Rosyjska orka na Kulikowym Polu
Młodzi, wygadani i niebezpieczni - tacy są przywódcy nowych prorosyjskich ruchów na wschodzie i południu Ukrainy. Jeśli Rosja zdecyduje się na powtórzenie krymskiego scenariusza w Doniecku, Odessie czy Charkowie, skorzysta właśnie z nich
Kulikowe Pole to dla Rosjan symbol zwycięstwa. W 1340 r. na równinie w zachodniej Rosji wojska trzech ruskich księstw pokonały Złotą Ordę i otworzyły Moskwie drogę do zapanowania nad całą Rusią. Anton Dawydczenko, 28-letni lider Alternatywy Ludowej, liczy, że i tym razem Kulikowe Pole pomoże, by jego rodzimą Noworosję - jak nazywa czarnomorskie wybrzeże Ukrainy - oczyścić z hord. Tym razem rolę Mongołów odgrywają znienawidzeni banderowcy.
- Nie oddamy Odessy! Wygnamy banderowców! Faszyzm nie przejdzie! - na wielkim na 10 ha odeskim placu Kułykowo Połe w niedzielne popołudnie zebrało się kilkanaście tysięcy ludzi.Nad nimi powiewają czerwone sztandary z sierpem i młotem albo bez oraz rosyjskie "trójkolory". Jedna flaga niepodległej Ukrainy w tym towarzystwie wygląda na zagubioną. Nawet barw zagadkowej organizacji o nazwie Żydowska Armia Powstańcza jest więcej (dwie), choć żydowska diaspora w Odessie po Holokauście stanowi raptem 1,2 proc.
Ludzie zebrali się, mimo że władze w Kijowie ostrzegają, że wielkie zgromadzenia staną się celem prowokatorów chcących, by na Ukrainie polała się krew, mogąca stać się pretekstem do rosyjskich pretensji. - Mieliśmy sygnały, że coś się szykuje. Dlatego swój marsz w niedzielę odwołaliśmy - mówi DGP Andrij Jusow, organizator odeskiego Euromajdanu, a przy okazji szef lokalnego koła partii UDAR Witalija Kłyczki. Na dwie godziny przed marszem dzwonię do organizatora wiecu na Kulikowym Polu i pytam, czy nie byłoby rozsądne odwołanie i jego protestu. - My się nie boimy, jesteśmy pokojowym ruchem. A Euromajdan mógł odwoływać wiece miesiąc temu, gdy rozstrzeliwał ludzi na ulicach Kijowa - rzuca Anton Dawydczenko.
Nowa Noworosja
Ludzie, którzy go popierają, wierzą, że z Kijowa do miasta ściągają radykałowie, skłonni do bicia i zabijania. Bez problemu kupują rosyjską wrzutkę o tym, że snajperów na Majdan wysłała ówczesna opozycja. Dlatego muszą się bronić, a w tym pomoże im Rosja i osobiście Anton Dawydczenko. Kulikowe Pole podczas wiecu jest obstawione ludźmi z wstążeczkami św. Jerzego, znakiem rozpoznawczym prorosyjskich ruchów na Ukrainie. Gdzieś z boku całemu show przygląda się kilkunastu chłopaków w quasi-wojskowych strojach i maskach, uzbrojonych w drewniane pałki i tarcze. Także w tej kwestii Majdan jest tu punktem odniesienia. Samoobrona stoi obok namiotów, milionowa Odessa jest ostatnim miastem Ukrainy, gdzie funkcjonuje coś na kształt Antymajdanu. Nazwanie dwóch namiotów miasteczkiem to przesada, ale ich istnienie miesiąc po ucieczce Wiktora Janukowycza jest już jakimś osiągnięciem.
Dawydczenko nie chce jednak, by skupiony wokół niego ruch nazywać Antymajdanem. Woli określenie "Kulikowe Pole". - Janukowycz nas zdradził i uciekł, choć na niego głosowaliśmy. Poza tym uczestnikom Antymajdanu płacono, a nam nikt płacić nie musi. Wbrew temu, co opowiadają media - opowiada. Majdanarbajterzy, bo tak nazywa się tu protestujących za pieniądze, to ponadpartyjny element politycznego know-how. Są jednak i takie protesty, za które płacić nie trzeba. Majdanarbajterów łatwo poznać: nie są zainteresowani wiecem i rozchodzą się przy pierwszej okazji. W Odessie jest przeciwnie. Tłum chętnie powtarza okrzyki "Sława Rossii!" i "Faszyzm nie projdiot!". Strach przed Sektorem Prawicowym jest tu realny.
