Sięgają tam, gdzie Google nie sięga. Kim są infobrokerzy?
Dziś mało kto szuka informacji na półkach z książkami.
Roczniki, słowniki, encyklopedie, mapy, atlasy czy przewodniki, które
jeszcze do niedawna zaspokajały ciekawość każdej szanującej się rodziny,
poszły na przemiał. Teraz wystarczy uchylić klapę laptopa, połączyć się
z centralą, wpisać w wąskim pasku wyszukiwarki pożądaną frazę,
zatwierdzić kliknięciem swoją prośbę i czekać na odpowiedź, która
nadejdzie w ciągu kilku sekund. Szybko przywykliśmy do tej wygody, skoro
wiedza powszechna została zdeponowana w jednym miejscu. Informacja z
wyszukiwarki nic nie kosztuje i jest na zawołanie. Dostajemy to, co nam
potrzebne – streszczony, objaśniony, a na dodatek skomentowany przez
innych użytkowników fragment rzeczywistości, który nas interesował.