Kryzysowa armia brytyjsko-francuska
LONDYN I PARYŻ z powodu oszczędności zacieśniają współpracę wojskową. Utworzą 5-tysięczną jednostkę szybkiego reagowania, ich armie będą wspólnie korzystały z lotniskowca i z instalacji do symulacji prób z bronią jądrową. Dzięki temu chcą utrzymać pozycję na świecie
W świecie, w którym zasoby finansowe są ograniczone a interesy coraz cześciej zbieżne, to ma sens - tak brytyjski minister obrony Liam Fox skomentował dwa porozumienia o ścisłej współpracy, zawarte wczoraj przez Wielką Brytanię i Francję. To pomoże obu państwom, borykającym się z dziurami budżetowymi, zachować militarne wpływy.
Zgodnie umowami, które podpisali w Londynie brytyjski premier David Cameron i prezydent Francji Nicolas Sarkozy, armie obu państw będą współpracować tak blisko, jak jeszcze nigdy w historii.
Pierwsze porozumienie zakłada, że przez 50 lat - licząc od roku 2015 - Wielka Brytania i Francja będą dzielić instalacje służące do symulacji prób z bronią jądrową. Biorąc pod uwagę, że są one jedynymi mocarstwami atomowymi w Unii Europejskiej, ma wymiar bezprecedensowy.
W Aldermaston w południowo-wschodniej Anglii powstanie laboratorium, a w burgundzkiej miejscowości Valduc ośrodek symulowanych prób jądrowych. W obu będą pracowały wspólne zespoły naukowe, choć Londyn i Paryż samodzielnie będą zarządzać swoimi arsenałami nuklearnymi.
Drugie przewiduje utworzenie w ciągu roku liczącej po 5 tys. żołnierzy jednostki szybkiego reagowania, która w razie potrzeby zostanie oddana pod jednolite dowództwo. Uzgodniono także, że przynajmniej jeden lotniskowiec z któregoś z dwóch krajów ma stale przebywać na morzu, podczas gdy wojska drugiego będą mogły z niego w tym czasie korzystać. Wreszcie oba będą wspólnie pracować nad programem budowy systemów rakietowych, samolotów bezzałogowych oraz zabezpieczać się przed cyberatakami.
Choć Cameron i Sarkozy podkreślali, że stosunki między obydwoma państwami nigdy nie były tak dobre, a porozumienia są dowodem wzajemnego zaufania, nie da się ukryć, że głównym powodem ich podpisania jest szukanie oszczędności. Wielka Brytania i Francja razem przeznaczają na obronność prawie tyle, co pozostałe 25 państw UE, a jeśli chodzi o wydatki na rozwój i badania - odsetek sięga nawet dwóch trzecich. Ale w czasie kryzysu muszą szukać oszczędności także na tym polu.
Konserwatywno-liberalny rząd Camerona, który walczy z 10-proc. deficytem budżetowym, dwa tygodnie temu ogłosił kolejny etap cięć wydatków. Budżet ministerstwa obrony zmniejszy się w ciągu czterech lat o 8 proc., wojska lądowe stracą 7 tys. żołnierzy, a marynarka i lotnictwo - po 5 tys. Wycofany ze służby zostanie jeden z dwóch brytyjskich lotniskowców, a także kilka okrętów i kilkadziesiąt czołgów. Francuzi podobnych cięć na razie nie ogłosili, ale są one tylko kwestią czasu - bo francuskie finanse publiczne są w niewiele lepszym stanie od brytyjskich.
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu