Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Faszystowski antyfaszyzm i "poputczicy"

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Wykorzystywanie zachodnich dziennikarzy do prezentowania swojej wizji świata ma w Rosji długie tradycje. Kim są ludzie, którzy uwiarygadniają działania Kremla wobec Kijowa? To także Polacy

Sojusz jest egzotyczny. Denys Puszylin to ukraiński przedsiębiorca zaangażowany w walkę z banderowcami. Miał powstrzymać faszyzm, który rozlewa się na Donbas po lutowej rewolucji w Kijowie. Miał, bo w czerwcu odsunięto go od decyzji. Politolog Bartosz Bekier, narodowiec z Falangi jako jeden z nielicznych Polaków przeprowadził wywiad z Puszylinem. W Doniecku. Na terenie kontrolowanym przez samozwańczą Noworosję. I na zaproszenie tejże.

Wydawałoby się, że obu dzieli przepaść. - Faszyzm w centrum Europy jest dla Europejczyków nie do przyjęcia. Oni rozumieją, że ten konflikt nie jest wewnątrzukraiński. Absolutnie wszyscy, którzy podzielają nasz pogląd na walkę z faszystowskim brudem, walczą dziś za Zagłębie Donieckie - deklarował Puszylin, gdy był jeszcze formalnym liderem tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Bekier ma nieco inne poglądy na rzeczywistość, co wyraził choćby w tekście o wiele mówiącym tytule "Żydoiluzje".

"W przedwojennej Polsce nie było możliwości uczynienia z ludności żydowskiej jednego z pełnoprawnych komponentów »wielonarodowego imperium«. Imperialna wizja struktury państwa, z Żydami uplasowanymi na równi ze wszystkimi historycznymi grupami narodowościowymi zamieszkującymi ziemie Rzeczpospolitej na przestrzeni wieków, posiada jeden podstawowy mankament: znaczna część Żydów w II RP wywodziła się z Imperium Rosyjskiego i nie posiadała żadnych związków z polskim »der Geist des Staates«, czy też z jakimkolwiek innym polskim dziedzictwem historycznym" - pisze. Bekiera i Puszylina łączy za to wspólna niechęć do atlantyzmu. No i do faszyzmu. Przy czym Puszylin definiuje go tradycyjnie, w odniesieniu do wielkiej wojny ojczyźnianej. Dla Bekiera to "faszyzm żydowski".

Falangista jest zwolennikiem "sojuszu ekstremów". Takim aliansem była przedwojenna, taktyczna współpraca narodowców z syjonistami. Dziś jest nim sojusz Bekier-Puszylin. Jak przekonuje ten pierwszy, Polak ma służyć antyamerykanizmowi, antyglobalizmowi i antydemoliberalizmowi. - Nie reprezentuję polskiego, proatlantyckiego rządu. Reprezentuję wolnych Polaków. Ludzi, którzy są przeciwni bazom NATO na terytorium Polski - mówił na wiecu w Doniecku. Na takich samych wiecach występował jeszcze do niedawna Puszylin.

Późną wiosną 2014 r. relacja Bekiera z Doniecka była żywo cytowana przez rosyjskie media. Człowiek Zachodu pisał o zbrodniach armii ukraińskiej na ludności Doniecka. "W upalny, majowy poniedziałek tłum ludzi zebranych przed dworcem kolejowym w Doniecku oddawał się swoim zajęciom (...). Port lotniczy płonął już w najlepsze, a władze ludowej republiki ogłosiły pełną mobilizację (...). Odległe wystrzały zostały skutecznie wytłumione przez zwyczajny hałas ruchliwej ulicy oraz pomruki zbliżającej się burzy. Gdy pierwsza seria z powietrza przeszyła dach dworca kolejowego, ulica zastygła. Chwilę później suchy trzask przeszedł wzdłuż bruku, a potężny dźwięk detonacji odbił się rezonansem w ciałach zgromadzonych na placu ludzi. Na rozgrzany asfalt trysnęła krew" - relacjonował Bekier.

Falangista nie ukrywał sympatii do republiki Puszylina. Dla kremlowskiej propagandy stał się skarbem. Oto Polak, przedstawiciel państwa należącego do NATO, który rozumie prawdę o konflikcie w Donbasie. Jej prawdziwe cele. Pokazał, jak ludowe władze pod patronatem Rosji odbierają region oligarchom i oddają go ludowi. Bekier, chcąc niechcąc, stał się dla Rosjan narzędziem propagandy. Nawet jeśli we własnym mniemaniu pozostał suwerenny. Popularny portal Lenta.ru publikuje zdjęcie, na którym widać grupę mężczyzn prezentujących polską flagę na tle transportera opancerzonego. Obok niej - czarna flaga ze skrzyżowanymi dwoma AK-47, logo portalu, który reprezentuje Bekier.

Bekier jest konsekwentny. Po zestrzeleniu nad Hrabowem malezyjskiego boeinga reprodukował tezy rosyjskiego ministerstwa obrony. "Na konferencji prasowej rosyjski minister obrony zaprezentował zapisy radarów, z których wynika, że w momencie katastrofy za boeingiem 777 podążał ukraiński myśliwiec su-25. To oczywiście nie jest przesądzający dowód, ale Kijów powinien odpowiedzieć, co wojskowa maszyna robiła w cywilnym korytarzu powietrznym, podążając za samolotem, który został zestrzelony. Ciężko wytłumaczyć również fakt, że feralny lot MH17 jako jedyny został skierowany nad zamknięty dla cywilnego ruchu lotniczego obszar działań wojennych" - komentował. Rosjanie mieli swoją furtkę w Polsce.

