SKOK-i nie upadały. One tylko znikały
W czasie gdy w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych obowiązywał nadzór koleżeński, żadna kasa nie zbankrutowała - powtarzają przedstawiciele tego sektora. To prawda, ale niecała
Kolejne przypomnienie, że w okresie gdy szeregowe kasy były nadzorowane przez Krajową Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo-Kredytową nie było żadnego przypadku upadłości, padło w ubiegłym tygodniu. Przedstawiciele sektora SKOK bronili się wówczas przed zarzutami ze strony Związku Banków Polskich, że restrukturyzacja spółdzielczych kas kosztowała już ponad 4 mld zł.
- Podawane przez niektórych polityków i komentatorów wartości są nieprecyzyjne i nie opierają się na faktycznych wyliczeniach - stwierdził Rafał Matusiak, prezes Kasy Krajowej. Wskazywał, że ponad połowa tej kwoty przypadła na SKOK Wołomin, gdzie działała zorganizowana grupa przestępcza. Z pozostałych pieniędzy około jednej czwartej zdołali już odzyskać syndycy. Te pieniądze wrócą zaś do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.
Był SKOK, a go nie ma
Od wprowadzenia państwowego nadzoru nad spółdzielczymi kasami pod koniec 2012 r. (sprawuje go Komisja Nadzoru Finansowego) mieliśmy już 11 przypadków bankructwa SKOK-ów. Wcześniej faktycznie nie było ani jednego. Nie świadczy to jednak o braku problemów w tym sektorze. Na to, że było przeciwnie, wskazują dane dotyczące liczby działających SKOK-ów. W 1992 r., gdy system dopiero startował, było 12 kas. W ciągu sześciu lat ich liczba wzrosła do 220. Później zaś zaczęła szybko maleć. W 1999 r. ubyło ich ponad 60, a w ciągu dekady - niemal 160.
"Liczba spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych od 2000 do 2010 r. zmniejszyła się o 87. Jest to skutek procesów konsolidacyjnych, które polegają na przejmowaniu przez kasy silniejsze mniejszych SKOK-ów, jednooddziałowych i nieefektywnych kas. Do fuzji dochodzi głównie z inicjatywy władz przejmowanych kas oraz ich członków" - podawał Główny Urząd Statystyczny w analizie wyników spółdzielczych kas w latach 2006-2010 (w przeszłości istniał także SKOK w GUS, zakończył działalność z końcem 2010 r.).
Kasa Krajowa nie odpowiedziała wczoraj na nasze pytanie, czy zmniejszenie się liczby kas można interpretować tak, że część SKOK-ów nie dawała sobie rady i musiała połączyć się z mocniejszymi.
Kasa Stefczyka nie odpowiada
Przejęcia były jednym ze sposobów na wzrost SKOK-u im. Stefczyka, największej kasy w systemie. Zapytaliśmy ją o liczbę przyłączonych kas. Odpowiedzi nie uzyskaliśmy. Wiadomo, że SKOK Stefczyka proponował KNF przejmowanie kas znajdujących się w trudnej sytuacji. Nadzór tylko raz zgodził się na połączenie dwóch SKOK-ów. W 2014 r. doszło do fuzji kas Szopienice i Dziedzice.
Spółdzielcze kasy nie były jedynymi instytucjami, w których sytuacja rynkowa wymusiła konsolidację. Ale w bankach komercyjnych jej skala była mniejsza. Nawet w czasie najbujniejszego rozwoju - na początku lat 90. ich liczba nie przekroczyła setki. W 1993 r. było ich 87, a trzy lata później o pięć mniej. W kolejnym roku lekko się zwiększyła, ale przed przystąpieniem naszego kraju do Unii Europejskiej było ich już mniej niż 60. Akcesja spowodowała, że dla zagranicznych instytucji łatwiejsze stało się uruchamianie w Polsce oddziałów, co było głównym powodem wzrostu liczby działających u nas banków.
Spadek liczby banków w drugiej połowie lat 90. był związany z problemami sektora. Niespłacane kredyty przyczyniły się do dużych strat. Było kilka przypadków upadłości, ale podmioty, które wpadały w tarapaty, najczęściej ratowano właśnie przez łączenie ich z silniejszymi konkurentami. W kolejnej dekadzie takie ratunkowe fuzje były już rzadsze. Konsolidacja miała związek z przejmowaniem krajowych banków przez zagraniczne grupy finansowe, które łączyły dwa lub więcej posiadanych u nas banków (były też przypadki fuzji wynikających z przejęć na rynkach zagranicznych).
Spółdzielcy łączyli się, by nie zbankrutować
Częściej niż SKOK-i łączyły się natomiast banki spółdzielcze. Na początku lat 90. było ich niemal 1,7 tys. Tak samo jak banki komercyjne, i one szybko wpadły w tarapaty i nie obyło się bez bankructw. Jednak sposobem na restrukturyzację tej części sektora finansowego było łączenie banków słabszych z mocniejszymi. W taki sposób w 1999 r. liczba banków spółdzielczych spadła poniżej tysiąca, a na koniec 2003 r. było ich równo 600. Konsolidacja służyła nie tylko ratowaniu banków ponoszących straty. Była też sposobem na sprostanie rosnącym wymogom, jeśli chodzi o wysokość funduszy własnych - to konsekwencja harmonizacji polskich przepisów z unijnymi związana z naszym wejściem do UE.
Jak wynika z opracowania "Polish Credit Union Development: Building A Sustainable Network Of Financial Services To Serve Low-Income Masses" ("Rozwój polskich unii kredytowych: budowa trwałej sieci usług finansowych służących nisko zarabiającym masom") przygotowanego pod koniec lat 90. przez Światową Radę Unii Kredytowych, pierwotnym celem było stworzenie w naszym kraju 300 SKOK-ów. Nawet w najlepszym okresie to się nie udało. Konsolidacja nie przeszkodziła jednak ani w rozwoju sieci, ani w pozyskiwaniu nowych członków. W 2004 r. było ich już ponad milion, a pięć lat później - dwa razy tyle. W ostatnich latach przyrost został zatrzymany, a później zaczęły się spadki. To jednak w głównej mierze efekt upadłości w tym sektorze. Istniejącym kasom nie ubywa członków. Inaczej jest w przypadku depozytów. Pomiędzy końcem 2013 r., kiedy ich wartość zbliżała się do 17,5 mld, a marcem tego roku zmniejszyły się one o 6,8 mld zł. ⒸⓅ
W ciągu dekady liczba SKOK-ów zmniejszyła się aż o 160
@RY1@i02/2017/187/i02.2017.187.00000090a.801.jpg@RY2@
WYNIKI SKOK
Łukasz Wilkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu