Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Służby dyplomatyczne rozpoczną starania o polską wizję Unii

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Polska rozpoczyna w Brukseli batalię o ograniczenie kompetencji nowych urzędów powołanych przez traktat lizboński: przewodniczącego Rady UE i przedstawiciela ds. zagranicznych Unii.

Jeszcze w tym tygodniu ambasadorowie wszystkich krajów Wspólnoty otrzymają oficjalne stanowisko rządu w tej sprawie - zapewniają nas polskie źródła dyplomatyczne.

Czy polska ofensywa dyplomatyczna odniesie skutek, może okazać się już na najbliższym szczycie przywódców UE 29 - 30 października. Przewodzący Unią Szwedzi proponują, by właśnie wtedy wybierano pierwszego prezydenta Europy. Warunek - traktat muszą do tego czasu ratyfikować Czesi.

Jeśli stanowisko to otrzyma ktoś mało znany, jak belgijski premier Herman van Rompay czy była prezydent Irlandii Mary Robinson, będzie to oznaczało, że polska wizja integracji zwyciężyła. Zwykle takie decyzje przed szczytem przygotowują na cotygodniowych spotkaniach w Brukseli właśnie ambasadorowie państw UE. Tym razem sprawa jest jednak na tyle delikatna, że zapewne to sami przywódcy Unii będą musieli podjąć decyzję.

- Traktat lizboński jest na tyle enigmatyczny, gdy idzie o kompetencje nowych stanowisk, że bardzo wiele będzie zależało od tego, kto pierwszy będzie je sprawował - tłumaczy Piotr Kaczyński, ekspert brukselskiego Centrum Europejskiej Polityki Strategicznej (CEPS).

Polska może jednak liczyć na wielu sojuszników. Za ograniczoną rolą przewodniczącego Rady UE opowiada się zdecydowana większość małych krajów Unii.

- W czasie posiedzeń Rady Unii poparcie dla nas jasno już zadeklarowali Irlandczycy, Austriacy, Finowie, Holendrzy, Belgowie i Luksemburczycy - wymienia dyplomatka z polskiego przedstawicielstwa przy UE.

Kraje te obawiają się, że silny prezydent Europy będzie dogadywał się przede wszystkim z Niemcami, Francją i Wielką Brytanią. W ten sposób powstanie w Unii rodzaj dyrektoriatu, a opinie mniejszych państw zostaną zepchnięte na drugi plan. Dlatego Polska i jej sojusznicy woleliby utrzymać mocną pozycję Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, gdzie ich głos liczy się na równi z innymi. A nowego szefa Rady UE sprowadzić do roli sekretarza generalnego, który zajmuje się bieżącą pracą administracyjną.

Zupełnie inaczej sprawy widzą duże kraje Unii. W szczególności Wielka Brytania. Przed szczytem forsuje kandydaturę Tony’ego Blaira na pierwszego prezydenta Europy. Francuzi, Niemcy, Włosi i Hiszpanie także liczą na powierzenie nowej funkcji wybitnemu politykowi. Jeśli nie Blairowi, to byłemu premierowi Hiszpanii Felipe Gonzalezowi lub szefowi rządu Holandii, znanemu z dużej aktywności Janowi Peterowi Balkenendemu.

Debata w sprawie obsadzenia nowych stanowisk zaczyna się wyjątkowo późno, bo nikt nie chciał podejmować tej drażliwej kwestii, zanim Irlandczycy nie zatwierdzą w referendum traktatu lizbońskiego.

Cele Polski:

dotyczące Unii nadal podejmuje kraj, który w danym półroczu przewodniczy UE

działa tylko w porozumieniu z innymi instytucjami Unii

zostaje mianowany ekspert i dobry administrator, a nie wybitny polityk, który narzuca innym przywódcom swoje zdanie

nie jest szefem unijnej dyplomacji, a jedynie koordynuje stanowisko różnych państw UE

@RY1@i02/2009/200/i02.2009.200.000.006a.001.jpg@RY2@

Jerzy Buzek i Donald Tusk

Wojciech Jargiło

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.