Obama nie odpuści Afganistanu
Prezydent USA zdecyduje - wbrew wiceprezydentowi Joe Bidenowi - o zwiększeniu o ponad 30 tys. kontyngentu amerykańskiego w Afganistanie. Strategia jest zgodna z tym, czego oczekuje głównodowodzący siłami ISAF pod Hindukuszem gen. Stanley McChrystal. Jak pan ocenia plan dla Afganistanu? Czy dosyłając posiłki - jak wcześniej w Iraku - da się wygrać wojnę z talibami?
ROZMOWA
RADOSŁAW KORZYCKI:
BRUDE RIEDEL*:
Barack Obama doskonale zdaje sobie sprawę, że wojna w Afganistanie to najważniejsze wyzwanie w polityce zagranicznej, jakie stoi przed całą jego prezydenturą. Cokolwiek uda mu się w tej sprawie zrobić, zdefiniuje jego pierwszą kadencję i zdecyduje, czy Amerykanie pozwolą mu pełnić urząd przez drugą. Obama decyduje teraz, by wysłać dodatkowe oddziały pod Hindukusz. Jeśli ta operacja zakończy się niepowodzeniem, jeżeli wojskom NATO nie uda się pokonać Al-Kaidy i jej sprzymierzeńców, otwarty konflikt rozleje się na sąsiedni Pakistan. A to jest drugie po Indonezji największe muzułmańskie państwo na świecie, ma najszybciej rozwijający się arsenał nuklearny i więcej terrorystów na metr kwadratowy niż jakikolwiek inny kraj. W Pakistanie liczba terrorystycznych incydentów podwoiła się w 2008 r., teraz rośnie jeszcze szybciej. Ludzie Osamy bin Ladena wzywają dżihadystów do przejęcia kontroli nad Islamabadem i jego arsenałem nuklearnym, by ten nie wpadł w ręce amerykańsko-izraelskiego sojuszu albo Indii. Musimy zrozumieć, że Afganistan i Pakistan to dziś jeden teatr działań wojennych. Kluczowe wyzwanie nie tylko dla Ameryki, ale całego świata.
Stanowcze mówienie o celach operacji to też element kampanii wojennej. Prezydent musi dać do zrozumienia, że wie, co się dzieje, i całkowicie panuje nad sytuacją. W przeciwnym razie rebelianci poczują się jeszcze silniejsi. Dobrze pan to ujął w pytaniu: Al-Kaida i talibowie potrafią czytać sondaże i widzą, że wojna pod Hindukuszem jest coraz mniej popularna wśród Amerykanów, a jej poparcie w Europie sięga niemal sondażowego dna. Jeżeli będzie ginąć jeszcze więcej żołnierzy NATO, wezwania do całkowitego wycofania się będą jeszcze głośniejsze. Jeśli Obama sam wyznaczy termin, wyprzedzi jakąkolwiek presję ze strony opinii publicznej. To dobry ruch z jego strony.
Ja mam inne zdanie na ten temat. Z optymizmem patrzę na wysiłki w budowaniu afgańskiej armii. Myślenie w kategoriach tożsamości plemiennej jest powszechne. Ale wyraźnie widać, że coraz więcej ludzi chce budować jeden naród i państwo.
Przede wszystkim powinien być postrzegany realistycznie. Raczej jako stopniowe osłabianie rebeliantów, a nie ich całkowite unicestwienie za jednym zamachem. Jednocześnie jego podstawą będzie dostarczenie narzędzi Afgańczykom, by byli zdolni z czasem pokonać talibów sami. Popełniliśmy błąd, zbaczając nieco z właściwego kursu, gdy skoncentrowaliśmy się na Iraku. Konsekwencją było to, że Al-Kaida zniknęła z naszego radaru, dzięki czemu mogła się odrodzić w Afganistanie i Pakistanie.
Osiem lat po rozpoczęciu wojny z Al-Kaidą organizacja ta pozostaje największym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa. Pogranicze afgańsko-pakistańskie jest cały czas bezpieczną przystanią dla jej przywódców. To miejsce, z którego mogą dalej organizować spiski przeciwko bezpieczeństwu Ameryki i Zachodu. Zagrożenie powtórką z 11 września jest realne. Co więcej, niepokonana Al-Kaida w dalszym ciągu inspiruje ekstremistów na całym świecie. Pozostaje marką, pod którą chcą działać ludzie w Afryce Północnej czy Indonezji.
Porażka w Afganistanie będzie mieć dla Zachodu jeszcze poważniejsze konsekwencje niż dla ZSRR. Pokaże całemu radykalnemu islamowi, że Ameryka i NATO są słabe, i wyśle jasny sygnał, że dżihad jest w stanie pokonać kraje demokratyczne. Zachód nie może sobie na to pozwolić.
były analityk CIA do spraw terroryzmu. W styczniu 2009 r. Barack Obama wyznaczył go na przewodniczącego zespołu analityków, których zadaniem było przejrzenie dotychczasowej strategii dla Afganistanu i Pakistanu i opracowanie rekomendacji dla nowej koncepcji wojny z rebelią
@RY1@i02/2009/235/i02.2009.235.000.0009.101.jpg@RY2@
Brude Riedel (pierwszy z lewej) podczas konferencji Baracka Obamy
AP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu