To wielka społeczna zmiana
Obama szedł do władzy, deklarując, że uporządkuje Amerykę po ośmiu latach rządów George’a W. Busha. Ludzie, zdaje się, byli tym bardzo zainteresowani, bo poprzedni gospodarz Białego Domu w swoich ostatnich miesiącach cieszył się historycznie niskim poparciem. Jak idą porządki?
ROZMOWA
Zważywszy na króciutki okres, jaki minął od złożenia przez prezydenta 20 stycznia przysięgi, to idzie mu znakomicie. Przede wszystkim USA weszły na drogę międzynarodowego dialogu, kończąc z polityką siły. Prezydent próbuje też oczyścić atmosferę wokół spraw, które psuły wizerunek Ameryki.
O dwóch sprawach: o nadużywaniu kontrowersyjnych technik śledczych przez CIA i więzieniu w Guantanamo.
Trudno przecież, żeby stało się to z dnia na dzień. Ale już drugiego dnia w Białym Domu Barack Obama zawiesił toczące się przeciwko 120 więźniom postępowania, by zrewidować ich sprawy. Z czasem sprawa zostanie załatwiona. Na razie rozważa się przeniesienie osadzonych w Guantanamo do więzień w Kansas i Michigan. W obu stanach bezrobocie sięga 17 proc., więc mieszkańcy powinni raczej chętnie patrzeć na perspektywę powstania tam nowych miejsc pracy.
Spokojnie. Dochodzenie ustali, czy i jak złamane zostało prawo, i jeśli znajdą się winni, to zostaną ukarani.
Tak, ale w chwili wyboru zaskoczył go bezprecedensowy kryzys. Na razie trzeba ratować, co się da. A pomimo bardzo trudnej sytuacji gospodarczej prezydent wziął się wreszcie do uregulowania sprawy ubezpieczeń zdrowotnych. Czyli robi to, co obiecywał. Wielką społeczną zmianę.
Obama konsekwentnie realizuje to, czego chce większość Amerykanów: nowy system ochrony zdrowia. Ponad połowa obywateli USA popiera powstanie publicznego funduszu ubezpieczeniowego, i o to walczy prezydent. Wydaje mi się, że polityczne konsekwencje poniosą ci, którzy się temu sprzeciwiają.
Nie. Gdyby się dokładnie temu przyjrzeć, to Obama prowadzi zupełnie inną politykę. Zamiast manifestować siłę, w świetle kamer używać kowbojskiego języka, obecny prezydent traktuje poważnie swoich partnerów i stawia na dyskretną, prywatną dyplomację.
*, doradca b. prezydenta Billa Clintona
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu