Łukaszenka chce wygrać,więc podnosi płace
Coraz więcej Białorusinów odrzuca integrację z Rosją na rzecz wyboru opcji europejskiej. Wyniki te idą w parze ze spadającym poparciem dla Aleksandra Łukaszenki. Gdyby zbliżające się wybory prezydenckie przeprowadzono uczciwie, Łukaszenka nie zdołałby wygrać w pierwszej turze.
Ostatni sondaż instytutu NISEPD daje urzędującemu prezydentowi 44-proc. poparcie. Działacze opozycyjnej kampanii "Mów prawdę!" powołują się nawet na badania mówiące o zaledwie 33-proc. grupie zwolenników Łukaszenki. To zbyt mało, aby przekonująco wygrać zimowe wybory prezydenckie.
Jak wynika z kolejnego raportu - socjologa Siarhieja Nikaluka - rating Łukaszenki od zawsze był wprost proporcjonalny do tempa wzrostu realnych dochodów ludności. Najniższy - 26 proc. - odnotowano pod koniec 2002 r. W tamtym roku Białorusini wzbogacili się o zaledwie 4 proc. Najwyższe poparcie (55 proc.) szef państwa odnotował z kolei w 2006 r., gdy dochody drugi rok z rzędu wzrosły o 18 proc.
Dlatego priorytetem władzy w okresie przedwyborczym (głosowanie odbędzie się najpóźniej w lutym) jest podwyższenie pensji. Łukaszenka niejednokrotnie obiecywał, że do kieszeni przeciętnego obywatela pod koniec roku ma spływać 500 dol. miesięcznie. Według podanych wczoraj danych Narodowego Komitetu Statystycznego w lipcu średnia pensja osiągnęła 1,28 mln rubli (1320 zł, 428 dol.), czyli o 9 proc. więcej niż rok temu. Za podwyżki w budżetówce płacą przedsiębiorcy - w sierpniu rząd podniósł im cenę energii elektrycznej i cieplnej o 21 proc., a gazu - o 13 proc.
Ciekawe rezultaty przyniósł trwający od kilku miesięcy konflikt z Rosją i coraz bardziej otwarte ingerencje Moskwy w białoruską politykę - tuż u progu kampanii wyborczej. Wstrzymanie dopływu gazu, wojna mleczna, wreszcie kampania czarnego PR w rosyjskiej telewizji wymierzona w białoruskiego prezydenta - przyniosły nieoczekiwane dla Kremla efekty. Coraz mniej Białorusinów dopuszcza możliwość integracji z Rosją. O ile jeszcze w styczniu za ściślejszą unią ze wschodnim sąsiadem opowiadało się 57 proc., o tyle w lipcu już tylko 42 proc.
- Nowością jest znaczny wzrost zwolenników Unii: z 26 do 38 proc. Do tej pory ludzie, którzy rezygnowali z orientacji prorosyjskiej, zasilali szeregi niezdecydowanych. Obecnie spadek zwolenników integracji z Moskwą wiąże się z analogicznym wzrostem stronników Brukseli - komentuje dla "DGP" Andrej Wardamacki, szef laboratorium Nowak, które przeprowadziło badania na ten temat.
Opozycja nie potrafi jednak wykorzystać zmiany nastrojów. Na Aleksandra Milinkiewicza, najpopularniejszego spośród kilkunastu polityków deklarujących chęć kandydowania, chce dziś głosować jedynie 9,9 proc. ankietowanych. Dzisiaj przedstawiciele najważniejszych ugrupowań antyrządowych mają podpisać porozumienie w sprawie koordynacji kampanii wyborczej. Docelowo wszyscy politycy deklarują zamiar wytypowania wspólnego kandydata.
- Jeśli będzie jeden kandydat, władza będzie musiała go zarejestrować, żeby stworzyć złudzenie wyboru i demokracji - mówił nam lider kampanii "Mów prawdę!" Uładzimier Niaklajeu. Jednak w prywatnych rozmowach wielu działaczy przyznaje, że tym razem z przyczyn ambicjonalnych może się to nie udać.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu