Dziennik Gazeta Prawana logo

Strajki w centrum politycznej gry o wszystko

24 sierpnia 2020
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Utrata poparcia w wielkich zakładach przemysłowych to wizerunkowy cios dla Łukaszenki, ale jak dotąd ich skala jest zbyt mała, by uderzyć w ekonomiczne podstawy jego władzy

Zdaniem wielu komentatorów włączenie się biało ruskich robotników w powyborcze protesty za wschodnią granicą Polski miało być „gamechangerem”. Niemal równo 40 lat po strajkach sierpniowych w Polsce wydawało się, że o losie autorytarnej władzy znowu może przesądzić zaangażowanie świata pracy. Strajkujące zakłady to symboliczne wotum nieufności wobec prezydenta Łukaszenki z nieoczekiwanego kierunku, postrzeganego dotąd jako ważny element jego zaplecza. Jasnym świadectwem utraty zaufania wśród robotników był też przebieg spotkań Łukaszenki z załogami zakładów, podczas których był wygwizdywany i spotykał się z wezwaniami do ustąpienia.

– To wyjątkowa sytuacja. Nie było w historii Biało rusi po rozpadzie ZSRR protestów załóg dużych zakładów na taką skalę. Istotny jest też fakt, że w strajki włączyły się nawet flagowe przedsiębiorstwa przemysłu, takie jak zakłady potasowe Biełaruskalij w Salihorsku czy mińska fabryka traktorów MTZ, których pracownicy są relatywnie wysoko wynagradzani i posiadają ważne miejsce w narracji władz – podkreśla analityk Polskiego Instytutu Ekonomicznego Jan Strzelecki. Jak dodaje, do zmiany nastrojów robotników przyczyniła się, oprócz fałszerstw wyborczych, sytuacja gospodarcza na Białorusi, w tym znaczny spadek zatrudnienia (na poziomie 6,4 proc. w ostatnim półroczu).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.