Salomonowy raport o Osetii Płd.
Choć unijni badacze nie znaleźli dowodów ludobójstwa Osetyjczyków, przedstawiciel Cchinwali twierdzi, że jest inaczej
@RY1@i02/2009/192/i02.2009.192.000.010a.101.jpg@RY2@
Rosyjscy żołnierze w Gruzji
Wojciech Grzędziński
Choć Rosjanie ponoszą odpowiedzialność za wzrost napięcia na Kaukazie, to jednak Gruzini późnym wieczorem 7 sierpnia 2008 r. rozpoczęli wojnę o Osetię Płd., która nie znajduje usprawiedliwienia w świetle prawa międzynarodowego - takie są wnioski opublikowanego wczoraj unijnego raportu dotyczącego przyczyn wojny w Gruzji.
Grupa badająca sierpniową wojnę nie znalazła dowodów na lansowane przez rosyjską propagandę ludobójstwo na Osetyjczykach. Przeciwnie: to Gruzini padali ofiarą czystek etnicznych. Komisji, której śledztwo trwało dziewięć miesięcy, szefowała Szwajcarka Heidi Tagliavini.
- Kto zaczął? Raport dał niedwuznaczną odpowiedź - mówił wyraźnie zadowolony przedstawiciel Rosji przy UE Władimir Cziżow. Moskwa triumfuje: unijna komisja obaliła twierdzenia Tbilisi, że to Rosjanie zaczęli w sierpniu ubiegłego roku działania wojenne na Kaukazie. "W nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 zmasowany atak gruzińskiej artylerii uderzył w Cchinwali. Rozpoczęto także ruchy gruzińskich wojsk w stronę Cchinwali. Wkrótce w walki zaangażowały się też siły rosyjskie, południowoosetyjskie i abchaskie" - czytamy w raporcie.
Gruzini mogą jednak mieć powody do zadowolenia. Liczący 900 stron i kosztujący 1,6 mln euro raport doświadczonej szwajcarskiej dyplomatki obciążył bowiem Rosjan winą za narastające wcześniej napięcie w regionie. Według działającej na zlecenie Komisji Europejskiej ekipy badawczej to Moskwa odpowiada za umacnianie abchaskich i osetyjskich separatystów (m.in. rozdawanie mieszkańcom zbuntowanych prowincji rosyjskich paszportów). Właśnie te działania miały sprowokować Tbilisi do wkroczenia do Osetii. - Odpowiedzialność za wojnę równo obciąża obie strony - powiedziało AFP źródło zbliżone do komisji Tagliavini. - Nie można w tym raporcie znaleźć ani jednego słowa wskazującego, że to Gruzja rozpętała wojnę - komentował minister reintegracji Gruzji Temur Jakobaszwili.
Publikację raportu poprzedziły liczne przecieki, które jednoznacznie obarczały Gruzję winą za pięciodniową wojnę. Celował w nich zwłaszcza niemiecki "Der Spiegel", opierając się na tezach ekspertów znanych z przychylnego nastawienia do Rosji. Ostatecznie komisja zdecydowała się na wyważony werdykt. Zdaniem analityków wszystko po to, aby dodatkowo nie eskalować napięcia między Rosją a Gruzją i nie zajmować jednoznacznego stanowiska w sprawie ubiegłorocznego konfliktu.
MICHAŁ POTOCKI:
DAWID SANAKOJEW*:
Część raportów dotyczących wojny potwierdza deklaracje o ludobójstwie. Przy czym my widzimy to ludobójstwo w szerszej perspektywie, jako dokonujące się już od lat 20., gdy Gruzja dokonała agresji na Osetię (Osetyjczycy wywołali wówczas probolszewickie powstanie - red.). Później, na początku lat 90., gdy nie chcieliśmy opuszczać ZSRS, sytuacja się powtórzyła. Gruzini wygnali z domów 30 tys. ludzi, z których znaczna część wróciła po rozejmie w 1992 r.
Udowodnienie tego będzie trudne, ponieważ większość dowodów sprzed 1992 r. przepadła. Jeśli zaś chodzi o wydarzenia z 2008 r., ciągle mamy nadzieję, że dowody, które zbieramy, potwierdzą nasze oskarżenia. Gruzini ostrzeliwali także rejony, w których nie było celów wojskowych. W samym Cchinwali zniszczeniu uległo 70 proc. budynków. Zginęła masa ludzi. Gruzini stosowali rakiety odłamkowe, bomby kasetowe - zakazane przez prawo wojenne. Gdyby ludzie z HRW byli 8 - 10 sierpnia w Cchinwali, nie mówiliby takich rzeczy. Chodziło o unicestwienie narodu. Stąd teza o ludobójstwie.
Na każdych 10 Osetyjczyków, którzy nie padli ofiarą Gruzinów, mogę przedstawić 10 mających znacznie gorsze doświadczenia - stracili bliskich, dobytek, kiedy gruzińskie wojska wkraczały do ich wiosek. Organizacje typu HRW nie tylko działają jednostronnie, ale czasem ich wizja wygląda tak: Gruzini zaczęli wojnę? No dobrze, ale to nieważne; Osetyjczycy to prawdziwe bestie.
Pierwsze słyszę. Powinni byli przekazać te dowody. Jeśli do mnie taki wniosek trafi, natychmiast takie dane przekażę.
Nic mi nie wiadomo o takim zdarzeniu. Natomiast faktem jest, że w wiosce było dużo ofiar, część spłonęła we własnych domach.
Nasze źródła mówią o 365 ofiarach. Wcześniejsze szacunki wynikały z wojennego chaosu, niektórzy "zabici" wyjechali bądź ukryli się. Teraz weryfikujemy tę liczbę.
Po prostu wciąż liczymy ofiary.
Zajmuję się wszystkimi doniesieniami, niezależnie od narodowości sprawców. Na razie nie było jednak wielu skarg na Osetyjczyków. Nasi Gruzini nie mają się czego bać, jeśli nie mają krwi na rękach. W Osetii nadal istnieją wioski etnicznie gruzińskie. Może pan tam pojechać; skarg na brutalne traktowanie pan nie usłyszy.
To nie były żadne enklawy, tylko zamieszkane w większości przez Gruzinów wioski na terytorium Osetii, które do 2008 r. były kontrolowane przez Tbilisi i z których wcześniej Gruzini wypędzili ludność osetyjską. Gruzini urządzali w tych wioskach zasadzki, mordowali ludzi na jedynej drodze łączącej Cchinwali z Osetią Płn. W 1992 r. w wiosce Zari Gruzini rozstrzelali 33 uchodźców.
W pełni się z panem zgadzam. Oczywiście zdarzały się kradzieże. Sprawców sądzimy. Do naszych sądów trafiło już 80 aktów oskarżenia.
*Dawid Sanakojew, pełnomocnik prezydenta Osetii Płd. ds. praw człowieka
Michał Potocki
michal.potocki@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu