Różni od siebie, czyli poróżnieni. Jak w Polsce wygląda pluralizm? [OPINIA]
Spór o kształt polskiej demokracji dawno przestał przypominać racjonalną wymianę myśli. Po pierwsze – z powodu doboru coraz mniej przekonujących argumentów zagłuszonych przez okrągłe zdania wbijane do głów politykom w prostych przekazach dnia. Po drugie – z racji braku partnerów do rozmów, którzy zatracili zdolność komunikowania się bez wchodzenia w narrację dyktowaną przez duopol PiS-PO. Pluralizm zapraszający do stołu różne środowiska i strony demokratycznego konfliktu miał być najważniejszą okrągłostołową zdobyczą, a jest w praktyce poniewieraną cnotą, której – parafrazując klasyka – nadaje się znaczenie czysto teoretyczne. Zamiast głosu zbiorowego rozsądku, słychać kakofonię frazesów.