Europa odczuje skutki wojny handlowej między Waszyngtonem i Pekinem
Niemieccy eksperci obawiają się, że chińska polityka zamykania się na Zachód zaszkodzi interesom krajów Starego Kontynentu.
Sebastian Heilmann, profesor na Uniwersytecie w Trewirze i założyciel berlińskiego think tanku Merics – wybitny znawca tematyki chińskiej, w wywiadzie dla portalu Zeit Online tłumaczy, że dla przywódców z Pekinu Stany Zjednoczone są słabnącą potęgą. Z ich punktu widzenia ostatecznie nie ma znaczenia, kto zasiądzie w Białym Domu. Że wybór Joego Bidena na nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych niewiele zmienia w relacjach USA–Chiny uważa też prof. Heribert Dieter, ekspert Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Jego zdaniem utrzymanie przez Bidena dotychczasowego kursu nie będzie żadnym zaskoczeniem dla chińskiej administracji. Wręcz przeciwnie, jak twierdzi, reakcją Xi Jinpinga może być pozwolenie na ostrzejsze wypowiedzi chińskiej dyplomacji. Już teraz do głosu dochodzi frakcja „jastrzębi”, która ma niewiele wspólnego z tradycyjnie rozumianą dyplomacją i liczy się z tym, że może doprowadzić do ograniczenia kontaktów z zagranicznymi partnerami.
Marzeniem chińskich władz od dawna jest dążenie do samowystarczalności i pełnego uniezależnienia się od zagranicznego kapitału i towarów. Świadczy o tym nowy plan pięcioletni, który ma obowiązywać na lata 2021–2025. Zdaniem Heriberta Dietera zakładane w nim rozwinięcie krajowej gospodarki i planowane ograniczenie importu właśnie do tego zmierzają. To oznacza, że lada chwila Państwo Środka nie musiałoby rozmawiać z zachodnimi partnerami, a to oni w dobie pandemii koronawirusa będą bardziej potrzebowali chińskiego rynku zbytu, technologii czy zaplecza produkcyjnego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.