Hostel to biznes z perspektywami, ale trzeba go robić z głową na karku
Inwestycja w obiekt oferujący noclegi tańsze niż tradycyjny hotel wymaga orientacji w gąszczu wykluczających się przepisów i stopniu nasycenia lokalnego rynku oraz dobrego pomysłu
- Pomysł na hostel przyszedł mi do głowy w Amsterdamie w listopadzie 2000 r. - mówi Konrad Mąkosa, właściciel Wilson Hostel w warszawskiej dzielnicy Żoliborz. - Podróżowałem wtedy sporo po świecie i zatrzymałem się w Flying Pick, który bardzo mi się spodobał jako biznes, który chciałbym prowadzić. Budynek otrzymałem w spadku po dziadku. A nazwę wybrałem ze względy na topografię - hostel znajduje się w pobliżu placu Wilsona, poza tym dla cudzoziemców to nazwa łatwa do zapamiętania - dodaje.
Lokal i prawo
Podstawa powodzenia hostelu to dobra lokalizacja: w centrum lub w miejscu dobrze z nim skomunikowanym, w sąsiedztwie atrakcji turystycznych. I to, czy w okolicy, a nawet w mieście nie ma już zbyt wielu obiektów tego typu. Tak stało się na przykład w Krakowie, który z 20 hostelami przed kilkoma laty osiągnął stan przesycenia i w rezultacie jedna trzecia obiektów musiała zamknąć podwoje.
Jedni posiadają własny lokal, jak w przypadku Konrada Mąkosy, inni kupują grunt i na nim stawiają nowy obiekt, jeszcze inni po prostu wynajmują istniejący budynek. - Rok zabrało nam uzyskanie pozwolenia na użytkowanie, cztery lata czekaliśmy na decyzję o warunkach zabudowy - mówi Ernest Mikołajczuk ze stołecznego hostelu Oki-Doki. - Chwilowo musiałem wstrzymać działalność, bo nie wystąpiłem o zmianę sposobu użytkowania na zamieszkanie zbiorowe. Nie wynikało to z mojego zaniedbania, ale oparłem się na rozporządzeniu ministra gospodarki i pracy, które mówi, że budynków powstałych przed 1 kwietnia 1995 r. to nie dotyczy. Poza tym jest problem, bo mój dom jest zabytkowy i dokumentacja do niego zaginęła - mówi Mąkosa.
Niezwykle istotna jest więc znajomość ustawy o usługach turystycznych - która, notabene w zasadzie... pomija hostele. Istnieją one w załączniku jako obiekty noclegowe nigdzie nie sklasyfikowane. A przede wszystkim trzeba orientować się w przepisach prawa budowlanego i przeciwpożarowych. Po zeszłorocznym pożarze w Kamieniu Pomorskim, gdzie spłonął właśnie hostel, kontrole są bardzo surowe, a wymagania co do bezpieczeństwa budynków jeszcze wzrosły. - W rezultacie na 20 hosteli w Warszawie tylko pięć działa legalnie - mówi Ernest Mikołajczuk. Warto też dokładnie zapoznać się z przepisami dotyczącymi wynajmu, aby właściciel budynku nie zaskoczył nas potem niespodziewaną decyzją, że chce obiekt np. sprzedać czy wynająć komu innemu. Gdy już zdecydujemy się na inwestycję, warto poważnie rozważyć, czy w tych czasach opłaca się brać kredyt, czy też może wejść w spółkę i podzielić się kosztami. Ale taka decyzja też jest obarczona ryzykiem.
Wystrój równa się powodzenie
Oki-Doki w 2007 r. znalazł się w pierwszej dziesiątce... świata w zestawieniu "Best Hotels of 2006", wytypowany przez prestiżowy portal HostelWorld.com. Nagrodzony obiekt oferuje noclegi od 35 zł. Hostel to bowiem przede wszystkim miejsce dla tych, którzy zwiedzają i dysponują skromnym budżetem: przede wszystkim uczniów i studentów oraz tzw. backpackersów, czyli podróżników - "plecakowców" z prawdziwego zdarzenia.
Oki-Doki, jako pierwszy obiekt typu Art w Polsce postawił na design: każdy pokój ma w nim inny wystrój. Z kolei atrakcją Wilsona są kapsuły - goście śpią w podłużnych boksach, których ściany są wyciszone.
- Na remont budynku wynajmowanego w centrum stolicy, w którym mamy 130 łóżek wydaliśmy 1,5 mln zł - informuje Mikołajczuk. Ale przy małych hostelach można te koszty znacznie zredukować, startując już od 20 tys. zł. - Mnie się udało znacznie zaoszczędzić, bo wiele prac wykonałem sam - podkreśla Mąkosa. - Poza tym sam zaprojektowałem i zrobiłem piętrowe łóżka, które okazały się tak solidne, że teraz zamawiają je u mnie inni - dodaje.
Promocja znaczy zysk
Najlepszym sposobem promocji jest oczywiście internet. Profesjonalna, przejrzysta strona internetowa z opisem usług w obiekcie, cennikiem w kilku językach to dziś podstawa. Bardzo dobrze jest zaistnieć na międzynarodowych portalach rezerwacyjnych: Hostelworld.com, Gomio.com, HostelsClub.com, ale i rodzimych, jak Spanie.pl, który też ma już zasięg europejski. Równie ważna jest współpraca lokalna - np. Wilson promowany jest w... Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki, ponieważ hostel znajduje się w pobliżu kościoła i grobu błogosławionego w zeszłym roku męczennika. Współpracuje też na stałe z Szkołą Muzyczną im. K. Szymanowskiego, szkołą pożarniczą i innymi placówkami czy firmami.
- Miesięcznie zarabiam około 30 tys. zł. 5 tys. pochłania spłacany kredyt na remont. Do tego dochodzą bieżące wydatki: gaz 2 tys. zł., elektryczność 1 - 1,5 tys. zł, woda 2 tys. zł, pralnia 2 tys. zł. Do tego należy doliczyć koszt śniadań i pensje pracowników - mówi Mąkosa.
Oczywiście istnieje wiele możliwości dodatkowego dorobienia, jak wynajem rowerów, internet, mała gastronomia, pokazy filmowe, podnajem sal np. na kluby podróżnika, wesela i inne imprezy rodzinne.
@RY1@i02/2011/242/i02.2011.242.13000070o.802.jpg@RY2@
Andrzej Szafrański, magazyn branżowy "Hotelarstwo"
Hosteli z nazwy jest w Polsce ok. 140. Jednak obiektów, które są faktycznie hostelami, bo sprzedają przede wszystkim na nocleg łóżka, a nie całe pokoje, jest kilkaset. A z pewnością więcej niż 300. Jest to najtańsza baza noclegowa (ceny zaczynają się z reguły na 15 zł, a kończą na 250-350 za pokoje prywatne, oferujące standard odpowiadający trzygwiazdkowym hotelom). Zapotrzebowanie na nią istniało i istnieje niezależnie od koniunktury gospodarczej. Zmieniać się może tylko klientela: raz może być więcej turystów, w tym zagranicznych, a raz ludzi jeżdżących w interesach, załatwiających sprawy rodzinne czy związane ze zdrowiem. Funkcje ho s telowe spełnia wiele hoteli pracowniczych (w tym przyszpitalne).
Poza Krakowem, gdzie najbardziej intensywny rozwój przypadał na lata 2006-2007 i rynek wydaje się nasycony a nawet przesycony (w szczytowym okresie rozwoju było ich ponad 100), zapotrzebowanie na taką bazę jest w każdym mieście. W ciągu ostatnich 4 lat w Warszawie odczuwającej ciągły głód tanich miejsc noclegowych, liczba hosteli wzrosła o 100 proc. Hostele będą się profesjonalizować, będzie lepsze wyposażenie i usługi dodatkowe (internet, pomieszczenia wspólne, etc.), więcej będzie pokoi prywatnych. Na pewno będzie ich przybywać, bo część obiektów, nazywających się obecnie: pokojami, pokojami pracowniczymi lub gościnnymi czy schroniskami, zmieni nazwy na hostele, bo to jest zrozumiałe dla każdego. Szkoda, że wiele z tych, które już funkcjonują, nie potrafi w sposób skromny, ale skuteczny informować potencjalnych gości o swym istnieniu. Byłyby wówczas w lepszej kondycji. Ale wszystko przyjdzie z czasem.
Anna Kłossowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu