Unia patrzy na Wschód
WSPÓLNOTA - przyjęła układ o wolnym handlu z Koreą Południową. Trwają przymiarki do podobnych umów z Chinami i Indiami. To tam leży przyszłość polityki zagranicznej UE
Na szczcie UE w Brukseli podjęto kilka decyzji, które mogą na lata zdefiniować przyszłość budowanej właśnie wspólnej polityki zagranicznej. Chodzi przede wszystkim o negocjacje z kluczowymi partnerami gospodarczymi Unii. Już dziś widać, że nie będą nimi Rosja czy Ukraina, ale raczej Chiny, Indie i Korea.
Wczoraj belgijska prezydencja ogłosiła, że wspólnocie udało się osiągnąć kompromis w sprawie powołania strefy wolnego handlu z Koreą Południową. - Liczymy, że dzięki umowie podwoją się nasze obroty handlowe, a UE zarobi dodatkowe 19 mld euro rocznie - mówił szef belgijskiej dyplomacji Steven Vanackere. Do ostatnich chwil porozumienie blokowali Włosi, którzy obawiali się, że zniesienie ceł i większości barier pozataryfowych doprowadzi do zalania ich rynku przez tanie samochody (np. marki Kia czy Hyundai), co zagrozi interesom potężnego koncernu Fiata.
Ostatecznie premier Silvio Berlusconi wycofał swoje weto, uzyskując np. przesunięcie wejścia w życie nowych przepisów na lipiec 2011 roku. Przyjęto również klauzulę (popieraną także przez Polskę), która umożliwi przywrócenie ceł ochronnych na samochody, jeżeli import aut rzeczywiście lawinowo wzrośnie.
Ale dla Unii najważniejsze są Chiny. Jeśli Europa czegoś nauczyła się z kryzysu, to właśnie tego, że nasz dobrobyt zależy dziś od nich. Nie tylko o fascynację tempem chińskiego wzrostu. Dynamiczne wychodzenie z kryzysu przez Niemców opiera się głównie na eksporcie do Państwa Środka. Nieprzypadkowo Berlin skutecznie zabiegał o to, by pierwszym ambasadorem Unii w Pekinie był ich człowiek - Markus Ederer.
Stosunki handlowe UE z Chinami będą w najbliższym czasie mocno się rozwijały, bo Pekin też ma interes w otwieraniu się na Europę. Zwłaszcza w czasach słabnącej siły nabywczej USA. Tak twierdzą Francois Godement i Mark Leonard, autorzy opublikowanego kilka dni temu raportu brukselskiego ośrodka analitycznego Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych.
Działające w Chinach zachodnie firmy od lat narzekają na tamtejsze realia. Chińczycy uwielbiają podpisywać listy o współpracy i obiecywać masową produkcję. Jednak zwykle po kilku miesiącach interes przestaje się kleić, a jakiś czas później chińska firma wypuszcza na rynek produkt łudząco podobny do tego, który chcieli u nich budować Europejczycy.
Unia rozmawia także o partnerstwie z Indiami.
Wszystkie te posunięcia to niezbyt dobra wiadomość dla tych, którzy uważali, że kluczowe dla Brukseli będą relacje z unijną bliską zagranicą, czyli Rosją czy Ukrainą. Ten dalszy wschód daje lepsze perspektywy na interesy.
Zgoda na zmianę sposobu liczenia długu publicznego w zamian za poparcie niemieckich postulatów zaostrzenia kar za łamanie kryteriów spójności - taką propozycję złożył wczoraj w Brukseli premier Donald Tusk. I mówił to nie tylko w imieniu Polski.
● Tuska poparli premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej, z którymi spotkał się na śniadaniu przed formalnym rozpoczęciem szczytu. Zdaniem Warszawy obecna metodologia jest krzywdząca dla państw, które przeprowadziły reformę systemów emerytalnych, ujawniając tym samym faktyczne zobowiązania OFE. Gdyby nie to, polski dług publiczny wynosiłby 37, a nie 52 proc. PKB. Wątpliwości co do sensu zmian ma jednak nie tylko Herman Van Rompuy, lecz także kanclerz Angela Merkel. - To rozpocznie lawinę postulatów ze strony reszty Unii - mówiła szefowa niemieckiego rządu.
● Jeśli Berlin nie zgodzi się na nasze postulaty, Polska jest gotowa blokować reformę kryteriów spójności, na której szczególnie zależy Niemcom. Chodzi o wprowadzenie realnych kar dla państw łamiących takie kryteria jak dozwolona wysokość deficytu.
- Jesteśmy w stanie wesprzeć te inicjatywy, jeśli znajdziemy zrozumienie dla naszych postulatów - przekonywał wczoraj premier Tusk.
● Z polskiej inicjatywy wpisano też do komunikatu końcowego słowa o znaczeniu Partnerstwa Wschodniego. Wcześniej - ku rozczarowaniu Węgier, dla których relacje z obszarem postsowieckim mają być priorytetem rozpoczynającej się 1 stycznia prezydencji - temat polityki sąsiedztwa zniknął z porządku obrad. Polska obawia się, że koncentracja unijnej dyplomacji na Azji zmniejszy środki na współpracę z Ukrainą czy Białorusią. rw, mwp
@RY1@i02/2010/182/i02.2010.182.000.007a.001.jpg@RY2@
Fot. Radek Pietruszka
Na czwartkowym szczycie w Brukseli szefowie państw nie porozumieli się w sprawie zaostrzenia paktu stabilności i rozwoju
Rafał Woś
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu