Rosja nigdzie nie zniknęła
Po 24 lutego 2022 r. można było sądzić, że tak jednoznaczna agresja na Ukrainę, której nie dało się już zrzucić na zielone ludziki, jak to było w 2014 r. z Krymem i Donbasem, otrzeźwi dużą część zwolenników Rosji poza jej granicami. Na dłuższą metę nic takiego się nie stało.
W Tbilisi zwycięstwo w sobotnich wyborach ogłosiło Gruzińskie Marzenie. Politykom tej partii nie zaszkodziły ani ustawy zbliżające reguły politycznej gry do rosyjskiego wzorca, ani gotowość do „przeproszenia Rosji” za wojnę w 2008 r., ani nawet zapowiedź powyborczej delegalizacji opozycji. Wiele wskazuje na to, że wybory zostały sfałszowane, a realny wynik był bliższy remisu. Gruzja może teraz podążyć szlakiem białoruskim i krwawo stłumić protesty, jeszcze przyspieszając dryf na polityczny Wschód, albo szlakiem ormiańskim, który doprowadzi opozycję do władzy. Może też przeczekać. Co by się nie stało, Rosja nie straciła na dobre nawet kraju, który raptem 16 lat wcześniej rozjechała czołgami.
Równolegle trwa rozgrywka w Mołdawii. Na razie mamy remis ze wskazaniem na obóz prozachodni, który wygrał o włos referendum w sprawie umocowania w konstytucji dążenia do członkostwa w Unii Europejskiej. Głosowanie zmieniło się jednak w plebiscyt w sprawie starającej się o reelekcję Mai Sandu, przez co jego wynik był dużo słabszy, niż się spodziewano. W efekcie Sandu wcale nie jest pewna sukcesu w planowanej na niedzielę II turze, w której zmierzy się z bliższym Rosji Alexandrem Stoianoglu. Kreml nie zasypia gruszek w popiele: od tygodni do Mołdawii trafiały miliony rubli na kupno głosów i antyzachodnią agitację. Prozachodni wybór Mołdawii nie jest jeszcze nieodwracalny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.