Zielony zwrot Waszyngtonu, ale czy na pewno
Joemu Bidenowi i jego administracji może być łatwiej forsować ambitną politykę klimatyczną za granicą niż w samych Stanach Zjednoczonych
Demokrata już na drugi dzień po wyborach i po oficjalnym wyjściu USA z procesu paryskiego obiecał szybki powrót do stolika negocjacji klimatycznych. Inicjatywę w tym kierunku ma podjąć w pierwszym dniu swojego urzędowania. Joe Biden uczynił z ambitnej polityki klimatycznej jeden z głównych znaków rozpoznawczych w swojej rywalizacji z Donaldem Trumpem. W kampanii wyborczej obiecał m.in. neutralną klimatycznie energetykę do 2035 r. (wszystkie sektory mają stać się bezemisyjne, podobnie jak w UE, w 2050 r.) i wart 1,7 bln dol. program zielonych inwestycji. Sprawy klimatyczne były też jednym z głównych tematów pierwszych rozmów prezydenta elekta ze światowymi liderami.
Według klimatologa i aktywisty z inicjatywy Climate Action Tracker Niklasa Hohnego realizacja programu Bidena mogłaby przyczynić się do ograniczenia ocieplenia temperatur w skali globalnej o 0,1 st. C w perspektywie stulecia. Wraz z niedawnymi deklaracjami Chin dawałoby to szansę na wyraźne zbliżenie się do celów nakreślonych w porozumieniu klimatycznym z Paryża. Decyzje podjęte tylko przez dwóch największych emitentów oznaczać mogłyby utrzymanie ocieplenia na poziomie niespełna 2,5 st. C.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.