W modzie jest jednak także odcinanie się od Partii Regionów (PR). W Doniecku jądrem protestów są komuniści, Blok Rosyjski i organizacje weteranów. Flag PR nie ma i na Kulikowym Polu. Dawydczence nie podoba się ucieczka Janukowycza, ale i kunktatorstwo regionałów. Większość z nich, trzymana przy eksprezydencie perspektywami zysków z korupcji i groźbami rozprawy, rozpierzchła się, gdy tylko ich lider uciekł do Rosji. Powstały dwie nowe frakcje, które zawiązały koalicję z siłami prozachodnimi i popierają rząd Arsenija Jaceniuka. Ci, którzy zostali w PR, usiłują wypracować modus vivendi z nową władzą albo udali się na wewnętrzną emigrację i nie uczestniczą w pracach parlamentu.
- Odessa i Ługańsk to jedyne dwa miasta, w których separatystyczne nastroje są żywe także w Partii Regionów - wskazuje kijowski politolog, szef konsultingowej firmy Berta Communications Taras Berezoweć. I dodaje, że nad separatystami z Ługańska czuwa szef frakcji PR w Radzie Najwyższej Ołeksandr Jefremow, nad odeskimi zaś - Serhij Kiwałow, który jako szef Centralnej Komisji Wyborczej podczas pomarańczowej rewolucji fałszował wybory na korzyść Janukowycza. W Odessie prawie cała Partia Regionów to wewnętrzni emigranci. W najważniejszym głosowaniu ostatnich dni, nad decyzją o częściowej mobilizacji armii, nie wziął udziału żaden odeski deputowany PR. - Boją się i chcą przeczekać trudne czasy. Po obaleniu Janukowycza rozpłynęli się w powietrzu i nie uczestniczą w życiu politycznym - mówi nam Serhij Bratczuk, emerytowany wojskowy i redaktor naczelny odeskiej telewizji UTW.
W opuszczoną niszę celują ludzie pokroju Dawydczenki. - Koordynujemy nasze działania z Donieckiem, Mikołajowem, Chersoniem. Tworzymy polityczną platformę, która reprezentowałaby interesy południa i wschodu Ukrainy. Nie wykluczamy, że w przyszłości pójdziemy na wybory - tłumaczy DGP szef Alternatywy Ludowej. Spotykamy się w modnej restauracji w samym centrum Odessy. Dawydczenko przychodzi w towarzystwie dwóch rosłych ochroniarzy bez karków, ubranych w skórzane kurtki. Siadają przy stoliku obok i przez całą rozmowę uważnie nas obserwują.
Interesy południa i wschodu Ukrainy w rozumieniu Dawydczenki da się streścić w czterech punktach: 1. Federalizacja Ukrainy. 2. Stworzenie w federalnej Ukrainie dużego regionu o nazwie Noworosja, który miałby zjednoczyć obwody odeski, chersoński i mikołajowski. 3. Wybór gubernatora Noworosji przez jej mieszkańców. 4. Wprowadzenie języka rosyjskiego jako drugiego języka urzędowego w kraju. Większość z tych punktów pod adresem Ukrainy wysuwa obecnie Rosja. - Wolałbym, żeby zamiast mnie działalność pana Dawydczenki komentowały odpowiednie służby mundurowe. To działania na rozpad Ukrainy - mówi Andrij Jusow.
- UDAR, którego członkiem jest Jusow, to partia finansowana w Odessie przez byłego mera Eduarda Hurwica, oligarchę. O czym my w ogóle rozmawiamy? Majdan obiecywał lustrację, a gdy udał im się przewrót, natychmiast o niej zapomnieli - skarży się Dawydczenko. Utrzymuje, że podziela część haseł kijowskiego Majdanu, choćby lustrację. Jego zdaniem euromajdanowcy już zostali oszukani. - Pokazali rezydencję Janukowycza? OK, niech pokażą jeszcze majątki Ihora Kołomojskiego i Serhija Taruty, z których zrobili gubernatorów w Dniepropietrowsku i Doniecku. Przy nich Janukowyczowskie Meżyhirja to zwykła dacza - mówi Dawydczenko. - Myśli pan, że banderowcy to mit? A kto napadł właśnie na bank w Kijowie? - pyta.