Wykorzystywanie zachodnich dziennikarzy do prezentowania swojej wizji świata ma w Rosji długie tradycje. Walter Duranty, korespondent "New York Timesa" w Moskwie w latach 1922-1936, przedstawiał wyidealizowany obraz państwa budowanego przez bolszewików. W 1929 r. w nagrodę miał możliwość przeprowadzenia ekskluzywnego wywiadu z Józefem Stalinem. U szczytu kariery, w 1932 r., otrzymał Nagrodę Pulitzera za materiał opisujący azjatyckie korzenie duchowości Rosjan, których konsekwencją jest odrzucenie perspektywy indywidualistycznej i zakwestionowanie oczywistej dla Europy koncepcji własności prywatnej.

Duranty, zafascynowany Stalinem, fałszował obraz kolektywizacji. W 1933 r. przekonywał, że doniesienia o głodzie w ZSRR są "propagandą i przesadą". W jego relacjach lud był głodny, ale nie głodował. Obecnie amerykański dziennikarz jest przedmiotem studiów nad propagandą. Wzorem z Sevres manipulacji, mieszania prawdy i fałszu. Budowania dziennikarskiego amalgamatu. W swoich czasach nie mógł wiedzieć, że w terminologii następczyni NKWD zostanie zakwalifikowany jako "poputczik" (towarzysz podróży).

Bekier rozpowszechnia dziwaczne interpretacje konfliktu w Zagłębiu Donieckim, ale w jego relacjach trudno znaleźć jawne kłamstwa. Nie jest to jednak reguła. W trzech tekstach Jakuba Korejby, polskiego politologa na stałe pracującego w Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych (MGIMO), opublikowanych na portalu Ria.ru, znalazło się miejsce także dla oczywistej nieprawdy.

I tak w tekście zatytułowanym "Doktryna Komorowskiego: przekształcenie Ukrainy w polskiego wasala" autor znajduje polski imperializm w samej oficjalnej nazwie naszego państwa. "Po rosyjsku nazwę tłumaczy się jako »Riespublika Polsza«. Ale po polsku brzmi ona jak »Polskaja Riecz Pospolitaja«. I dla każdego Polaka, a zwłaszcza działacza politycznego, ta nazwa zawiera w sobie znacznie więcej niż tylko terytorium i ludność w obecnych granicach. Koncepcja restauracji Rzeczypospolitej zawiera w sobie nie tylko przywrócenie niepodległości, lecz także projekcję rozszerzenia suwerenności Warszawy na państwa wcześniej wchodzące w skład państwa polskiego".

Kuźnią dla propolskich rewolucjonistów ma być zaś... Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Czyli - cytując Korejbę - "polska szkoła dywersji i kształcenia agentów dla WNP i Rosji". Jej szef Jan Malicki został zaś określony mianem "ekstremistycznie nastawionego elementu z grona nielegalnej Solidarności lat osiemdziesiątych poprzedniego wieku", zaś jego dawni studenci - "sektą Malickiego". "Głównymi zaletami absolwenta SEW jest całkowita lojalność i dyscyplina. W efekcie ponad 20 lat działalności niezmiennego dyrektora SEW w ramach struktur państwowych Polski wykształciła się nieformalna i zakonspirowana struktura, nazywana »sektą Malickiego«" - czytamy.

Malicki to niejedyny ekstremista z tekstu Korejby. Weźmy choćby Krajową Szkołę Administracji Publicznej, kuźnię kadr dla służby cywilnej. "Jej poprzednim dyrektorem był Jacek Czaputowicz, dawniej bojownik radykalnego skrzydła Solidarności i dyrektor departamentu analitycznego MSZ. Obecnie kierownikiem jest Jan Pastwa, były ambasador w Pradze i członek ekstremistycznej, zmilitaryzowanej organizacji ZHR, która w swoim programie przewiduje odzyskanie przez Polskę terytoriów zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi" - czytamy. Korejba nie rozwija skrótu Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Gdyby rozwinął, mogłoby się okazać, że teza o ekstremistycznym i zmilitaryzowanym charakterze drugiej co do wielkości organizacji harcerskiej w Polsce mogłaby nie znaleźć zrozumienia nawet u rosyjskiego czytelnika.

Portal Ria.ru należy do agencji prasowej Rossija Siegodnia powołanej w grudniu 2013 r. na fali konsolidacji państwowych mediów nad Wołgą. Jej dyrektor jest mianowany osobiście przez prezydenta Rosji. Został nim Dmitrij Kisielow, "znany dziennikarz i od niedawna naczelny propagandysta reżimu". Ta ostatnia charakterystyka, datowana na luty 2014 r., pochodzi z portalu "Nowej Europy Wschodniej" i wyszła spod pióra... Jakuba Korejby.

@RY1@i02/2014/172/i02.2014.172.000002200.803.jpg@RY2@

Vkontakte

Zdjęcie opublikowane przez Lenta.ru. Czarna flaga ze skrzyżowanymi dwoma AK-47 to logo portalu, który reprezentuje Bartosz Bekier

@RY1@i02/2014/172/i02.2014.172.000002200.804.jpg@RY2@

polaris/east news

Denys Puszylin, były już lider Donieckiej Republiki Ludowej

Zbigniew Parafianowicz

Michał Potocki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.