Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kłopoty młodego generała

28 czerwca 2018

W Korei Północnej zaostrza się walka o sukcesję

Kim Dzong Il był podobno oczarowany sekstetem, który zaśpiewał "Przywiedź księżyc nad nasz kraj". Data występu oddziału numer 963 Armii Ludowej przed północnokoreańskim dyktatorem jest niepewna, ale 2 czerwca państwowa agencja informacyjna KCNA przedstawiła listę przywódców partyjnych i wojskowych, którzy wzięli udział w tym wydarzeniu. KCNA nie podała, czy Ri Je Gang, wysoki rangą urzędnik Partii Robotniczej, był równie poruszony koncertem. Tego samego dnia zginął w wypadku samochodowym. Pomimo fatalnego stanu dróg w Pustelniczym Królestwie i kultury ostrego picia obserwatorzy z Korei Południowej natychmiast zaczęli węszyć spisek. Na północy nie jeździ w końcu zbyt wiele samochodów, z którymi można by się zderzyć.

Śmierć Ri mogła być dziełem przypadku. Jednak liczba liderów, którzy w ostatnim czasie zniknęli, powoduje, że trudno nie postrzegać tych wypadków w kontekście procesu sukcesyjnego. Bierze w nim udział m.in. Kim Dżong Un, trzeci syn "ukochanego przywódcy", który wciąż nie przekroczył trzydziestki i jest przedstawiany jako młody generał. Ponieważ stan zdrowia jego 69-letniego ojca, który pali jak smok i nie stroni od alkoholu, a w 2008 r. przeszedł podobno udar, stoi pod znakiem zapytania, młody generał potrzebuje lojalnego politbiura, które pozwoli mu utrzymać w ryzach głodujące państwo.

Formowanie się nowej, zapewne jeszcze bardziej wojowniczej elity, może tłumaczyć zatopienie 26 marca południowokoreańskiego okrętu wojennego "Cheonan". Choć Phenian zaprzecza, by miał z tym cokolwiek wspólnego, międzynarodowi śledczy uznali winę Korei Północnej.

Istnieją dwie szkoły myślenia na temat powrotu Phenianu do taktyki z czasów zimnej wojny. Którakolwiek z nich okazałaby się prawdziwa, źle wróży stabilności regionu.

Jedna szkoła głosi, że Kim Dzong Il traci władzę, a być może także zmysły. To powoduje walkę o sukcesję, w której dowódcy wojskowi i urzędnicy starają się poszerzyć swoje wpływy, podsycając kryzys. Znikanie partyjnych liderów jest wynikiem prób przywrócenia przez Kim Dżong Ila porządku. Druga szkoła uważa, że dynastia jest bezpieczna, ale będzie dążyła do eskalacji konfliktu, by odwrócić uwagę od ekonomicznej katastrofy. Ta polityczna gra na przetrzymanie zostanie wykorzystana, by skłonić USA do rozmów i przywrócenia pomocy, która obecnie płynie jedynie z Chin. Nowe politbiuro musi rozlać krew w Korei Południowej i dać młodemu generałowi kilka szybkich zwycięstw.

Gra w gorące krzesła powinna się zakończyć we wrześniu, kiedy to w Korei Północnej odbędzie się pierwszy od 30 lat zjazd partii, który ma wyłonić nowych przywódców. Kongres z 1980 r. dał Kim Dzong Ilowi władzę, która w efekcie potwierdziła jego sukcesję po ojcu Kim Ir Senie. Południowokoreańscy politycy i międzynarodowi bankierzy robią, co mogą, by przekonać inwestorów w Azji, że nie ma powodów do paniki. Nastrój ten oddaje raport analityczny banku Standard Chartered: "Rynki będą musiały się nauczyć żyć z rosnącym ryzykiem geopolitycznym na Półwyspie Koreańskim, ale nie oczekujemy dramatycznego pogorszenia sytuacji w regionie".

Wielu uznaje tę interpretację za zbyt optymistyczną. - Jeżeli ktoś stwierdza, że coś jest warte zatopienia okrętu wojennego i zabicia 46 marynarzy, powinniśmy się martwić, szczególnie dlatego, że ten ktoś był gotowy zaakceptować związane z tym ryzyko - mówi profesor Rudiger Frank, ekspert ds. wschodniej Azji na uniwersytecie w Wiedniu.

Interpretacja tych przetasowań jest niemal niemożliwa, ponieważ niewiele wiadomo o tych, którzy zostali usunięci. Kim Il Chol, 80-letni admirał i wiceminister sił zbrojnych, został odwołany ze stanowiska w maju, rzekomo ze względu na podeszły wiek. Spekuluje się, że Kim Il Chol mógł samowolnie zatopić "Cheonan" i został za to ukarany.

