NBP interweniuje. Ale czy na pewno po to, by osłabić złotego?
Ż a rt, głupota, podważanie własnej wiarygodności – takimi komentarzami niektórzy analitycy kwitowali ubiegłotygodniową interwencję Narodowego Banku Polskiego na rynku walutowym. I pewnie mieli trochę racji.
Bezpośrednie interwencje banków centralnych polegają na tym, że – zależnie od oczekiwanego skutku – sprzedają one lub kupują waluty na rynku. W tym przypadku NBP zapewne kupował waluty obce, przez co ich kurs wobec złotego wyraźnie wzrósł. Jeśli celem tej operacji miało być osłabienie złotego, by poprawić wyniki eksporterów, to jest ona co najmniej niezrozumiała.
Eksporterzy nie potrzebują takiej pomocy, na co mamy twarde dowody w postaci ich danych o wielkości eksportu w ostatnich miesiącach. A poza tym, żeby odnieść pożądany efekt, złoty musiałby być słaby przez czas dłuższy niż kilka dni. Być może tak się stanie, ale to raczej ze względu na pandemiczne zmory, jakie straszą rynek, niż z powodu aktywności naszego narodowego banku. Jak skuteczne mogą być banki centralne w kreowaniu pożądanego przez siebie kursu własnej waluty, gdy rynek jest płynny i ma inne zdanie na ten temat, wiemy z historii, np. z prób utrzymania parytetu 1,2 franka do euro przez Narodowy Bank Szwajcarii czy desperackiej obrony rubla przez Bank Rosji w tym roku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.