Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Brytyjska koalicja będzie ciąć wydatki publiczne

28 czerwca 2018

Wielka Brytania zaczyna wielkie oszczędzanie. Nowy koalicyjny rząd zrealizuje najważniejszy przedwyborczy postulat konserwatystów, czyli zmniejszenie jeszcze w tym roku budżetowym wydatków publicznych o 6 miliardów funtów.

- Jestem przekonany, że wspólne utworzenie przez dwie partie silnego rządu oznacza nową erę dla Wielkiej Brytanii i brytyjskiej polityki - oświadczył wczoraj nowy premier David Cameron podczas wspólnego wystąpienia z szefem Liberalnych Demokratów Nickiem Cleggiem. - A teraz zabierzmy się do pracy - dodał na koniec.

Pracy rzeczywiście jest sporo, bo laburzystowski rząd zostawił finanse publiczne w opłakanym stanie - tegoroczny deficyt budżetowy wynosi 164 miliardy funtów, czyli sięga prawie 12 proc. PKB, a dług publiczny przekracza 850 miliardów.

W efekcie trwających pięć dni negocjacji koalicyjnych ustalono, że w ciągu 50 dni nowy minister finansów, którym zgodnie z oczekiwaniami został George Osborne, przedstawi poprawiony budżet. Konserwatyści w czasie kampanii przekonywali, że cięcia mające zmniejszyć deficyt budżetowy należy zacząć jak najszybciej. Tym bardziej że na pierwszy ogień mają pójść nazbyt rozbudowane wydatki administracji publicznej.

Ich partner koalicyjny, czyli Liberalni Demokraci, podobnie jak odsunięta od władzy Partia Pracy argumentowali, że zbyt szybkie cięcia mogą zaszkodzić wciąż słabemu wzrostowi gospodarczemu. W zamian za to ustępstwo partia Nicka Clegga otrzymała zapewnienie, że część z zaoszczędzonych pieniędzy zostanie przeznaczona na tworzenie miejsc pracy.

Konserwatyści utrzymali również swój drugi najważniejszy postulat gospodarczy - nie zostanie wprowadzona zapowiadana przez Partię Pracy podwyżka o jeden punkt procentowy składek na ubezpieczenie społeczne. Torysi nazwali ją "podatkiem od miejsc pracy", argumentując, iż zniechęci ona pracodawców do zatrudniania. - W sprawach gospodarczych konserwatyści uzyskali praktycznie wszystko, co chcieli. Ale to zrozumiałe, że Nick Clegg musiał pójść na większe ustępstwa - David Cameron mógł utworzyć rząd mniejszościowy, Liberalni Demokraci takiej alternatywy nie mieli - mówi "DGP" Rodney Barker z London School of Economics.

Wbrew obawom udało się także dojść do porozumienia w sprawach fiskalnych. Liberalni Demokraci zrezygnowali z postulatu obłożenia dodatkowym podatkiem nieruchomości o wartości wyższej niż dwa miliony funtów, zaś konserwatyści - z podniesienia kwoty wolnej od podatku w przypadku spadków. Na dodatek od kwietnia 2011 r., czyli od nowego roku budżetowego, znacząco podniesiony zostanie poziom, poniżej którego nie płaci się podatku dochodowego. Docelowo ma on wynosić 10 tysięcy funtów rocznie, co było jednym z podstawowych postulatów partii Nicka Clegga. Wprowadzony zostanie także podatek od transakcji finansowych i powstanie ministerialny komitet, który ma się zająć całościową reformą systemu bankowego.

- Chcę was zapewnić, że nie zawierałbym tego porozumienia, gdybym nie był szczerze przekonany, że daje ono wyjątkową sposobność przeprowadzenia zmian, w które i wy, i ja wierzymy - wyjaśnił swoim zwolennikom Clegg, po tym jak stało się jasne, że jego partia zawrze koalicję z torysami.

Wielu członków Liberalnych Demokratów nie kryło niezadowolenia z wchodzenia w układ z konserwatystami, którzy uważani są raczej za partię klas lepiej sytuowanych. Tym bardziej że nie doczekali się oni spełnienia podstawowego celu politycznego, czyli zastąpienia większościowego systemu wyborczego proporcjonalnym. Konserwatyści zgodzili się jedynie na to, że przed następnymi wyborami odbędzie się referendum w sprawie wzorowanego na australijskim systemu, w którym wyborcy ustawiają kandydatów według swoich preferencji. Na dodatek w tym referendum każda z partii będzie prowadzić kampanię oddzielnie - na rzecz preferowanego przez siebie rozwiązania. Ponadto Clegg ustąpił w sprawie ograniczenia imigracji - wprowadzone zostaną roczne limity przybyszów spoza Unii Europejskiej - i w polityce europejskiej - Londyn nie przekaże żadnych nowych uprawnień na rzecz Brukseli bez przeprowadzenia wcześniej referendum.

- Liberalni Demokraci i tak osiągnęli bardzo dobre warunki, pamiętajmy, że konserwatyści mają w Izbie Gmin sześć razy więcej miejsc - mówi "DGP" Simon Clark, ekonomista z uniwersytetu w Edynburgu.

A nowe wybory - o ile koalicja się nie rozpadnie - odbędą się w maju 2015 r. - zgodnie z umową premier traci prawo do rozwiązania parlamentu w dowolnym momencie w ciągu pięciu lat od objęcia urzędu.

Liberalni Demokraci w zamian za poparcie Davida Camerona otrzymali pięć miejsc w rządzie. Ich szef Nick Clegg obejmie funkcję wicepremiera, a drugi najważniejszy polityk tej partii Vince Cable - ministra ds. biznesu i przedsiębiorczości. Z grona Liberalnych Demokratów wywodzą się także nowi ministrowie skarbu, ds. enegii i zmian klimatycznych oraz ds. Szkocji. Obsada głównych resortów nie jest niespodzianką i w większości pokrywa się z konserwatywnym gabinetem cieni. Szefem dyplomacji został William Hague, ministrem finansów George Osborne, a obrony Liam Fox. Jedynym zaskoczeniem jest Theresa May, która pokieruje ministerstwem spraw wewnętrznych, a w gabinecie cieni była wiceministrem pracy i emerytur.

@RY1@i02/2010/092/i02.2010.092.000.012a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP/East News

Negocjacje Davida Camerona z Nickiem Cleggiem w sprawie warunków koalicji trwały pięć dni

współpraca: mk, pw

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.