Sierant: Dong, co ma świecący nos
Na początek zagadka. O kim mowa? Był wieloletnim współpracownikiem
najważniejszej osoby w Polsce. W uznaniu zasług oraz w dowód
największego zaufania został ministrem, a wiele lat później postanowił
sprawdzić się w biznesie i został prezesem jednego z największych
polskich koncernów. Tam zbudował swój dwór, a właściwie Księstwo
Mazowieckie. I rządził nim niepodzielnie, nie oglądając się na swoich
partyjnych towarzyszy. Nie sponsorował i nie dokładał się, gdy nie
chciał. Pewnego dnia ze Zjednoczenia (Centrali, Ministerstwa, ale nie
Resortu) wpłynęło żądanie zbudowania nowej elektrowni. Ten odmawiał,
początkowo delikatnie, później coraz bardziej stanowczo. Gdy interesy
polityczne przeważyły nad relacjami towarzysko-kombatanckimi, prezes
nagle został zwolennikiem inwestycji, ale decyzja już zapadła. Został
zdekapitowany, wraz z nim ścięto cały jego dwór.