Bogaci przeciw biednym (i jednemu miliarderowi)
Proste rachunki wystarczą, by stwierdzić, że Andrej Babiš ma sporą szansę na zwycięstwo. Wszystko zależy od tego, kiedy odbędą się w Czechach wybory prezydenckie i czy w nich wystartuje
W tydzień po wyborach parlamentarnych (ściślej: po wyborach do izby niższej parlamentu, bo wybory senackie odbywają się cząstkowo i w innym terminie) Praga w zasadzie nie nosi śladów kampanii. Reklamę wyborczą sporadycznie jeszcze widać na niewielkich citylightach w metrze i przystankach komunikacji miejskiej – przywódca skrajnie prawicowej SPD (Svoboda a Přímá Demokrace – Wolność i Demokracja Bezpośrednia) Tomio Okamura grzmi z plakatu: „Koniec z dyktatem EU!”, ale żartowniś umieścił mu naklejkę w kształcie hitlerowskiego wąsika; były szef agencji ds. zwalczania przestępczości zorganizowanej Robert Šlachta miną surowego szeryfa reklamuje partię Przysięga (Přísaha); zaś trójka pogodnych liderów konserwatywno-liberalnej koalicji Razem (Spolu) obiecuje wiarygodną zmianę w polityce.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.