Park Nam Gi, wysoki rangą przedstawiciel resortu finansów, uważany za autora sfuszerowanej reformy walutowej z końca zeszłego roku, nie jest już wspominany w depeszach prasowych. Kilku zbiegów twierdzi, że został rozstrzelany w marcu, ale nie da się tego potwierdzić. Analitycy spekulują, że jego reforma, która doprowadziła do zamknięcia rynków i rozbudzenia inflacji, zakończyła okres wpływów reformatorów, którzy zostali zastąpieni przez ideologów. Premier Kim Yon Il został zdymisjonowany 7 czerwca.

Zapewne nikt poza wewnętrznym kręgiem władzy w Phenianie nie wie, czy ludzie ci trafili do gułagów, czy na wygodną emeryturę. Obserwatorzy mogą się jedynie gubić w domysłach na temat roli Chang Sung Taeka, który w czerwcu został drugą osobą w państwie. 64-letni szwagier przywódcy jest młodzikiem w pheniańskiej elicie. Pomimo okresu niełaski niemal na pewno jest mentorem delfina. Od śmierci Kim Ir Sena w 1994 r. jego syn dba o państwowy kult osoby ojca. Najważniejsze pytanie brzmi, czy uwielbienie Kim Ir Sena może przejść na trzecie pokolenie. - Północnokoreańskie kierownictwo nie jest już tak monolityczne i homogeniczne jak kiedyś - mówi profesor Frank. - Jest szansa, że niektórzy najważniejsi przywódcy uznają, iż Kim Dzong Il nie jest już najlepszą opcją. Załóżmy, że w Phenianie jest grupa konspiratorów. Stworzyli siatkę, która się rozrosła i stała widoczna. Ich przeciwnicy zaczęli działać. Spójrzmy na wysokich rangą polityków, którzy albo zniknęli, albo zostali zdymisjonowani w ciągu ostatnich kilku miesięcy. To może być przypadek, a może nie. Myślę, że ktoś robi porządki.

Brian Myers z południowokoreańskiego uniwersytetu Dongseo ripostuje, że Phenian bez dynastii Kimów straci swoją rację bytu. Walki frakcyjne będą miały przypadkowy charakter i skoncentrują się na tym, by być jak najbliżej młodego generała. Niebezpieczeństwo leży w tym, że Phenian stanie się bardziej agresywny, ponieważ jego ideologia się kruszy, a obietnice mają posmak fantazji. Niepokojące jest jego zdaniem to, że młody generał będzie chciał dojść do władzy na fali zwycięstw odniesionych nad obcymi. Niektórzy uciekinierzy mówią, że uderzenie okrętu podwodnego - wymyślone przez Kim Dzong Una - jest przedstawiane wśród elit wojskowych jako zwycięstwo. - Kim Dzong Il nie chce, moim zdaniem, otwartej konfrontacji, ale eskalacji konfliktu, po to by zastraszyć Koreę Południową i wymusić jakąś formę konfederacji. Może posunąć się w tym za daleko i przez przypadek rozpocząć wojnę - mówi profesor Myers.

Większość analityków wciąż zgadza się jednak, że prowokacje Korei Północnej są oparte na realistycznym założeniu, iż Korea Południowa nie odpowie krokami odwetowymi w obawie przed zaszkodzeniem swojej gospodarce. - Kim Dzong Il musi być przekonany, że ani Korea Południowa, ani USA nie odpowiedzą zbrojnie. Oba kraje przeżyły kilka północnokoreańskich ataków, które spowodowały ofiary śmiertelne, ale żaden nie zareagował - mówi Bruce Klingner, były analityk CIA.

Andriej Lankow, profesor na seulskim uniwersytecie Kookmin, tłumaczy, że Phenian zachowuje się w sposób bardziej nieobliczalny od czasu, gdy udało mu się przekonać Waszyngton, że nigdy nie wyrzeknie się swych nuklearnych ambicji, zostawiając niewiele miejsca na ustępstwa polityczne. - Korea Północna przekalkulowała - mówi.

Służby wywiadowcze w Seulu przyznają, że są zaniepokojone agresywną taktyką, z którą nie spotkały się od dziesięcioleci. W kwietniu aresztowały trzech północnokoreańskich agentów, którzy zostali wysłani do miasta, by poderżnąć gardło prominentnemu zbiegowi. Takie spektakularne zabójstwa wyszły z mody w latach 80. Wyczuwając tę zmianę, agenci w Seulu obawiają się, że Phenian może wznowić ataki terrorystyczne wymierzone przeciwko Południu. Mówią, że monitorują cyberprzestrzeń, by wykryć ewentualne spiski.

Zachód ma niewielkie pole manewru poza próbami powstrzymywania Phenianu. Rada Bezpieczeństwa ONZ może potępić atak na okręt, ale istnieje prawdopodobieństwo, że Chiny użyją prawa weta. W sytuacji zastoju inicjatywa pozostaje w rękach Kim Dzong Ila.

@RY1@i02/2010/147/i02.2010.147.000.0017.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Od śmierci Kim Ir Sena w 1994 r. jego syn dba o państwowy kult osoby ojca. Czy to uwielbienie może przejść na trzecie pokolenie?

tłum. tk

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Christian Oliver

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.