Dziennik Gazeta Prawana logo

Strategia podoba się ludziom, biznesowi i samorządom

28 czerwca 2018

ROZMOWA Jerzy Kwieciński: Wzrost PKB w tym roku może być bliższy 2 proc., a nie 0,8, jak mówiono

@RY1@i02/2017/012/i02.2017.012.000000600.801.jpg@RY2@

fot. Wojtek Górski

Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju

Rok temu usłyszeliśmy o Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, ale nadal nie jest przyjęta. Kiedy to nastąpi?

Zakładam, że na przełomie stycznia i lutego. W grudniu rozpoczęły się konsultacje międzyresortowe i teraz jesteśmy na etapie szlifowania ostatecznej wersji dokumentu. Przeszedł całą rządową ścieżkę związaną z planowaniem strategicznym.

Jakie najważniejsze zmiany zostały wprowadzone w wyniku konsultacji?

Było duże zainteresowanie kilkoma obszarami, m.in. energetyką i projektami strategicznymi. Wiele pytań dotyczyło polityki regionalnej i możliwości włączenia samorządów. Z zadowoleniem stwierdzam, że praktycznie nie była kwestionowana diagnoza, jaką przedstawiliśmy.

Mówiąc o tym, czego dotyczyły konsultacje SOR, wymienił pan projekty strategiczne. Na czym polegała ich weryfikacja, czy jakieś zostały skreślone, a jakieś dodane?

Mieliśmy ich powyżej 200 i staraliśmy się tę listę urealnić, by faktycznie znalazły się na niej te, które mają duże szanse na wejście w życie, zwłaszcza dzięki współpracy z biznesem prywatnym. Już niebawem decyzję o ostatecznym jej kształcie podejmie rząd. Projekty strategiczne stanowią zestaw przedsięwzięć o zróżnicowanym charakterze - legislacyjnym, instytucjonalnym czy inwestycyjnym. Projekty flagowe zaś nakierowane są na stworzenie określonych produktów lub usług w konkretnych branżach. Wśród strategicznych znajdą się m.in. przedsięwzięcie "Nowa polityka przemysłowa" czy pakiet "Konstytucja biznesu", wśród flagowych - projekt E-bus i e-Car z zakresu elektromobilności, a w dziedzinie cyberbezpieczeństwa i analizy danych - ośrodek Cyberpark Enigma.

Co nowego zobaczymy w planie po konsultacjach?

Strategia wniosła do dyskusji kwestię zrównoważonego rozwoju. Chodzi nie tylko o koncentrację wysiłków rozwojowych na najlepiej zorganizowanych terytoriach, zwłaszcza aglomeracjach, ale na obszarach wiejskich oraz w małych czy średnich miastach. To budziło olbrzymie zainteresowanie ekspertów, samorządowców, ale też mieszkańców. To cieszy, bo jednym z priorytetów jest wzrost inkluzywny, czyli pozwalający korzystać z dobrodziejstw rozwoju gospodarki wszystkim obywatelom, a nie wybranym grupom.

A czy efektem konsultacji jest włączenie do strategii nowych instrumentów?

Dopracowaliśmy planowane działania dla małych i średnich miast oraz obszarów wiejskich. Do tej pory były znikome i niewystarczające. Chcielibyśmy, by inwestorzy - i polscy, i zagraniczni - ze swoimi przedsięwzięciami trafili także do tych mniejszych i średnich miejscowości. Jesteśmy w kontakcie z inwestorami i choć nie możemy nikogo do tego zmusić, możemy przekonywać do inwestycji w takich miejscach.

Mamy już specjalne strefy ekonomiczne.

W ostatnich tygodniach mamy mnóstwo decyzji o poszerzeniu stref pod konkretne inwestycje. To także instrument w rękach państwa. Mamy gotowy program wsparcia dla miast tracących swoje znaczenie i funkcje społeczno-gospodarcze, wkrótce będziemy chcieli go pokazać.

Chodzi o byłe miasta wojewódzkie?

Nie tylko. Większość miast traci mieszańców. Przybywa ich tylko tam, gdzie najatrakcyjniej wygląda rynek pracy, czyli w Warszawie czy Krakowie, reszta traci. Jeśli dzieje się tak na rzecz ościennych gmin, to mały problem, bo to naturalny proces powstawania miejskich obszarów funkcjonalnych. Ale jeśli wyjeżdżają na stałe, często za granicę, to trend jest niepokojący.

Strefy skupiają inwestorów w wyznaczonych miejscach. Do tego często są one konkurencją dla już istniejących poza strefami polskich firm. Czy rząd ma pomysł, jaka powinna być strategia wobec stref w ciągu kilkunastu lat?

Dyskusja na temat tego, co zrobić ze strefami, toczy się. Powstały w latach 90., by ściągać zagranicznych inwestorów i ożywić miejsca tracące znaczenie gospodarcze. Oczywiście my byśmy chcieli, by Polska była jedną wielką strefą specjalną, do której wszyscy chętnie przyjeżdżają. Tylko musimy pamiętać, że mamy konkurencję w postaci sąsiadów. Wszyscy mają tego typu instrumenty. I jeśli przychodzą do nas wielcy inwestorzy, to pytają, czy są u nas strefy. Więc odejście od tego modelu nie jest takie proste.

Szykują się jakieś kolejne duże inwestycje zagraniczne?

Oczywiście, ale o szczegółach nie mogę jeszcze mówić. Na pewno pokazanie naszej strategii spotyka się z bardzo pozytywnym oddźwiękiem za granicą nie tylko wśród inwestorów, ale także w instytucjach międzynarodowych: Komisji Europejskiej, Banku Światowym czy ONZ.

Skoro jest tak dobrze, to czemu jest źle? Mamy spadające inwestycje w kolejnych kwartałach. W czwartym także nie musi być dobrze, bo mamy bardzo wysoką zeszłoroczną bazę, gdyż rok temu finiszowano z unijną perspektywą.

Faktycznie w końcówce tamtego roku w ciągu półtora miesiąca musieliśmy zebrać faktury na ponad 30 mld zł. To był potężny bodziec dla gospodarki, czego świadectwem był wzrost PKB w IV kwartale na poziomie 4,6 proc. Stąd ta baza jest faktycznie bardzo wysoka. A z drugiej strony mieliśmy kompletnie nieprzygotowaną nową perspektywę zarówno, jeśli chodzi o inwestycje prywatne, jak i publiczne. Zresztą w wielu segmentach te rodzaje inwestycji są ze sobą ściśle powiązane. Jest jeszcze jeden element: podmioty publiczne i prywatne zaangażowane w finisz poprzedniej perspektywy były mocno, nazwijmy to, zmęczone po intensywnej końcówce roku i na początku nowego nie działały tak energicznie.

A dziś jak wygląda sytuacja?

Tak relatywnie silnej pozycji jak obecnie w wykorzystaniu unijnych funduszy nigdy nie mieliśmy. Dziś udział Polski w ogólnej liczbie funduszy europejskich wynosi 23 proc. Ale nasz udział w płatnościach z nowej perspektywy, jakie zatwierdziła już Komisja Europejska, to 36 proc. na koniec listopada 2016 r. Jak sprawdziłem swoje analizy z poprzednich lat, dotychczas najlepszy wynik wynosił 21 proc., zazwyczaj było to niżej. To pokazuje, że na nas opiera się polityka spójności. Oczywiście, jeśli porównamy te wypłacone euro do wartości naszego portfela w tej perspektywie, to w takim rankingu jesteśmy na siódmym miejscu na 28 krajów, ale jeszcze rok temu byliśmy na końcu. To i tak nasz najlepszy wynik w historii. W ciągu roku korzystania z tych funduszy nadrobiliśmy zaległości, ale nie chodzi o statystyki, tylko o to, żeby inwestowanie tych pieniędzy było efektywne i przełożyło się na PKB.

A szybko to zobaczymy?

Jeśli chodzi o wskaźniki wykorzystania unijnych funduszy, to widać to było już od lipca. Ale zaczyna to być widać w realnej gospodarce, poprawia się stan branży budowlano-montażowej. Przez dwa kolejne miesiące - październik i listopad - mieliśmy wzrost, oczywiście nie rok do roku, bo - jak mówiliśmy, w zeszłym roku była wysoka baza, ale miesiąc do miesiąca. Branża wychodzi z dołka. Rośnie także produkcja przemysłowa. W grudniu mieliśmy kilkunastoprocentowy wzrost zamówień w sektorze produkcyjnym. Wzrósł rekordowo PMI, czyli wskaźnik koniunktury. Jestem przekonany, że wzrost PKB z III na IV kwartał ubiegłego roku na pewno będzie wysoki.

Czyli powyżej 1 proc. PKB, bo szacunki były 0,8 czy 0,9 proc.?

Myślę, że może być nawet bliższy 2 proc. Mamy silny bodziec konsumpcyjny, w listopadzie było to 7,4 proc. Powinien być także widoczny silny bodziec inwestycyjny z uwagi na rozruszanie inwestycji unijnych.

Ale są problemy, np. z inwestycjami na kolei.

Po tegorocznej korekcie planów w dół miały wynieść nieco powyżej 4 mld zł. I wynik jest w pobliżu tego celu. Ale to nie jest stan oczekiwany, bo to połowa tego, co kolej w ostatnich latach mogła zrobić. Już wykorzystywała środki na poziomie 8 mld zł rocznie. W tej perspektywie ten sektor ma do wykorzystania grubo powyżej 60 mld zł i musi przyspieszyć. Niestety zabrakło wyobraźni i nie zostały przygotowane projekty na nową perspektywę, a ich nie przygotowuje się szybko, często nawet nie w ciągu roku. Więc choć nie możemy powiedzieć, że wszytko się tu załamało, bo mocno ruszyliśmy z nową perspektywą, to moją obawą są harmonogramy realizacji tych inwestycji. Z doświadczenia wiemy, że z powodu ich skomplikowania czy długotrwałości praktycznie mało który z nich kończy się w terminie.

Czyli jest ryzyko, że utracimy część środków na ten cel w tej perspektywie?

Mogą zaistnieć takie problemy. Podobne pojawiły się już w poprzedniej perspektywie, ale tam mieliśmy np. możliwość przesunięcia pieniędzy na inne projekty w ramach danego sektora. Ale w tej perspektywie takie możliwości są mocno ograniczone.

Rozmawiał Grzegorz Osiecki

Cała rozmowa na

Powstał nowy szlak migracyjny. Do Polski dociera coraz więcej imigrantów. Czytaj na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.