Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Vaclav Klaus stawia na strach

29 czerwca 2018

Ostatnio uwaga Czechów była szczególnie skierowana na Warszawę, gdzie rozgrywały się losy traktatu lizbońskiego. Innym polskim akcentem była wizyta w Czechach przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka.

Wcześniej było wiadomo, że finał gry o Lizbonę odbędzie się w Pradze. Ale dopiero po spotkaniu Buzka z Vaclavem Klausem Europa zyskała informację, że czas tej gry jest nieznany. Buzek był pierwszym politykiem Unii, który wyraźnie usłyszał, czego domaga się czeski prezydent. Klaus chce, by w Karcie praw podstawowych znalazł się załącznik, który zabroniłby łamania dekretów Benesza. Na ich podstawie po II wojnie światowej z byłej Czechosłowacji wysiedlono około 3 mln Niemców sudeckich.

Innymi słowy, Klaus stawia na strach. Czeski prezydent domaga się dołączenia do dokumentu dwóch zdań. Bez nich nic nie podpisze. Te dwa zdania mają być gwarancją, że nikt nie podważy dekretów Benesza. Tym bardziej że w ostatnich latach takie dążenia Czesi już obserwowali.

W tym przypadku Klaus zachowuje się jak prawdziwa głowa państwa i polityk, który dba o interesy obywateli. Pytanie tylko, dlaczego akurat w tej chwili?

Klaus nigdy nie krył, że jest przeciwnikiem traktatu. Dlaczego jednak kartę sudecką wyciągnął dopiero teraz? Odpowiedź jest niesamowicie prosta. Chce za wszelką cenę walczyć do końca. Oskarża poprzedni rząd Topolanka, że nie poświęcił dość uwagi czeskim sprawom w czasie negocjacyjnego maratonu.

Klaus wyraźnie wolał zachować asa w rękawie do czasu, gdy towarzysze broni zamilkną. I tak się teraz dzieje. W drugim referendum Irlandczycy nie dali mu powodów do zadowolenia. Czeski Trybunał Konstytucyjny też prawdopodobnie opowie się nie po jego myśli. W końcu swój podpis złożył prezydent Polski. Klaus został sam, ale nie czuje się zdeprymowany. Przeciwnie, lubi to.

Europa teraz nie ma wyboru. Jeśli chce Lizbonę, musi Klausowi ustąpić. Jakiekolwiek naciski nic nie dadzą. Klaus jest uparty, zdania nie zmieni. Unia musi trzymać nerwy na wodzy. Nie może liczyć na to, że uda się Klausa odwołać z funkcji. Albo doprowadzić do impeachmentu, jak liczą na to w Czechach Zieloni. Bo działanie prezydenta Czech nie jest zdradą państwa.

Europejscy politycy będą musieli szybko zareagować na dwa czeskie zdania. Wyjść naprzeciw Klausowi i jednocześnie powstrzymać karuzelę referendów. Dodać czeski załącznik bez konieczności referendów? A może dokleić do ratyfikacji traktat o przyłączeniu Chorwacji do Unii? Albo w końcu uznać oficjalnie istnienie Europy dwóch prędkości? Z odpowiedziami nie można długo czekać. Bo zbliżają się wybory w Wielkiej Brytanii, które pewnie wygrają konserwatyści. A im marzy się referendum, w którym eurosceptyczni Brytyjczycy odrzuciliby traktat. Lizbona może w ten sposób przepaść.

@RY1@i02/2009/200/i02.2009.200.000.015b.101.jpg@RY2@

Karas: Vaclav Klaus uwielbia być samotny

Materiały prasowe

Miroslav Karas

czeski dziennikarz telewizyjny

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.