Zachodni przywódcy uwierzyli w wielkie Chiny
Mimo mojego krytycznego stosunku do władz w Pekinie nigdy nie promowałem bojkotu Chin. Z Chinami należy prowadzić interesy. Przyznam jednak, że jestem zawiedziony postawą europejskich przywódców. Ich bezkrytyczna obecność w Szanghaju jest legitymizacją polityki chińskiego rządu. Moim zdaniem do Szanghaju powinni jechać politycy niższego szczebla. Oznaczałoby to gotowość Europy do współpracy, ale nie akceptację rządu, który przed Expo zafundował światu więcej więźniów politycznych niż przed olimpiadą w Pekinie.
Faktem jest, że kryzys nauczył Europejczyków - nazwijmy to umownie - pokory. Zmusił do przemilczania kwestii drażliwych. Choćby takich jak prawa człowieka. Chiny na Expo wysyłają w świat komunikat: "Oto nasz odporny na wstrząsy model gospodarczy, który okazał się lepszy niż kapitalistyczny". Dziś na Zachodzie elity polityczne i intelektualiści wierzą w tzw. chiński model gospodarczy.
Sarkozy to przede wszystkim polityk o wielkich ambicjach. W przyszłym roku będzie przewodniczył G20 i chce dokonać kilku przełomów. By osiągnąć porozumienia w kwestii globalnego ocieplenia czy regulacji finansowych, potrzebuje wsparcia Chin. Dlatego zapomniał o Tybetańczykach. Uważam, że to obrzydliwe, ale tak to działa.
Jeśli chodzi o społeczeństwo obywatelskie w Europie, jest jeszcze za wcześnie na takie stwierdzenie. W społeczeństwach wszystko jest bardziej wyważone, ściera się wiele różnych prądów. Coś się jednak zmieniło. Dwa lata temu w proteście przeciw łamaniu praw człowieka w Tybecie na ulice wyszły tysiące ludzi. Dziś nikt ich nawet nie organizuje. Wygląda więc na to, że Chinom udało się przekonać Europejczyków, że obrona praw człowieka w tym kraju to sprawa przegrana.
Dokładnie tak. Expo to wydarzenie skierowane przede wszystkim do obywateli Państwa Środka. Z badań chińskiej opinii publicznej wynika, że olimpiada w Pekinie nie była postrzegana jako sukces. Była wydarzeniem międzynarodowym, Chińczycy oglądali ją w telewizji. Szanghaj ma być bardziej dostępny i przekonujący.
@RY1@i02/2010/085/i02.2010.085.000.0013.001.jpg@RY2@
Fot. Eyedea/BE&W
Chińskie media podają, że przygotowanie miasta i wystawy kosztowało 58 mld dol.
@RY1@i02/2010/085/i02.2010.085.000.0013.002.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Grzędziński
Guy Sorman - francuski dziennikarz, ekonomista i filozof. Absolwent prestiżowej Ecole nationale d’administration. Jest współpracownikiem m.in. "Le Figaro", "Wall Street Journal". Stworzył pojęcie "wirtualne Chiny" - czyli Chiny jako mocarstwo przede wszystkim wizerunkowe, kreowane przez władze w Pekinie. Autor "Roku Koguta" - rozprawy o współczesnych Chinach
- francuski dziennikarz, ekonomista i filozof. Absolwent prestiżowej Ecole nationale d’administration. Jest współpracownikiem m.in. "Le Figaro", "Wall Street Journal". Stworzył pojęcie "wirtualne Chiny" - czyli Chiny jako mocarstwo przede wszystkim wizerunkowe, kreowane przez władze w Pekinie. Autor "Roku Koguta" - rozprawy o współczesnych Chinach
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu