Dziennik Gazeta Prawana logo

Putin nie uległ emocjom zwycięzcy

27 czerwca 2018

Nie. Pracowałem już wówczas w sztabie Jelcyna, więc znałem te plany. To była część całej kampanii. Prezydent czuł się zagrożony, więc wybrał kogoś, kto zagwarantuje bezpieczeństwo jemu i jego ludziom. Wówczas cała klasa polityczna czuła się zagrożona. Zagrożona decentralizacją władzy.

W 1999 r. w czasie kampanii politycznej nie planowaliśmy inwazji na Czeczenię. Putin zyskiwał punkty w sondażach popularności dzięki temu, że różnił się od chorego Borysa Jelcyna: młody, wysportowany człowiek. A wybuchy w Rosji złamały ten scenariusz. Putin wchodząc do Czeczenii, zaryzykował własną karierą. To był element improwizacji, osobistego wyboru.

Gubernatorzy za czasów Jelcyna zdobyli ogromne wpływy w państwie, ale metodą uzurpacji, wbrew konstytucji, która dawała im jedynie funkcje wykonawcze. To było niedopuszczalne. Ale już w pierwszym roku prezydentury Putina pojawiła się idea ukrócenia ich wszechwładzy. Zdecydowano wówczas nie iść aż tak daleko. Gubernatorzy byli wtedy zbyt niebezpieczni, a Putin nie chciał otwierać drugiego frontu. A po Biesłanie mógł liczyć na poparcie społeczne. Te wydarzenia pokazaały, że gubernatorzy nie wnoszą niczego pozytywnego w rozwój wydarzeń, zwłaszcza na Kaukazie. Gubernatorzy zrzucali wszystkie problemy na władze federalne, a sobie zostawiali korzyści. Terroryści bardzo liczyli na takie quasi-feudalne rozdrobnienie państwa. Regiony w Rosji to nie amerykańskie stany ze swoją długoletnią historią, tylko sowieckie, nakreślone arbitralnie jednostki niestanowiące całości.

Po 2000 r., gdy Putin wygrał wybory, mielismy dwa wyjścia. Byli radykałowie, którzy nawoływali do zdyskontowania sukcesu poprzez ostateczne unicestwienie oligarchii i władzy gubernatorów. Ale Putin wybrał strategię historycznego kompromisu. Prezydent poszedł na pewien układ - zarówno z partiami, jak i regionami. Po dziesięciu latach wydaje mi się, że to jedna z najlepszych decyzji Putina. Poddanie się emocjom zwycięzcy było groźne.

Zawsze jest alternatywa. W pewnym momencie na następcę Putina był forsowany jelcynowski premier i szef MSZ Jewgienij Primakow, co przybierało wręcz obraz kampanii wyborczej. Można sobie wyobrazić jego zwycięstwo w 2000 r. Prezydent Primakow zderzyłby się jednak z wszechwładnymi gubernatorami, którzy przywiedli go do władzy. Byłoby mu trudno z nimi walczyć, bo zawdzięczałby im swoją pozycję. A Putin mógł się z nimi porozumieć, ponieważ ich pokonał, mógł rozmawiać z pozycji siły. Primakow musiałby stanąć do walki, w której mógłby przegrać. A wówczas Rosja stałaby się konfederacją udzielnych księstw.

Niemal na drugi dzień po zwycięstwie Putina w wyborach w marcu 2000 r. rozpoczął się konflikt z oligarchami. Wojnę wypowiedzieli mu Boris Bieriezowski i Władimir Gusinski, ale przegrali i musieli emigrować. Wydarzenia te były były znacznie większym szokiem dla wszystkich niż aresztowanie Chodorkowskiego. Stały sie symbolicznym początkiem nowej prezydentury. Chodorkowski chciał się stać osobą numer dwa po wyborach parlamentarnych 2003 r., kiedy Jukos planował utworzenie w Dumie antyputinowskiej frakcji. I dlatego Putin uderzył właśnie w Chodorkowskiego.

Tylko jeśli Miedwiediew w ciągu 2010 r. poniesie jakąś spektakularną porażkę. Nie wyobrażam sobie, że obaj staną w szranki - skończyłoby się to rozbiciem obozu władzy, zaś Miedwiediew sam nie zrezygnuje.

@RY1@i02/2009/255/i02.2009.255.000.0011.001.jpg@RY2@

Gleb Pawłowski

Michał Rozbicki

rosyjski politolog, szef Fundacji Polityki Efektywnej, redaktor naczelny internetowej gazety Russkij Żurnał, w czasach prezydentury Władimira Putina uznawany za czołowego kremlowskiego ideologa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.