Holandia nie chce dopłacać do UE
Holandia rozpoczyna batalię o redukcję składki do unijnego budżetu. Liberalna partia VVD - druga w sondażach siła polityczna kraju - domaga się zmniejszenia od 2013 roku wkładu Hagi do unijnej kasy o blisko połowę.
Pozostałe ugrupowania też chcą radykalnych cięć, choć nie mówią o ile. Jeśli Holendrzy postawią na swoim, Polska straci podwójnie: zwiększy się jej składka, a zmniejszy pomoc z budżetu Unii.
Dziś Holandia jest czwartym po Niemczech, Włoszech i Francji płatnikiem netto do unijnej kasy. - To logiczne: Amsterdam jest największym portem na świecie. Stąd są sprowadzone towary do całej Europy. A zgodnie z europejskim prawem kraje Unii muszą odprowadzać 80 proc. pobranych ceł do kasy Unii. Dlatego składka Holandii do budżetu europejskiego jest relatywnie wysoka - tłumaczy "DGP" Hugo Brady, ekspert londyńskiego Center for European Reform (CER).
W Holandii o takiej argumentacji nikt nie chce jednak słyszeć. Przed zaplanowanymi na 9 czerwca wyborami parlamentarnymi aż 63 proc. ankietowanych uważa, że składka do budżetu UE musi być radykalnie zmniejszona - wynika z najnowszej analizy agencji badania opinii publicznej Maurice de Hond. Dostosowując się do tych oczekiwań, wszystkie główne holenderskie partie polityczne zapowiedziały, że będą się domagać redukcji składki. Ale najdalej poszła liberalna partia VVD. - W ramach uzdrowienia finansów publicznych chcemy w nadchodzących czterech latach ograniczyć wydatki państwa o 20 mld euro. Częścią tego pakietu będzie zmniejszenie holenderskiego wkładu do budżetu Unii o 2 mld euro rocznie - podkreśla rzecznik grupy VVD w Parlamencie Europejskim Stephan Stegweg. W zeszłym roku Holendrzy przekazali do Brukseli 5,3 mld euro - tyle że w zamian otrzymali o 1,5 mld euro mniej subwencji.
- Stanowisko Holendrów będzie przykładem dla innych krajów, które dopłacają do budżetu europejskiego, przede wszystkim Niemców, Austriaków i Szwedów - zapowiada w rozmowie z "DGP" Antonio Misseroli, prezes brukselskiego European Policy Center. - To zdopinguje także brytyjski rząd do walki o utrzymanie specjalnej ulgi w płaceniu do unijnej kasy - dodaje.
Rabat brytyjski jest szczególnie kosztowny dla Polski. Wynegocjowany jeszcze w 1984 r. przez premier Margaret Thatcher zakłada, że składka Londynu do unijnego budżetu jest o dwie trzecie mniejsza, niż wynikałoby to z obowiązujących pozostałe kraje regulacji. Brakujące blisko 4 mld euro rocznie wykładają inne państwa Wspólnoty. Choć nie wszystkie w takim samym stopniu: Niemcy, Holandia, Austria i Szwecja w 2006 roku wywalczyły możliwość płacenia zaledwie czwartej należnej im części rabatu brytyjskiego. Tym większy ciężar spada na biedniejsze kraje Unii, w tym Polskę. Nasz kraj brytyjska ulga kosztuje ok. 100 mln euro rocznie. - W nadchodzącej debacie budżetowej będziemy się starali ograniczyć skalę brytyjskiego rabatu - zapowiada "DGP" minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.
Hugo Brady nie wierzy, że Londyn zgodzi się na likwidację upustu. Wręcz spodziewa się, że Polska, wraz z innymi krajami Europy Środkowej, będzie musiała ponieść dodatkowe koszty ulg dla Holandii, Szwecji czy Austrii. - Kanclerz Angela Merkel zapowiedziała, że realna wartość niemieckiej składki po 2013 roku nie zwiększy się ani o centa. To oznacza, że każda ulga przyznana któremuś z państw Unii będzie musiała być sfinansowana przez biedniejsze kraje, w tym Polskę - tłumaczy Brady. W zeszłym roku Polska otrzymała z budżetu UE o 5 mld euro więcej, niż do niego wpłaciła - ta nadwyżka stopniowo miała urosnąć nawet do 10 mld euro. Ale wobec nacisków Holandii nie jest pewne, czy do tego dojdzie.
@RY1@i02/2010/073/i02.2010.073.000.014a.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Lider partii VVD Mark Rutte
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Z dwóch powodów. Po pierwsze finanse publiczne w Holandii - podobnie jak w wielu innych krajach Unii - są w złym stanie. Cięcia są konieczne, aby ograniczyć deficyt budżetowy i powstrzymać wzrost długu publicznego. A najłatwiej to zrobić kosztem innych, czyli ograniczając składkę do budżetu Brukseli. Po drugie Holendrzy mają wrażenie, że wiele europejskich programów nie przynosi pożądanych efektów. Dotyczy to np. rolnictwa.
Decyzje w sprawie budżetu muszą zostać podjęte jednomyślnie. Holendrom co prawda nie uda się ograniczyć składki o połowę, ale cięcia o jedną czwartą są już całkiem realne. A wówczas ulgę będą też chcieli uzyskać inni płatnicy netto, przede wszystkim Austriacy i Szwedzi.
Z pewnością nie Niemcy. Kanclerz Angela Merkel nigdy by nie przekonała swoich rodaków, że mają płacić za bogatych Holendrów. Ciężar ulg dla Holendrów spadnie więc na inne państwa Unii, w tym Polskę.
ekspert brukselskiego Centrum Europejskiej Strategii Politycznej (CEPS)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu