Szumlewicz: W końcu komuś pomóżmy
Polska jest jednym z najmniej solidarnych krajów Unii Europejskiej. W ciągu ostatnich
kilkudziesięciu lat nasz kraj wielokrotnie był
adresatem pomocy innych państw. W czasie II wojny
światowej setki tysięcy Polaków i Polek
znajdowały wsparcie w Europie, Azji czy Afryce. Masowa
emigracja będąca wynikiem represji politycznych
miała też miejsce w wyniku ekscesów
antysemickich w 1968 r. i po wprowadzeniu stanu wojennego
na początku lat 80. Wreszcie, po wejściu do UE,
mieliśmy do czynienia z olbrzymią skalą migracji
zarobkowej. W ciągu pierwszych kilku lat po wejściu
do Unii z Polski wyjechało w celach zarobkowych ponad 2
mln ludzi. Mimo to nikt nie mówił o groźnej fali
polskich migrantów, nie podkreślał
różnic kulturowych między Polakami a Niemcami
czy Brytyjczykami, nie oczekiwał, by nasi rodacy
dostosowywali się do lokalnej kultury, znali język
czy wyznawali te same wartości co mieszkańcy innych
krajów. Zarazem od wejścia do UE za pieniądze
unijne wybudowaliśmy setki szkół, autostrad,
dworców, szpitali, dróg szybkiego ruchu. Polska
definicja solidarności obejmuje jednak wyłącznie
otrzymywanie pomocy. Sami nie widzimy potrzeby jej
udzielania.