Sierant: Nauka wyniesiona z dogrywek
To było tak. Był czas dogrywek na giełdzie. Kto młody, ten nie wie, czym
dogrywka była. A kto wie, ten niemłody. Raz na jakiś czas, zwłaszcza
gdy na rynku się coś działo, udawałem się do pobliskiego biura
maklerskiego. Raz w czasie dogrywki okazało się, że notowania spółki
Espebepe spadły przy nadwyżce sprzedaży. Była to spółka budowlana ze
Szczecina, o której mało kto teraz pamięta, ponieważ zbankrutowała w
2003 r. I kiedy się zastanawialiśmy z kolegą (działanie w
porozumieniu?), czy kupić ich akcje, bo poprzedniego dnia informowali o
wygranym przetargu na budowę mostu, ktoś z tyłu szepnął do mnie: „Niech
pan tego nie robi”. Po dogrywce usłyszałem: „Pracuję w jednym z
Mostostali. Też chcieliśmy budować ten most. Ale Espebepe nas przebiło.
Dowiedzieliśmy się, jaką zaproponowali cenę. Tego nie da się za tyle
zbudować”.