Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Zły czas na walki kogutów

8 września 2025
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

G dyby odgrzebać realne efekty polityczne spod zalewu infantylnych przejawów walki kogutów o to, kto w jakich warunkach robił sobie selfie pod Białym Domem i kto komu jakie instrukcje może wydawać, okazałoby się, że ubiegłotygodniowe wizyty prezydenta Karola Nawrockiego i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Stanach Zjednoczonych przyniosły wiele pozytywnych rezultatów. Problem polega na tym, że forma szyta pod wymogi starć trolli w serwisie X coraz częściej dominuje nad treścią, a charakterologiczne uwarunkowania prezydenta i szefa MSZ mogą sprawić, że ten koguci teatr może im się wymknąć spod kontroli. Trudno zaś sobie wyobrazić gorszy moment na to, by przez kompetencyjne ambicje polityków miały cierpieć nasze interesy na arenie międzynarodowej.

Umiejętnie zarządzana kohabitacja mogłaby nam wręcz pomóc. Niech Karol Nawrocki pozyskuje w naszych interesach Donalda Trumpa i jego ruch MAGA, Donald Tusk – przywódców europejskich, a Radosław Sikorski – dajmy na to – amerykański Kongres i co bardziej tradycyjnych, postreaganowskich republikanów. I w zasadzie w zeszłym tygodniu do pewnego stopnia to zagrało. Gdy Sikorski nagrodą dla kubańskiej dysydentki Berty Soler przekonywał amerykańskiego sekretarza stanu Marco Rubio, dla którego florydzcy Kubańczycy to istotna część elektoratu, że Polsce należy się miejsce w G20, Nawrocki uzyskiwał od Trumpa ważną deklarację, że amerykańskie wojska nie tylko nie opuszczą naszego terytorium, ale wręcz skala ich obecności może zostać zwiększona.

Ta ostatnia opcja wybrzmiała w półżartobliwym tonie, ale Warszawa złapała za słowo i – jeśli wierzyć zapewnieniom Pałacu Prezydenckiego – uzgodniono już, że o jej realizacji sekretarz obrony Pete Hegseth ma rozmawiać z naszymi urzędnikami. Zaproszenie na przyszłoroczny szczyt G20 na prezydenckim polu golfowym pod Miami, uzasadniane faktem osiągnięcia przez polską gospodarkę wartości 1 bln dol., co tak skutecznie wykorzystywał rząd Tuska w zeszłotygodniowej autoreklamie, zostało nieco przyćmione późniejszym doprecyzowaniem przez Trumpa, że chodzi o zaproszenie w roli obserwatora, a nie stałego uczestnika. W dodatku prezydent Stanów Zjednoczonych przyznał później, że chętnie widziałby na szczycie także innego obserwatora w postaci Władimira Putina, choć dodał, że nie jest pewien, czy Putin chciałby być tylko obserwatorem. No ale nie od razu Kraków zbudowano.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.