Nowe technologie miały nam dać raj na ziemi, a zafundowały nam Wielkiego Brata
Książkę Jakuba Szamałka otwiera znamienna deklaracja: „To nie jest
powieść science fiction”. – Czytelnik nieobeznany z tą problematyką
mógłby dojść do wniosku, że to jest jakieś wróżenie z fusów, moje
fantazje i rozważania na temat tego, co się wydaje jedynie teoretycznie
możliwe – tłumaczy Szamałek. – Tymczasem sprawy się mają inaczej: to, o
czym piszę w książce, już się wydarzyło. I to niekoniecznie w
laboratoriach, ale w codziennym życiu. Mało tego: niektórych kwestii
świadomie nie umieściłem w powieści, uznając, że odbiorca po prostu mi
nie uwierzy. To dziwne: unikać pisania o rzeczywistości, by nie zostać
wziętym za odjechanego futurystę. Zależało mi jednak na tym, by
„Cokolwiek wybierzesz” miało walor historii realistycznej, dziejącej się
tu i teraz, a nie mrocznej ekstrapolacji w rodzaju serialu „Czarne
lustro”. By nie wyglądało na to, że zmyślam.