Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Napięcie wokół Tajwanu silniejsze niż kiedykolwiek

9 sierpnia 2022
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

B rawurowa wizyta spikerki Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi na Tajwanie była ruchem albo bardzo przemyślanym i niezwykle wyrafinowanym, albo dość beztroskim i lekkomyślnym, biorącym pod uwagę jedynie wewnętrzne walki frakcyjne w USA, a nie globalne konsekwencje polityczne czy gospodarcze. Dla światowej polityki i gospodarki ma jednak bardzo duże – być może większe, niż planowała to sama kongresmenka – znaczenie. A to dlatego, że Pekin uznał, iż nie można jej brać za przypadkową. Dla reakcji na wizytę Pelosi nie bez znaczenia było jej zachowanie, odmienne od zachowania Newta Gingricha, który również jako spiker Izby Reprezentantów odwiedził wyspę w 1997 r. – ostentacyjne ignorowanie władz chińskich i nieakceptowalne z ich punktu widzenia wypowiedzi. W tej sytuacji Pekin miał do wyboru trzy opcje:

Wejść w sekwencję eskalacyjną i wykonać jeszcze mocniejszy niż USA ruch w sprawie Tajwanu;

Wykonać mocniejszy ruch, ale w innej przestrzeni – np. fatalnym w kontekście Polski rozwiązaniem byłoby mocne, zdecydowane i być może przechylające szalę wsparcie Rosji w Ukrainie; Ograniczyć się do ostrych dyplomatycznych oświadczeń, przelecieć kilka razy za umowną (i tak przez Pekin nieuznawaną) linię demarkacyjną, jak było to już wiele razy w ostatnich miesiącach, wystrzelić do oceanu kilka rakiet i zapomnieć o całej sprawie. Od samego początku wizyty Nancy Pelosi uważałem, że trzecia opcja była jednak mało prawdopodobna ze względu na wagę Tajwanu w wewnętrznej polityce Chin. Zarówno funkcjonariusze, jak i obywatele wyrastają tam w absolutnym przekonaniu, że prędzej czy później wyspa musi powrócić pod efektywną kontrolę Pekinu, a jakakolwiek interwencja w sprawy wyspy jest naruszeniem – uznawanej także przez USA – zasady „jednych Chin”, integralności i suwerenności, innymi słowy uderzeniem w samo serce chińskiej dumy narodowej. Nie dość zdecydowana odpowiedź oznaczałaby kryzys przywództwa samego Xi Jinpinga, który jesienią będzie chciał na kongresie Komunistycznej Partii Chin przedłużyć swoją władzę o kolejną, trzecią kadencję. Brak zadowalającej partyjne kadry i społeczeństwo reakcji to ryzyko kryzysu politycznego, a w obliczu globalnych problemów gospodarczych, które nie omijają także Chin, znacząco zwiększyłby on prawdopodobieństwo dekompozycji całego systemu władzy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.