Klaus coraz bliżej ratyfikacji traktatu lizbońskiego
Prezydent Czech Vaclav Klaus po raz pierwszy zasugerował, że jest gotów ratyfikować traktat lizboński.
W sobotnim wywiadzie dla dziennika Lidove Noviny gospodarz zamku na Hradczanach przyznał, że po przyjęciu dokumentu "świat się nie zawali". - Unijna reforma jest jak rozpędzony pociąg. Nie da się jej już zatrzymać - przyznał Klaus, odpowiadając w sobotę e-mailem na pytania wysłane przez czeskich dziennikarzy. To pierwsza taka publiczna wypowiedź czołowego krytyka Lizbony, którego podpis jest ostatnim ogniwem koniecznym, by traktat reformujący Unię mógł wejść w życie.
Nie znaczy to jednak, że Klaus zmienił zdanie w sprawie Lizbony. Jak powiedział, "dokument nie jest dobry dla wolności w Czechach i w Europie". - Debata o demokracji będzie jednak trwała nadal nawet po wejściu z życie Lizbony - uważa.
Czeski prezydent wykluczył przy okazji scenariusz blokowania ratyfikacji do czasu spodziewanego przejęcia władzy w Wielkiej Brytanii przez niechętnych traktatowi konserwatystów latem przyszłego roku. - Nie mogę i nie będę czekał na Londyn, chyba że wybory miałyby się odbyć w najbliższych tygodniach - powiedział.
Klaus zasugerował za to, że jest gotowy podpisać Lizbonę, jeżeli spełniony będzie jego postulat wyłączenia Czech z reżimu Karty praw podstawowych, tak jak wynegocjowały to sobie wcześniej Wielka Brytania i Polska. - Taki aneks mógłby być dołączony do planowanej jeszcze na ten rok umowy akcesyjnej UE z Chorwacją bez konieczności renegocjacji całego traktatu - zaproponował Klaus.
Pojednawcze sygnały ze strony eurosceptycznego prezydenta nie dziwią czeskich komentatorów. - Ogłosić zwycięstwo i wycofać się. To stara taktyka słabszego w starciu ze zmasowaną krytyką całej Europy. Więcej niż wyłączenie z Karty Klaus nie mógł ugrać - skomentowały Lidove Novin".
- Kluczowe znaczenie miała jednak presja w samych Czechach. Klaus poczuł, że w swojej krucjacie przeciwko Lizbonie jest osamotniony. Ludzie nie chcą, by Czechy grały rolę unijnego hamulcowego, a polityczni wrogowie grozili mu nawet wszczęciem procedury usunięcia z urzędu - mówi nam czeski politolog Jirzi Pehe.
Jego zdaniem Klaus sprytnie wyszedł z izolacji, szermując hasłem załatwienia sprawy tzw. dekretów Benesza (wywłaszczających 2,5 mln Niemców sudeckich z terytoriów powojennej Czechosłowacji.
Według Klausa przyjęcie dołączonej do traktatu lizbońskiego Karty praw podstawowych mogło otworzyć drogę do ich podważenia przed europejskimi sądami). - Teraz może powiedzieć: zrobiłem, co mogłem. I wycofać się z twarzą z lizbońskiej przepychanki - uważa Pehe.
Najbliższe dni pokażą, czy Klaus pójdzie w tym kierunku. Najpierw, pod koniec października, w sprawie zgodności traktatu lizbońskiego z czeską konstytucją ma wypowiedzieć się trybunał konstytucyjny.
Rafał Woś
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu