Jak trwoga, to do dolara
O tym, że na naszych oczach gaśnie potęga Stanów Zjednoczonych, napisano w ostatnich latach setki tekstów. Wiele wydarzeń – choćby chaotyczne wycofanie się US Army z Iraku i Afganistanu – zdawało się to przypuszczenie potwierdzać. Mogło się więc wydawać, że za uwiądem politycznych i militarnych muskułów pójdzie spadek znaczenia dolara. Gdy zaś Rosja zaatakowała Ukrainę, to wielu ekspertów zakrzyknęło: „Zaczęło się! Teraz Rosja do spółki z Indiami i Chinami zadadzą dolarowi decydujący cios”.
Najciekawszą hipotezę upadku dolara przedstawił związany z bankiem Credit Suisse ekonomista Zoltan Pozsar. Jego tok rozumowania jest taki: Ameryka i jej sojusznicy to główni konsumenci surowców – nie tylko energetycznych, lecz też mineralnych i żywnościowych, zaś Rosja to jeden z ich czołowych producentów.
Z powodu wojny Waszyngton odcina Moskwę od systemu dolarowego, a więc i od możliwości eksportu. Rosyjskie dobra tanieją, zaś jednocześnie horrendalnie drożeją te produkowane przez resztę świata, bo podaż nie nadąża za popytem. I w tym momencie do akcji wkraczają Chiny. Kupują tanio rosyjskie surowce, zaś nadwyżki eksportują, dodatkowo na tym zarabiając. To zaopatrywanie świata w rosyjskie surowce odbywa się w chińskiej walucie – dolar jest wypierany przez juana i traci na znaczeniu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.