Rozmowa wskazuje, w którym kierunku pójdzie rosyjska propaganda. Po pierwsze: gra każdym przykładem obecnej anarchii. Niezależnie od tego, czy napadu na bank dokonali prawdziwi członkowie Samoobrony Majdanu, czy podszywający się pod nich przebierańcy, druga strona obarczy nim nowe władze. Po drugie: odcięcie się od błędów i wypaczeń Janukowycza. W kraju, w którym średnia emerytura wynosi 1,5 tys. hrywien (450 zł), nawet żelazny elektorat PR nie przełknie ociekających złotem pałaców odsuniętych od władzy dygnitarzy. Po trzecie: tożsame z majdanowskimi hasła o oddaniu władzy ludziom. - Dlaczego nie zorganizują referendum, dlaczego sami Ukraińcy nie mają decydować, jak ma być urządzona Ukraina? - pyta Dawydczenko. Ludowładztwo to hasło grającego na Rosję Wiktora Medwedczuka, wpływowego na Ukrainie kuma Władimira Putina. Po czwarte: "my jeszcze nie rządziliśmy". Ukraińcy nie wierzą politykom, każdy nowy lider zasłuży na ich uwagę.
Diuk pomoże
Jednym z wielu kandydatów na takiego lidera jest Anton Dawydczenko, rocznik 1985, absolwent historii i prawa. W przeciwieństwie do Janukowycza ma dobrą biografię. Jego pierwsze działania w sferze publicznej polegały na akcji oddawania krwi na rzecz dzieci chorych na raka. Pawło Hubariew, lider podobnych protestów w Doniecku, urodził się w 1983 r. Jewhen Żylin z Charkowa, organizator paramilitarnych oddziałów, które miały walczyć z kijowskim Majdanem, ma 38 lat. 41 lat skończył z kolei premier Krymu Siergiej Aksionow. Nieco starszy od nich jest tylko ługańszczanin Arsen Klinczajew (rocznik 1968). Wszyscy mogliby się stać (Aksionow już został) perspektywicznymi liderami, których rękoma Rosja rozbierze Ukrainę na części lub przejmie władzę w Kijowie.
Mogliby, gdyby nie to, że ukraińskie służby już się nimi zajęły (choć łatwość, z jaką wykreowano ich nazwiska, wskazuje, że na ich miejsce przyjdą kolejni). - Krym początkowo zignorowano. A trzeba było pierwszego dnia posłać tam oddział Alfy (siły specjalne Służby Bezpieczeństwa Ukrainy), który zdusiłby separatyzm w zarodku - wskazuje Taras Berezoweć. SBU wyciągnęła jednak wnioski z błędów nieodległej przeszłości. Hubariewa aresztowano 6 marca, Klinczajewa - 11 marca. Dawydczenko trafił w ręce Alfy 17 marca.Po spotkaniu ze mną wrócił do swojego biura, z którego po półtorej godzinie go wyprowadzono i przewieziono do stolicy. Byłem ostatnim dziennikarzem, który z nim rozmawiał. I tak na razie pozostanie: sąd zdecydował o jego dwumiesięcznym areszcie.
Odessyjczyk czuł się pewnie. Wcześniej ignorował wezwania SBU do przyjścia na profilaktyczną rozmowę. - Na razie jestem na urlopie zdrowotnym. Pójdę do nich, jak się skończy - mówił na spotkaniu. Teraz będzie odpowiadać za zamach na integralność terytorialną Ukrainy. Już wie, że służby podjęły wyzwanie rzucone przez separatystów. Mówiono więc o referendum, poparciu dla swobodnego wyrażania woli przez naród Krymu. Ale nie o secesji. - Mówią, że chcemy dzielić państwo. Niczego nie chcemy dzielić, chcemy za to jednego państwa od Odessy po Murmańsk i Władywostok - krzyczał jeden z mówców. - Wie pan, u nas są różni ludzie, nie ze wszystkim się zgadzam. Ja nie jestem żadnym separatystą, chcę federalnej Ukrainy. Dlaczego Niemcy mogą być federalne, a my nie? - pyta Dawydczenko.
To sprytne hasło, jednak nie bez przyczyny stawia je również Rosja. - Federalna Ukraina oznaczałaby bowiem, że regiony wzajemnie niwelowałyby każdą zdecydowaną próbę określenia kierunku polityki zagranicznej. Taki kraj nigdy nie wstąpiłby do UE, a słaba władza centralna mogłaby być swobodnie rozgrywana przez Moskwę - mówi politolog Ołeksij Harań. Rozumieją to politycy po obu stronach barykady. Dlatego o federalizacyjnych obietnicach po dojściu do władzy zapomniał nawet Janukowycz. Dawydczenko chce, by Ukraina składała się z ok. 10 regionów. - Tworzonych na bazie historycznej, jak w Polsce. Wy zlikwidowaliście sztuczne województwa odziedziczone po komunistach. Dlaczego u nas nie stworzyć regionu noworosyjskiego, galicyjskiego czy podolskiego- tłumaczy.
Na razie jednak o tych postulatach będzie mógł myśleć w areszcie śledczym miasta Kijowa. Gdy po Odessie rozeszła się wieść o jego zatrzymaniu, pod gmach SBU przyszło około stu osób. Pojawiła się flaga Rosji, ale i znajomy już sztandar Żydowskiej Armii Powstańczej (- To jacyś dziwni goście, niech pan nie zwraca na nich uwagi - śmiał się Dawydczenko pięć godzin wcześniej). Kordon milicji chronił gmach SBU przed tłumem skandującym "Berkut! Berkut!", zaś matka Dawydczenki zagroziła samospaleniem pod diukiem. Tak jest tu nazywany pomnik księcia Richelieu, premiera Francji, a potem carskiego zarządcy Odessy. To pod nim, symbolem europejskości miasta, codziennie o 18 zbiera się Euromajdan.
Separatystyczna gangrena
- Przysyłają nam tu ludzi z Rosji, prowokują miejscowych, machają trójkolorem, ale na drugi dzień nic się nie dzieje. Próbują podnieść sztuczną falę separatyzmów, ale się nie udaje. Putin na to zresztą liczył, pewnie mu obiecywali doradcy, jakie to prorosyjskie nastroje panują na wschodzie Ukrainy - mówi DGP wiceszef parlamentu Rusłan Koszułynski. W Doniecku i Ługańsku co jakiś czas tłum zajmuje budynek lokalnych władz albo wiesza rosyjską flagę przed administracją, ale nazajutrz wraca chwiejna stabilizacja. W Odessie z zamienianiem flag poradzili sobie po swojemu: zamiast co drugi dzień zdejmować z masztu trójkolor, sprzed administracji przy prospekcie Szewczenki usunięto flagi Ukrainy. Żeby nie prowokować.
W przeciwieństwie do wydarzeń z Doniecka i Charkowa, gdzie w podobnych sytuacjach zginęły już trzy osoby, w Odessie pod SBU obyło się bez użycia siły. - Tu wszystko jest inne. U nas nie ma potencjału, by się na poważnie pobić - mówi Serhij Bratczuk. Chyba że ktoś w tym pomoże. SBU miała sygnały, że przez graniczące z obwodem odeskim Naddniestrze rosyjscy pseudoturyści, o których mówi Koszułynski, ściągają także do Odessy. Także dlatego Ukraina zdecydowała się wczoraj wprowadzić wizy dla Rosjan.
- Nawet jeśli protesty rozpoczęły się pod wpływem Rosji, mają realne podstawy: kryzys Partii Regionów, problemy gospodarcze, zagrożenie praw i swobód obywatelskich. Ale większość ludzi nie chciałaby się oddzielać od Ukrainy - przekonuje w tygodniku "Fokus" Serhij Bohaczow, szef rady miejskiej Doniecka. W tym mieście przyłączenia do Rosji chciałoby, według Fundacji Inicjatywy Demokratyczne, 33 proc. mieszkańców. W Ługańsku i Odessie po 24 proc. To jedyne duże miasta o żywych nastrojach separatystycznych. Co jednak zrobią ruchy podobne do Kulikowego Pola, gdyby w przeciwieństwie do aneksji Krymu nowa interwencja doprowadziła do wojny? Dawydczenko jest przekonany, że połowa ukraińskich żołnierzy zdezerteruje (Serhij Bratczuk, uznany ekspert w dziedzinie wojskowości, twierdzi, że morale w armii pozostaje wysokie). On sam zaś jest pacyfistą.
Ta ważna deklaracja oznacza, że gdyby doszło do konfliktu zbrojnego, Rosja będzie grać na hasłach antywojennych. W naznaczonym traumą II wojny światowej kraju mogą one odegrać niszczącą rolę, która w perspektywie ma otworzyć Kremlowi drogę do kolejnego zbierania ziem ruskich. Po Majdanie ma bowiem przyjść czas na Kulikowe Pole. I przyjdzie, jeśli nowa władza nie opanuje separatystycznej gangreny, a jednocześnie będzie ignorować usprawiedliwione i niekoniecznie lęki mieszkańców południowo-wschodniej Ukrainy. Wszystko rozstrzygnie się w najbliższych tygodniach.
Pokazali rezydencję Janukowycza? OK, niech pokażą jeszcze majątki Ihora Kołomojskiego i Serhija Taruty, z których zrobili gubernatorów w Dniepropietrowsku i Doniecku. Przy nich Janukowyczowskie Meżyhirja to zwykła dacza - przekonuje mnie Anton Dawydczenko, lider prorosyjskiej Alternatywy Ludowej z Odessy
@RY1@i02/2014/056/i02.2014.056.00000220a.101.jpg@RY2@
afp/east news
Michał Potocki
korespondencja z Odessy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu