Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Spór Francji i Niemiec osłabia euro

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

MFW poparł plan Paryża, który domaga się przyznania Brukseli prawa do oceny budżetów państw członkowskich. Tej propozycji sprzeciwia się Berlin. Przeciągająca się kłótnia może spowodować dalsze osłabienie wspólnej waluty

Francja i Niemcy nie mogą się dogadać w sprawie planu wyciągnięcia strefy euro z kryzysu przed specjalnym szczytem 17 czerwca. Spór się pogłębia. W poniedziałek wieczorem odwołano spotkanie kanclerz Angeli Merkel z prezydentem Nicolasem Sarkozym, a wczoraj po stronie Francji niespodziewanie stanął MFW, publikując swój raport o sposobach na uratowanie Eurolandu.

Nicolas Sarkozy proponuje powołanie europejskiego rządu gospodarczego. Miałby on zasadniczy wpływ na politykę gospodarczą państw strefy euro, w tym wysokość ich deficytu budżetowego. Francuzi chcą, aby koordynacją polityki gospodarczej zajmował się odrębny sekretariat ustanowiony w Brukseli. Przywódcy 16 krajów strefy euro (od 1 stycznia 2011 roku dołączy do nich Estonia) mieliby także regularnie spotykać się w belgijskiej stolicy. O takim rozwiązaniu nie chcą jednak słyszeć Niemcy. - Berlin obawia się, że europejski rząd będzie naciskał na obniżenie stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny i podważy jego niezależność - tłumaczy "DGP" Marco Incerti, ekspert brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS).

Kraje spoza unii walutowej mają inne zarzuty. Obawiają się, że pomysł Paryża - budowa czegoś na wzór rady strefy euro - oznacza powołanie do życia Europy dwóch prędkości - silnie zintegrowanej gospodarczo i peryferii.

Z kolei Merkel zgadza się jedynie na luźną koordynację polityki gospodarczej poszczególnych rządów. Jednak w gronie wszystkich państw Unii, a nie tylko krajów strefy euro. Polska popiera to stanowisko. - Chcemy, aby decyzje w sprawach gospodarczych zapadały w ramach całej Wspólnoty, aby każdy był równy - mówi minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.

Angela Merkel uważa natomiast, że sposobem na wymuszenie dyscypliny budżetowej państw Eurolandu jest zaostrzenie kar. Chodziłoby nie tylko o odebranie krajom chronicznie utrzymującym zbyt duże deficyty funduszy strukturalnych, ale także czasowe pozbawienie ich prawa głosu w Radzie UE.

W opublikowanym wczoraj raporcie MFW zdecydowanie preferuje się jednak francuski pomysł na uzdrowienie strefy euro. Fundusz uważa, że należy "dokończyć dzieła budowy unii walutowej" poprzez "zasadnicze wzmocnienie ram fiskalnych". "Należałoby przekazać centrali UE prawo do określania górnych limitów deficytów budżetowych dla poszczególnych krajów" - pisze MFW. Przyznaje jednak, że podobnie jak zmiany proponowane przez Niemcy, także ta koncepcja wymagałaby "zgody państw członkowskich na zmianę traktatu lizbońskiego". Na razie taka wizja jest odległa. Zebrani wczoraj w Luksemburgu ministrowie finansów UE uzgodnili jedynie ogólne zasady wymiany informacji o projektach ustaw budżetowych na kolejny rok. To jednak wyraźne cofnięcie w stosunku do propozycji Komisji Europejskiej sprzed miesiąca. - Nie chodzi nam o to, aby każdy kraj przedstawiał pozostałym szczegóły swojego budżetu, a jedynie o zaprezentowanie ogólnych parametrów ekonomicznych - powiedziała po spotkaniu francuska minister finansów Christine Lagarde.

Komisja Europejska proponowała utworzenie tzw. europejskiego kwartału, czyli okresu w pierwszej połowie roku, kiedy państwa unii walutowej prezentowałyby całą ustawę budżetową na kolejny rok w Brukseli. Takiej koncepcji sprzeciwił się jednak wczoraj stanowczo brytyjski sekretarz finansów Mark Hoban. - Brytyjski budżet będzie najpierw prezentowany brytyjskiemu parlamentowi. Nikt inny go wcześniej nie zobaczy. A potem będzie to już oczywiście dokument ogólnie dostępny dla wszystkich - podkreślił.

W warunkach takiej różnicy zdań szanse na koordynowanie unijnych polityk budżetowych są niewielkie. Bardziej prawdopodobne jest dalsze osłabianie się euro.

Regularne szczyty przywódców strefy euro dla uzgodnienia polityki gospodarczej.

Stały sekretariat w Brukseli państw unii walutowej śledzi stan finansów publicznych Eurolandu.

Komisja Europejska określa górny pułap deficytu budżetowego i długu publicznego krajów unii walutowej.

Odrębny korpus unijnych urzędników bada zagrożenia systemowe dla gospodarek państw unii walutowej.

Europejski Bank Centralny wspiera wzrost gospodarczy w Unii.

Państwa chronicznie przekraczające limity deficytu budżetowego i długu publicznego są pozbawione Funduszu Spójności i prawa głosu w Radzie UE.

Luźna koordynacja polityki gospodarczej przez wszystkie państwa Unii.

Europejski Bank Centralny zachowuje pełną niezależność, jego jedynym celem jest utrzymanie niskiej inflacji i stabilności euro.

@RY1@i02/2010/110/i02.2010.110.000.0011.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Kanclerz Merkel i prezydent Sarkozy nie potrafią na razie ustalić, jak wspólnie walczyć z kryzysem

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Nie wierzę w forsowany przez Niemcy system kar dla krajów przekraczających kryteria finansowe z Maastricht. W prawie europejskim jest przecież zapis, że państwo Eurolandu, które znajdzie się na skraju bankructwa, nie może zostać wykupione (bailout) przez partnerów. W krytycznej sytuacji okazało się, że nikt tej zasady nie przestrzegał, i wydano ciężkie miliardy na ratowanie Grecji.

Wiele wątpliwości wzbudza też francuski pomysł europejskiego rządu gospodarczego. Jest bowiem mało prawdopodobne, aby suwerenne kraje zgodziły się na porzucenie podstawowej prerogatywy, jaką jest ustalania własnego budżetu. Najlepszym sposobem na utrzymanie w ryzach wydatków publicznych jest wprowadzenie europejskich obligacji. Tzw. niebieskie papiery byłyby bardzo wiarygodne i pozwalałyby ściągnąć z rynku kapitał po niskiej cenie. To byłaby nagroda dla tych państw, które potrafią w dobrej kondycji utrzymać swoje finanse. Niebieskie obligacje mogłyby emitować tylko kraje, których dług publiczny jest niższy niż 60 proc. PKB. Tzw. czerwone obligacje byłyby wyżej oprocentowane, bo odpowiedzialność za nie brałyby już tylko pojedyncze, mocno zadłużone kraje. To byłaby kara za to, że nie potrafią zdyscyplinować wydatków.

, ekspert brukselskiego Instytutu Bruegla

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.