Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Wojna jest tylko kwestią czasu

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Nie ma już mowy o negocjacjach. Moskwa potraktowała uderzenie pocisku wystrzelonego z terytorium sąsiada jako akt agresji. Zgodnie z rosyjską doktryną może zaatakować

Otwarte wejście wojsk rosyjskich na Ukrainę staje się coraz bardziej realną perspektywą. Po wczorajszych groźbach ze strony Moskwy wygląda na to, że decyzja w tej sprawie już zapadła, a kwestią pozostaje jedynie, kiedy to nastąpi.

Po tym jak wczoraj wystrzelony z terytorium Ukrainy pocisk przeleciał przez granicę i zabił po stronie rosyjskiej przypadkowego mężczyznę, Rosja oświadczyła, iż to nie może zostać pozostawione bez odpowiedzi.

- Akt agresji ze strony ukraińskiej przeciwko suwerenności rosyjskiego terytorium i obywatelom Federacji Rosyjskiej będzie miał nieodwracalne konsekwencje - napisało w nocie protestacyjnej Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a zastępca szefa dyplomacji Grigorij Karasin oświadczył na antenie telewizji, że incydent "oznacza znaczący wzrost zagrożenia dla naszych obywateli, teraz także na naszym własnym terytorium. To oczywiście nie może pozostać bez odpowiedzi".

Stawianie sprawy przez Rosję w ten sposób sugeruje, że interwencja lądowa wydaje się bardzo prawdopodobna, bo jej doktryna zakłada prawo do czynnej obrony rosyjskojęzycznej ludności poza własnym terytorium, a Moskwa już nieraz pokazała, że swoich gróźb nie rzuca na wiatr. Co więcej, ponieważ zginął obywatel Rosji na rosyjskiej ziemi, Moskwa - do tej pory formalnie nieuczestnicząca w ukraińskim konflikcie - z pewnością przedstawi sprawę w ten sposób, że to Ukraina dokonała agresji zbrojnej, a ona się tylko broni.

Incydent, do którego doszło w obwodzie rostowskim w miejscowości o nazwie Donieck - czyli nazywa się tak samo, jak największe miasto wschodniej Ukrainy - faktycznie miał miejsce, ale jego okoliczności wcale nie są jasne.

Władze w Kijowie przekonują, że to prorosyjscy separatyści wystrzelili pocisk, aby w ten sposób sprowokować interwencję.

- Siły prowadzące operację antyterrorystyczną nie prowadzą ostrzału na terytorium sąsiednich państw ani na terenach mieszkalnych. Mieliśmy wiele przykładów tego, że terroryści dokonują prowokacyjnego ostrzału, także na terytorium rosyjskim, a później oskarżają o to stronę ukraińską - oświadczył Andrij Łysenko, rzecznik Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony. Separatyści zaprzeczają. Wicepremier separatystycznych władz Doniecka Andrej Prugin powiedział, że jest na 90 proc. pewien, że pocisk został wystrzelony przez Ukraińców, bo separatyści, mając niewiele amunicji, bardzo uważają, gdzie strzelają.

Jakkolwiek możliwe jest, iż faktycznie był to zbłąkany ukraiński pocisk, hipoteza o tym, że to separatyści chcieli sprowokować Rosję do interwencji, jest możliwa. W związku z podjętą przed kilkoma dniami ofensywą sił rządowych prorosyjskie siły ponoszą coraz większe straty, a ich dowódcy zdają sobie sprawę, że bez otwartej pomocy Rosji utrzymanie pozycji może być ciężkie. W ramach tej ofensywy rebelianci zostali wyparci z jednego ze swoich głównych bastionów - Słowiańska, z kolei w miniony weekend ciężkie walki wybuchły na przedmieściach Ługańska, stolicy drugiej samozwańczej republiki ludowej. Według rosyjskiej agencji Interfax ukraińskie siły podprowadziły pod miasto 70 czołgów. Z kolei ukraińskie władze poinformowały, że w sobotę w nalotach na pozycje rebeliantów zabitych zostało ponad stu separatystów, co było odwetem za śmierć kilkunastu żołnierzy dzień wcześniej. Żadnej z tych informacji nie można jednak w wiarygodny sposób zweryfikować.

Tymczasem oddalają się szanse na rozmowy pokojowe w sprawie uspokojenia konfliktu. Wczoraj prezydenci Rosji Władimir Putin i Ukrainy Petro Poroszenko mieli się spotkać w Brazylii przy okazji finału mistrzostw świata w piłce nożnej. Jednak po rosyjskich groźbach interwencji Poroszenko zdecydował, że do Brazylii się nie wybierze.

W tym tygodniu nad nałożeniem kolejnych sankcji na Rosję obradować będzie Unia Europejska. Być może jednak zanim dojdzie do spotkania, rosyjskie wojska będą już na Ukrainie.

Moska już nieraz pokazała, że swoich gróźb nie rzuca na wiatr

Bartłomiej Niedziński

 bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.