Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Szwedzi walczą o wzmocnienie pozycji lady Ashton w Europie

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Po raz pierwszy w historii UE na szczyt do Brukseli nie zaproszono ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich

Przewodzący pracom UE w tym półroczu Szwedzi rozpoczęli starcie o to, kto będzie decydował o unijnej polityce zagranicznej. Sztokholm, popierany przez małe kraje Unii Europejskiej, poprzez politykę faktów dokonanych zamierza zmusić Francję, Niemcy, Polskę, Hiszpanię i Wielką Brytanię do podporządkowania się szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton. Aby wzmocnić jej pozycję, po raz pierwszy nie zaprosili na czwartkowy szczyt do Brukseli 27 ministrów spraw zagranicznych państw UE. Głównym rozgrywającym w sprawach międzynarodowych ma tam być właśnie Ashton.

Szwedzi tłumaczą swój bezprecedensowy krok zapisami traktatu lizbońskiego. - Definiuje on Radę Europejską (tak oficjalnie nazywają się szczyty przywódców UE - red.) jako spotkanie szefów państw lub szefów rządów UE - tłumaczy w rozmowie z nami Roberta Alenius, rzeczniczka premiera Szwecji Frederika Reinfeldta. - Dlatego od tej pory każdy kraj będzie miał przy stole negocjacyjnym tylko jednego przedstawiciela - zaznacza.

Taki układ automatycznie wzmacnia pozycję lady Ashton, brytyjskiej baronessy, która dwa tygodnie temu została mianowana pierwszą szefową unijnej dyplomacji. Taki plan nie podoba się Polsce. - Wszystkie zmiany spowodowane wejściem w życie traktatu lizbońskiego powinny być wprowadzane ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. Do tej pory ministrowie spraw zagranicznych spotykali się przy okazji szczytów na osobnej kolacji. To była wartość, z której nie powinno się rezygnować - mówi nam minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.

Z walki o obecność na szczytach UE szefów dyplomacji nie zamierzają też rezygnować inne duże kraje Europy. Nie chcą, aby jeszcze niedawno nikomu nieznana Ashton dyktowała im, jak ma przebiegać debata o sprawach zagranicznych. - Na razie musimy podporządkować się decyzji Szwedów. Ale na szczycie przywódcy Unii mogą podjąć decyzję, aby w przyszłości towarzyszyli im także ministrowie spraw zagranicznych - mówi nam Marine de Carne, rzeczniczka francuskiego przedstawicielstwa przy UE.

Jak ustaliliśmy, polscy dyplomaci chcieli pomysł Szwedów storpedować. Ostatecznie zrezygnowano z walki, gdy okazało się, że przejmujący za miesiąc przewodnictwo w Unii Hiszpanie będą od nowego roku zapraszać na szczyty także ministrów spraw zagranicznych. - Mamy nadzieję, że problem rozwiąże się samoistnie - przyznaje rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.

Tyle że po Hiszpanach Unii będą przewodzić kolejno Belgowie i Węgrzy, czyli przedstawiciele małych krajów opowiadający się za umocnieniem wspólnej polityki zagranicznej. "Duże kraje UE zdobyły punkty, mianując szefem dyplomacji bezbarwną Ashton. Ale teraz małe państwa chcą odbić tę porażkę, przyznając jej poważne kompetencje - komentuje Hugo Brady, ekspert londyńskiego Center for European Reform. Nie chodzi tylko o szczyty UE i tryb procedowania na nim. Spór toczy się także o to, kto będzie przewodził spotkaniom ambasadorów krajów Unii w tak kluczowych stolicach, jak Waszyngton czy Pekin" - pisze brytyjski dziennik Financial Times. Część państw chce, by była to Ashton, inne - przedstawiciel kraju, który w danym momencie przewodzi pracom UE.

Na razie polski premier na czwartkowym szczycie w Brukseli będzie musiał sam poradzić sobie w dyskusji przywódców UE o sprawach zagranicznych. - Przed odlotem zostanie starannie przygotowany przez ministra Sikorskiego i weźmie ze sobą na salę wszystkie potrzebne dokumenty. Szef MSZ będzie też w Warszawie stale pod telefonem, gdyby zaszła konieczność przeprowadzenia konsultacji - mówi nam Piotr Paszkowski. Poważniejszy problem ma hiszpański premier Jose Luis Zapatero. - On nie zna żadnego języka obcego. A na kolacji przywódców UE porozumiewanie się przez tłumacza jest niezręczne. Dlatego do tej pory korzystał z pomocy ministra spraw zagranicznych Miguela Moratinosa - komentuje w rozmowie z nami Jesus Carmona, jeden z rzeczników Rady UE.

Koncepcja przyjęta przez Szwedów stwarza również inne problemy dla Polski. W Polsce kompetencje w sprawach europejskich dzielą bowiem prezydent i premier. - Teraz każdy kraj będzie dysponował tylko jednym fotelem na sali obrad. Polski premier i prezydent mogą na zmianę wchodzić i wychodzić z sali, zależnie od tematów, które będą poruszane - uważa Roberta Alenius.

@RY1@i02/2009/239/i02.2009.239.000.008a.001.jpg@RY2@

Baronessa Ashton została dwa tygodnie temu mianowana szefową unijnej dyplomacji

Reuters/Forum

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.