Między wojną z Rosją a przemytem z Unii
Niezależne oddziały wojskowe mogą być zagrożeniem dla państwa
W historii ze strzelaniną w ukraińskim Mukaczewie, w której w niedzielę zginęły trzy osoby, skupiają się wszystkie obawy związane z autonomią oddziałów ochotniczych walczących na Wschodzie. Władze od miesięcy próbują podporządkować sobie dobrowolców. Najtrudniej idzie im z Sektorem Prawicowym (PS).
Już kilka tygodni po obaleniu prezydenta Wiktora Janukowycza niektóre sotnie Samoobrony Majdanu były wynajmowane przez przedstawicieli biznesu. - Dajmy na to w czasie rewolucji jakiś biznesmen wyposaża członków danej sotni w kaski, dba o ich sprzęt. Zaciągają u niego dług. A po jakimś czasie gość przychodzi i mówi: "Chłopaki, jest taka potrzeba, żebyście mi pomogli". I co, nie pomogą? - tłumaczył nam Maksym Muzyka, wówczas wolontariusz.
Do podobnej sytuacji mogło dojść na Zakarpaciu. Spotkanie członków PS z ludźmi deputowanego Mychajła Łani (kiedyś z Partii Regionów) i "kryszującą" ich (ochraniającą w zamian za udział w zyskach) milicją zakończyło się strzelaniną, po której sektorowcy okopali się w lesie w pobliżu wsi Ławky. Według "Ukrajinśkiej prawdy" członkowie PS reprezentowali interesy swojego rzekomego sponsora, deputowanego Wiktora Bałohy, dawnego szefa sekretariatu prezydenta Wiktora Juszczenki.
Łanio i Bałoha mają się zaś spierać o podział zysków z przemytu, który dla położonego na granicy z UE Zakarpacia stał się ważną gałęzią gospodarki. O tym, że kontrabanda jest dla miejscowych elit zwykłym biznesem, świadczy kuriozalna wypowiedź gubernatora obwodu Wasyla Hubala. - Podział zysków z kontrabandy zazwyczaj był dokonywany zgodnie z prawem - tłumaczył na antenie kanału 112. - Zakarpacie to synonim słowa "przemyt" - komentował deputowany Wałerij Łunczenko.
W rozmowy z wodzem PS Dmytrem Jaroszem zaangażowali się prezydent Petro Poroszenko i szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyl Hrycak. Tak wysoka ranga negocjujących z liderem marginalnego ugrupowania (w ostatnich wyborach PS dostał 1,8 proc. głosów) świadczy o obawach Kijowa. Przedstawiciele grupy niejednokrotnie się odgrażali, że po zakończeniu wojny w Zagłębiu Donieckim odwrócą lufy swoich karabinów o 180 stopni i pomaszerują na stolicę, by rozprawić się z władzami, które - w ich opinii - zbyt niechętnie walczą z korupcją i układami.
Spośród licznych oddziałów ochotniczych dowodzony przez Andrija Stempickiego Ukraiński Korpus Ochotniczy Sektor Prawicowy (DUK PS) jest ostatnim, który nawet formalnie nie podlega resortowi obrony ani MSW. Inne jednostki ochotnicze, jak założony częściowo przez neonazistów pułk Azow czy batalion Ajdar, który zdaniem organizacji ochrony praw człowieka ma na koncie zbrodnie wojenne, zostały objęte nadzorem państwa, po czym liczba skandali z nimi związanych zmalała.
DUK PS, wsławiony udziałem w bohaterskiej obronie donieckiego lotniska, dotychczas unikał takiego rozwiązania. Rozmowy w tej sprawie trwają od miesięcy. Jarosz dotychczas odpowiadał kategorycznym "nie", a jego ludzie grozili użyciem siły, gdyby państwo zamierzało jednak postawić na swoim. Teraz jednak także PS będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że 1100 km od linii frontu znalazł się uzbrojony po zęby oddział, który rozstrzyga spory biznesowe z pomocą granatników.
@RY1@i02/2015/134/i02.2015.134.00000070a.802.jpg@RY2@
AP
Dmytro Jarosz, lider Sektora Prawicowego
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu