Operacją irańską dowodzi Mike Pompeo
W Pentagonie i kierownictwie armii narasta chaos. W weekend wyciekł do mediów list gen. Williama Seely’ego z piechoty morskiej zaadresowany do ministra obrony Iraku, że Amerykanie się z tego kraju wycofają. Kilka chwil później szef amerykańskiego resortu obrony Mark Esper zdementował tę informację.
Tymczasem wobec tego fermentu dowództwo nad kryzysem irańskim przejął, trochę samozwańczo, a trochę z niewypowiedzianej wprost woli prezydenta, szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo. Donald Trump zdaje się go uwielbiać i ufa mu, chociaż jest z gruntu osobą bardzo podejrzliwą. Pozycję Pompeo wzmacnia to, że przetrwał on wszystkie ostatnie zmiany kadrowe, m.in. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, skąd odszedł główny irański jastrząb John Bolton, oraz permanentny kryzys przywództwa w Pentagonie.
Przypomnijmy: zanim Esper objął tekę konstytucyjnego ministra, przez prawie pół roku na tym stanowisku był wakat, co też mocno utrudniało polsko-amerykańskie negocjacje w sprawie zwiększenia kontyngentu nad Wisłą. Co więcej, Pompeo przetrwał skandal z Ukrainą. O jego roli w próbach szantażowania prezydenta Wołodymyra Zełenskiego DGP pisał od września, a sama afera doprowadziła do wszczęcia procedury impeachmentu przeciwko Trumpowi. Na zdrowy rozsądek głowie państwa mogłoby zależeć na utrąceniu sekretarza stanu, by odwrócić uwagę od siebie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.