Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Brzytwą po armii

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Europa tnie dług publiczny, rozbrajając się, podczas gdy jej potencjalni przeciwnicy wydają na swoje wojska coraz więcej. Nadmierna oszczędność zmienia geopolityczny układ sił. Niedługo jedyną pięścią Zachodu pozostanie Ameryka, która - na szczęście - ani myśli sama podcinać sobie żyły

Rząd brytyjski ogłosił w ubiegłym tygodniu cięcia w budżecie obronnym, idzie tym samym w ślady Niemiec i Francji. W efekcie najsilniejsze armie Starego Kontynentu, tak zwana wielka trójca, osłabiają swoje zdolności bojowe, jakby pokojowa sielanka miała trwać wiecznie. Oszczędzanie i równoważenie deficytów nabrały takiej mocy rażenia, że ich ofiarą pada nawet bezpieczeństwo.

Tymczasem wspólnota międzynarodowa pilnująca pokojowego współistnienia narodów jest stopniowo zastępowana przez ostrą rywalizację suwerennych potęg, w której bronią stały się kursy walutowe, cła, wykup obligacji, deprecjacja walut. Ostatecznym argumentem w tych sporach - choć dotychczas nieużywanym - są siły zbrojne. Tak przynajmniej uważają Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny, Indie, Brazylia, Wietnam, Malezja, a nawet maleńki Singapur - wszystkie te państwa radykalnie zwiększają budżety obronne. Tylko Europa postrzega sprawy inaczej, woli je redukować.

Globalne wydatki na zbrojenia osiągnęły dolny pułap w 1998 roku, kiedy państwa wyłożyły na ten cel około biliona dolarów, jak podaje Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI). Wtedy właśnie wygasła fala redukcji wojsk po upadku komunizmu, świat najwyraźniej przestał wierzyć w koniec historii i na powrót docenił chrzęst oręża. Od tego momentu wydatki zaczęły szybować, by w ubiegłym roku osiągnąć poziom 1,6 biliona dolarów, co oznacza, że budżety obronne spuchły w ciągu 12 lat o prawie 63 procent. W liczbach bezwzględnych przekroczyły nawet wydatki ze schyłkowego okresu zimnej wojny. Dziś wydajemy na broń więcej niż w epoce, gdy dwa światowe supermocarstwa mierzyły do siebie z rakiet nuklearnych i toczyły wojny zastępcze w Afganistanie, Angoli, Etiopii, Mozambiku, Nikaragui i Kambodży. Absolutnym liderem w tym wyścigu są Stany Zjednoczone, na które przypada niemal połowa światowych wydatków na oręż, ale największą dynamikę wzrostu budżetu obronnego odnotowują Chiny, w latach 2000 - 2009 powiększył się on o 217 proc. - według danych SIPRI. Gonią je Rosja z 105 proc. wzrostem, Indie (67 proc.), Brazylia (30 proc)., a z mniejszych państw Korea Południowa (48 proc.) i Arabia Saudyjska (67 proc).

Studiowanie słupków procentowych bywa pożytecznym zajęciem, pokazują one bowiem determinację władz wschodzących potęg do podparcia sukcesu gospodarczego siłą zbrojną, a w konsekwencji przewartościowania układu sił na świecie. Dane statystyczne lepiej obrazują ich rzeczywiste intencje niż oficjalne deklaracje. Nieodmiennie pokojowe. Silna gospodarka generuje silną armię - witamy w czasach przemysłowego i militarnego wyścigu o dominację rodem z Europy pod koniec XIX wieku. O ile Stany Zjednoczone dotrzymują kroku - 89 proc. wzrostu wydatków na zbrojenia - to Francja i Wielka Brytania, największe europejskie potęgi wojskowe i jedyne państwa Starego Kontynentu mogące samodzielnie prowadzić operacje zamorskie, zostają w tyle. Ich budżety obronne zwiększyły się w ciągu ostatniej dekady ledwie o marne 5 i 15 proc. Po zapowiedzianych cięciach nie będzie już żadnego wzrostu, wręcz przeciwnie, nastąpi spadek wydatków na broń. Jeszcze rok temu w czasie kryzysu słupki wzrostu gospodarczego Azji i Brazylii pokazywały wskaźniki na plus, podczas gdy Unii Europejskiej na minus. Od 2011 roku podobnie będzie z wydatkami obronnymi. Azja - plus, Europa - minus. Choć i na Starym Kontynencie PKB jest już dodatni.

Przewartościowanie militarnej mapy świata dokonuje się na naszych oczach. Dwa lata temu Chiny wysunęły się w zbrojeniowym wyścigu na drugie miejsce po Ameryce, łożąc na armię - według danych za 1999 r. - 6,6 proc. ogółu wydatków światowych. Za nimi kroczą Francja (4,2 proc.), Wielka Brytania (3,8 proc), dalej bynajmniej nie Niemcy, motor gospodarczy Unii, ale Rosja (3,5 proc). Stany Zjednoczone, Państwo Środka, Indie, Brazylia i Rosja wdrażają właśnie zakrojone na szeroką skalę programy modernizacji swoich armii lądowych, lotnictwa i marynarek, Europa zawiesza je lub odracza. Rosja ma duże szanse w ciągu kilku lat przegonić Wielką Brytanię i zająć czwarte miejsce wśród globalnych liderów zbrojeń.

O światowy balans siły można być na razie spokojnym, bowiem sześć państw jawnie wrogich Zachodowi, czyli Kuba, Korea Północna, Libia, Sudan, Syria i Iran, plus potencjalni przeciwnicy Chiny i Rosja, wydaje na broń ledwie 24 proc. tego co Stany Zjednoczone. Stopniowo jednak zaczyna ubywać Europy w tym bilansie. I będzie jej coraz mniej.

Plan redukcji brytyjskich sił zbrojnych ogłoszony przez premiera Davida Camerona został przyjęty ze szczególnym niepokojem, gdyż Anglia jest de facto jedynym krajem europejskim, który nie tylko może, ale też chce samodzielnie wspierać Amerykę w misjach zamorskich. Ma przygotowanych do tego żołnierzy, flotę, środki transportu i wsparcia. Rząd zamierza wprawdzie ciąć budżet obronny ledwie o 8 proc., jednak redukcje obejmą nie tylko administrację, lecz także jednostki bojowe i co najważniejsze - wydatki na sprzęt. Ubędzie między innymi 17 tysięcy żołnierzy, zostanie odroczony program modernizacji brytyjskich sił nuklearnych, zniknie 405 ciężkich dział, zaś liczba fregat i niszczycieli spadnie z 23 do 19. Program budowy dwóch ultranowoczesnych lotniskowców został wprawdzie uratowany, ale jeden z okrętów prawdopodobnie nie wejdzie w ogóle do służby, zaś RAF zredukuje zamówienia na nowe samoloty wielozadaniowe Eurofighter Typhoon z 232 do 160.

Jeszcze dalej poszły Niemcy. Według planów zgłoszonych przez rząd Angeli Merkel siły lądowe zmniejszą się aż o 40 proc., czyli o 100 tysięcy żołnierzy. Luftwaffe zrezygnuje z 15 transportowców C-160 Transall (teraz ma ich 60), ograniczy też zamówienie na nowe transportowce Airbus A400M, nie kupi już ani jednego więcej bojowego eurofightera, cięcia uderzą również w helikoptery transportowe i bojowe. Francja z kolei tnie głównie koszty administracyjne, ale i ona ogranicza zakupy nowego sprzętu.

Londyn, Paryż i Berlin wciąż mają potężne, nowoczesne siły zbrojne, ale ich realna wartość maleje proporcjonalnie do wzrostu efektywności i unowocześnienia potencjalnych przeciwników. Zakłócenie dotychczasowych tendencji w zbrojeniach odbija się także na bezpieczeństwie Polski. Nasza chata z kraja? Bynajmniej. Utrzymaliśmy wprawdzie stały wskaźnik 1,9 proc. PKB na obronę, czyli w kwotach bezwzględnych wydatki będą rosły, ponieważ mamy wzrost gospodarczy, ale Rosja wydaje jeszcze więcej. Europejskie kraje NATO oszczędzają, zaś Amerykanie ograniczyli efektywne siły lądowe w Europie, koncentrując uwagę na Azji. W takiej sytuacji prawdopodobieństwo, że Sojusz przyjdzie nam z szybką i skuteczną pomocą, jest niemal zerowe. W razie najwyższej potrzeby musimy obronić się sami. Polski nie stać na oszczędzanie. Europy także, o ile chce odgrywać rolę światowego mocarstwa. Bilansowanie budżetów i cięcie długu publicznego kosztem armii są pomysłami więcej niż wątpliwymi, niech świadczy o tym prosta konstatacja, że poza Starym Kontynentem nikt inny nie poszedł tą drogą.

@RY1@i02/2010/207/i02.2010.207.186.0016.001.jpg@RY2@

Fot. EPA/PAP

Europa - głównie Wielka Brytania - zawiesza lub odwołuje programy modernizacji sił zbrojnych. Stany Zjednoczone, Chiny, Indie i Brazylia - przeciwnie - rozwijają je

@RY1@i02/2010/207/i02.2010.207.186.0016.002.jpg@RY2@

Wydatki na zbrojenia

@RY1@i02/2010/207/i02.2010.207.186.0016.003.jpg@RY2@

Andrzej Talaga

Andrzej Talaga

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.