoć w Azji koncepcja szlaku wzbudza żywe zainteresowanie tamtejszych inwestorów.

Jednak inwestycje w Chinach nie są łatwe. Podczas debaty zaznaczano, że aby móc robić biznes w Państwie Środka, należy odrzucić uniwersalne zasady współpracy, jakie znamy z rynku europejskiego. Bowiem giełda i rynek chiński są inne niż na całym świecie.

- Normalnie giełda jest źródłem finansowania przedsiębiorstw i odzwierciedleniem stanu gospodarki, ale nie w Chinach - zaznaczał Kozłowski. W biznesie z krajami azjatyckimi należy wziąć pod uwagę również czynniki pozaekonomiczne.

- Ideologia konfucjanizmu zakłada, że przedsiębiorca działa tylko na swoją korzyść, a nie ogółu, zatem jest pariasem społeczeństwa i nie udziela mu żadnej pomocy - dodawał Jacek Ślotała. Zaznaczał też olbrzymią rolę państwa i partii w kształtowaniu całego obrazu gospodarki. Bowiem każda decyzja w Chinach ma cel i przyczynę polityczną.

- To, co zagraniczni eksperci nazywają "kryzysem", Chińczycy określają jako świadomą "korektę" - komentował Ślotała. Przyznawał, że brak transparentności działań rządu chińskiego może być jednak prawdziwym horrorem dla inwestorów zagranicznych. Specyfikę tego kraju łatwo potwierdzić np. historią pracowników firmy mleczarskiej, którzy zostali skazani na karę śmierci po aferze chemicznego mleka w proszku, przez które zmarło dziesięcioro dzieci.

Niepokój bogaczy

Eksperci zauważali, że nawet jeśli kryzysu w Chinach nie ma, to nie da się jednak ukryć, że kraj ten zmaga się z wieloma problemami wewnętrznymi. Największym z nich jest odpływ kapitału. Aż 60 proc. najbogatszych Chińczyków boi się rozwoju sytuacji. Dlatego większość z nich decyduje się na wyprowadzenie kapitału za granicę, często w sposób nielegalny. W okresie 11 miesięcy w 2015 roku wytransferowano z Chin ok. 843 mld dol., co zmusiło chiński rząd do uruchomienia rezerw centralnych w celu uniknięcia podwyższania stóp procentowych przy ewidentnym zwolnieniu wzrostu gospodarczego. Bogaci Chińczycy decydują się też kupować posiadłości w Europie razem z paszportem danego kraju, np. Malty, Litwy czy Grecji. Dlatego też urzędnicy z Ludowego Banku Chin zapowiedzieli wprowadzenie wirtualnej waluty podobnej do kontrowersyjnego Bitcoina. Nowy pieniądz miałby być silnie kontrolowany przez rząd, wprowadzać obostrzenia nominalne oraz legislacyjne w celu optymalizacji potencjalnych wpływów fiskalnych z tego projektu.

Odpływ kapitału to niejedyny problem. Damian Wnukowski poruszył również kwestię powiększającej się bańki na rynku nieruchomości.

- Skala problemu jest nieznana, ale jadąc przez kraj, można zauważyć olbrzymie osiedla-widma, w których nikt nie mieszka - opowiadał ekspert. Dodawał, że problem nieruchomości, w które ktoś kiedyś zainwestował, a te potem zostały przejęte przez banki - może przypominać bańkę spekulacyjną na rynku amerykańskim, która doprowadziła do wielkiego kryzysu w 2008 r. Oczywiście rynek w Chinach nie jest oparty o wysokie kwoty hipotek do spłacenia i jest zależny w głównej mierze od mniej lub bardziej naturalnych migracji mieszkańców. Jednak prof. Kozłowski mówił o innym ujęciu tego problemu. Otóż chińskie prowincje znalazły sobie genialny sposób na zwiększanie swoich budżetów - sztucznie zawyżając wartości nieruchomości. I choć obecnie daje im to większe przychody, to przy planowanej przemianie gospodarczej tego typu nieścisłości wyjdą na jaw i prowincje będą musiały dokonać korekty budżetów oraz wartości nieruchomości. I nie wiadomo, czy bańka spekulacyjna to wytrzyma.

Z tą koncepcją nie zgodził się Ślotała.

- Puste budynki czekają jedynie na zapełnienie przez Chińczyków, którzy będą relokować się ze wsi do miast - uważał ekspert. I dodawał, że Azjaci się nie spieszą, ale rząd bez problemu utrzyma te nieużywane przez nikogo nieruchomości.

Jak trudno ocenić analitycznie Państwo Środka, pokazuje fakt, że w zeszłym roku prognozowano tam wzrost PKB o 7 proc. Chińczycy podali do ogólnej wiadomości, że co prawda przydarzyły im się pewne wahnięcia, to udało im się osiągnąć pułap 6,9 proc. dodatniego PKB. Damian Wnukowski twierdził, że żaden szanujący się analityk nie wierzy w te doniesienia, a niezależne raporty wskazują raczej na PKB na poziomie 3-4 proc.

Eksperci dyskutowali również o dewaluacji waluty. W sierpniu ubiegłego roku obniżono kurs referencyjny juana do dolara o rekordowe 1,9 proc. To sprawiło, że chiński pieniądz stał się najsłabszy wobec dolara od blisko trzech lat. Według Hołdy jest to objawem niestabilności Chin. Nie zgodził się z tym Ślotała. Ekspert twierdził, że to była jedynie polityczna decyzja. W ostatnich latach koszty pracy w Chinach wzrosły i dlatego wiele firm przestało korzystać z tamtejszej taniej siły roboczej. Dewaluacja waluty ma znów obniżyć koszty pracy i przyciągnąć na nowo firmy zainteresowane korzystaniem z chińskich pracowników.

Akademia Sukcesu

To wspólna inicjatywa redakcji DGP i RMF FM oraz Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W czasie spotkań z wybitnymi przedstawicielami świata prawniczego, ale też polityki i mediów, studenci mają okazję porozmawiać na temat aktualnych wydarzeń, ważnych spraw dla obywateli oraz istotnych rozwiązań prawnych.

@RY1@i02/2016/041/i02.2016.041.183000600.802.jpg@RY2@

FOT. WOJTEK GÓRSKI

Krzysztof Florczyk, UW Warsaw - Beijing Forum: Youth for Business, Damian Wnukowski, Instytut Spraw Międzynarodowych, Marcin Hołda, NBP, Jacek Ślotała, Centrum im. Adama Smitha, prof. Krzysztof Kozłowski, SGH, koordynator naukowy Taiwan European Union Studies Center

Jakub Styczyński

 jakub.styczynski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.