Spektakularne fiasko Kopenhagi
Politycy ogłosili sukces po zakończeniu klimatycznego szczytu w Kopenhadze. Mijają się jednak z prawdą. Nie podjęto przełomowych ustaleń, Zachód ustąpił przed żądaniami Chin i Indii.
Na dodatek kraje, które były gotowe do walki z globalnym ociepleniem, teraz wycofują się ze swoich ambitnych planów.
12-dniowy szczyt przed całkowitym fiaskiem ratowano jeszcze w sobotę, choć miał się zakończyć dzień wcześniej. Wreszcie po południu ogłoszono, że wypracowano kompromis. - Mamy historyczne porozumienie - zelektryzowały wszystkich słowa prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego. - Na szczycie doszło do znaczącego i bezprecedensowego przełomu - podkreślał Barack Obama, który w ostatnim momencie negocjował porozumienie w tzw. grupie pięciu. Oprócz USA były w niej Chiny, Indie, Brazylia i Republika Południowej Afryki.
- Mówienie o historycznym porozumieniu jest kompletną pomyłką. Wygląda na to, że na świecie nie ma już polityków, którzy mają wizję i którzy dbają o coś więcej niż swoje egoistyczne interesy - nie krył rozczarowania John Sauven z Greenpeace.
Faktycznie, z pakietu spraw, które w duńskiej stolicy miały zostać uzgodnione i na których miało się opierać nowe ogólnoświatowe porozumienie zastępujące protokół z Kioto, nie zostało załatwione nic. W porozumieniu nie zapisano przede wszystkim, że emisja gazów cieplarnianych (GHG) ma do roku 2050 zostać ograniczona o połowę. A to miał być właśnie fundament protokołu z Kopenhagi. Jedyną konkretną rzeczą, jaką udało się uzgodnić liderom, jest wyrażone przez nich zapewnienie, że dołożą wszelkich starań, by do połowy XXI wieku temperatura na Ziemi nie wzrosła o więcej niż 2 stopnie Celsjusza.
Fiasko Kopenhagi może być jednak o wiele bardziej dotkliwe niż tylko nadszarpnięcie autorytetu Narodów Zjednoczonych. - Niewpisanie limitów emisji świadczy o porażce Zachodu w starciu z Chinami i Indiami, które przeforsowały swój punkt widzenia - mówi nam Richard Mayor z University of London. Skoro nie narzucono odgórnych ograniczeń, nadal będą się mogły nieskrępowanie rozwijać i truć. Pekin jest obecnie największym producentem gazów cieplarnianych na świecie, Delhi - w pierwszej dziesiątce.
To niejedyny efekt Kopenhagi - z ambitnych planów walki z ociepleniem klimatu wycofują się poszczególne kraje i organizacje. Pierwsza sygnał do odwrotu dała Unia Europejska, która najbardziej zacięcie walczyła o wprowadzenie limitów emisji GHG.
Jeszcze przed szczytem ogłosiła, że do 2020 r. zmniejszy emisję dwutlenku węgla o 20 proc. Tuż przed podniosła poprzeczkę o kolejne 10 proc. Teraz, jak informuje BBC, zamierza powrócić do pierwotnego planu. W ślady UE chcą pójść kolejne kraje - porzucenie proekologicznych rozwiązań już zapowiedziały Japonia i Australia.
Na dodatek Kopenhaga pogłębiła podziały. Porozumienie, o którym usłyszał świat, negocjowano w tzw. grupie pięciu. Nikt nie zapytał o zdanie innych państw, zwłaszcza tych mniejszych, które postawiono przed faktem dokonanym. Przedstawicielka Wenezueli Claudia Caldera nazwała taki przebieg obrad zamachem stanu. Lider sudańskiej delegacji Lumumba Stanislaus Di-Aping ocenił, że efektem kopenhaskich zaniechań będzie "spopielenie" Afryki i porównał efekt szczytu do działań nazistów, którzy "posłali w płomienie 6 mln Żydów".
Teraz wszyscy liczą na to, że uda się wprowadzić do umowy z Kopenhagi konkretne rozwiązania na kolejnym klimatycznym szczycie. Niemal dokładnie za rok politycy z całego świata zjadą do stolicy Meksyku. Czy są szanse na sukces? Jeśli patrzeć na dorobek klimatycznych szczytów, to śmiało można powiedzieć, że nie. Bo Kopenhaga nie była pierwszą porażką ONZ - fiaskiem zakończyły się także obrady na Bali w 2007 i w Poznaniu w 2008 r.
@RY1@i02/2009/248/i02.2009.248.000.010a.001.jpg@RY2@
Nie wszyscy uczestnicy byli zainteresowani sukcesem. Na zdjęciu delegat Wysp Cooka
AFP
Do porozumienia nie zostało wpisane rygorystyczne obcięcie limitów emisji dwutlenku węgla do 2050 roku o połowę. Zamiast tego liderzy uzgodnili, że trzeba dołożyć starań, by temperatura Ziemi nie wzrosła więcej niż o 2 stopnie Celsjusza do połowy wieku.
Jego utworzenie nakazuje protokół z Kioto. Po ponad 12 dniach obrad Zachód zadeklarował, że będzie dążył do stworzenia funduszu, z którego do 2020 r. państwa rozwijające się miałyby każdego roku dostawać 100 mld dol. Nadal nie wiadomo jednak, kto i ile miałby się do niego dołożyć.
Zachód naciskał na kraje rozwijające się, a zwłaszcza na Chiny, by zgodziły się na wpuszczenie inspekcji, które oceniałyby, na jakie proekologiczne inwestycje są wydawane otrzymane pieniądze. Pekin nie godził się na inspektorów. W ostatnim dniu negocjacji poinformowano, że przyjął ten postulat. Jednak same Chiny milczą w tej sprawie.
Piotr Czarnowski
piotr.czarnowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu