Kaczyńskiego dopadł syndrom Wołodyjowskiego, czego efektem jest pobojowisko instytucji państwa
Wołodyjowski zaś zdjął hełm z głowy: chwilę spoglądał jeszcze na ruinę,
na to pole chwały swojej, na gruzy, trupy, odłamy murów, na wał i na
działa, następnie podniósłszy oczy w górę, począł się modlić” – opisywał
Henryk Sienkiewicz. Na „małego rycerza” czekało jeszcze jego
przeznaczenie. Musiał wysadzić się z twierdzą kamieniecką w powietrze. A
przeznaczenia nie można uniknąć, zwłaszcza jeśli bohater całym swym
intelektem i osobowością tak kreśli ścieżki losu, by na koniec musiało
się ono zrealizować.