Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Ruszyła belgijska niby-prezydencja

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Manneken Pis znów jest nagi - poinformowały belgijskie media. Ale wiadomość dotycząca symbolu Belgii - figurki siusiającego chłopca - doskonale opisuje też stan całego kraju, który od wczoraj sprawuje przewodnictwo w Unii Europejskiej.

Początek prezydencji zbiega się bowiem w czasie z kolejnym w ostatnich latach kryzysem rządowym i wzmożonymi dyskusjami o jedności kraju. - Nowy rząd powstanie nie wcześniej niż w październiku - przyznał nawet premier Yves Leterme, który po wyborach z 13 czerwca nie ma szans na odbudowę większościowej koalicji. Jego gabinet pozostanie u władzy do czasu sfinalizowania negocjacji między socjalistami a flamandzkimi nacjonalistami. Stawką rokowań jest utrzymanie kruchej równowagi pomiędzy skłóconymi grupami narodowościowymi: żyjącymi na północy niderlandzkojęzycznymi Flamandami i mówiącymi po francusku Walonami z południa.

W sytuacji, gdy coraz głośniej mówi się o rozpadzie kraju, trudno oczekiwać, by ktokolwiek miał w Belgii głowę do przesadnego koncentrowania się na unijnej prezydencji. W Brukseli panuje raczej atmosfera pewnej obojętności. - To już dwunaste przewodnictwo Belgów we Wspólnocie, więc naprawdę nie ma się czym ekscytować - mówi nam Nicolas Veron, analityk brukselskiego Instytutu Bruegla. Poddani Alberta II nie ukrywają też, że nie zamierzają wchodzić w paradę ich rodakowi Hermanowi Van Rompuyowi oraz Brytyjce Catherine Ashton, którym traktat lizboński przyznał przecież sporą część uprawnień należących dotąd do narodowej prezydencji. - Wprowadzanie w życie założeń Lizbony jest kluczowym elementem naszego przewodnictwa. Dlatego... nie będę ani słowem wypowiadać się w kwestiach unijnej polityki zagranicznej - ogłosił z rozbrajającą szczerością szef belgijskiej dyplomacji Steven Vanackere.

Obserwatorzy zwracają jednak uwagę, że belgijski paraliż konstytucyjny może wyjść Europie na dobre. W ciągu najbliższych sześciu miesięcy Unia musi przecież wypracować ostateczny kształt zapowiadanych od dawna uregulowań instytucji finansowych, m.in. w dziedzinie kontroli funduszy hedgingowych czy banków. Jesienią mają się też pojawić konkretne propozycje Komisji Europejskiej w sprawie koordynacji polityk budżetowych w strefie euro, a specjalna grupa pod przewodnictwem Van Rompuya przedstawi swoje pomysły na walkę z kryzysem. Aby z tego gąszczu inicjatyw coś wyniknęło, lepiej, żeby unijna prezydencja zajęła się sprawnym administrowaniem niż błyszczeniem na salonach.

@RY1@i02/2010/127/i02.2010.127.000.007a.001.jpg@RY2@

Fot. East News

Yves Leterme i Herman Van Rompuy

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.