Gospodarka w wojennej mgle
Obniżki prognoz wzrostu PKB do 3–4 proc. nie zwiastują optymistycznego scenariusza dla Polski. Ale trudno również uznać przewidywania ekonomistów za czarne
Ekonomiści nie spodziewają się silnego hamowania gospodarki, nie mówiąc już o recesji. Wojna wybuchła w momencie, gdy większość z nich szykowała się do podwyższenia prognoz na skutek świetnych danych z rynku pracy, o produkcji przemysłowej czy konsumpcji. W budżecie państwa założono, że PKB wzrośnie w tym roku o 4,6 proc. Zapytaliśmy resort finansów, czy on także zamierza zrewidować prognozy. Ministerstwo odpowiedziało, że pracuje obecnie nad prognozą makroekonomiczną, którą poznamy na koniec kwietnia. „Uważnie monitorujemy rozwój sytuacji gospodarczej w związku z agresją Rosji na Ukrainę. Widzimy ryzyko obniżenia perspektyw wzrostu gospodarczego oraz wyższej inflacji, jednak skala obu procesów jest w tym momencie trudna do oszacowania” - podkreśla resort. - Wiele zależy od adaptacyjności gospodarki i jaki będzie końcowy zestaw sankcji - tłumaczy trudność z prognozowaniem Piotr Arak, szef Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Rząd będzie musiał podwyższyć prognozę inflacji, która jeszcze przed wybuchem wojny była na nierealistycznie niskim poziomie 3,3 proc. Analitycy Credit Agricole podwyższyli ten wskaźnik w 2022 r. z 7,5 proc. do 8 proc. Ich zdaniem w całym roku nie osiągnie wartości dwucyfrowej. Resort rozwoju ocenia, że wzrost cen będzie hamowany przez działanie tarczy inflacyjnej, której przedłużenie zostało już zapowiedziane przez przedstawicieli rządu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.