Nowa fala represji ma pokazać niesłabnącą siłę reżimu
Zatrzymanie działaczy wiernych nieuznawanej przez Mińsk szefowej Związku Polaków na Białorusi Andżelice Borys to jeden z pomysłów reżimu prezydenta Aleksandra Łukaszenki, by zastraszyć niezależne środowiska w przeddzień kampanii wyborczej. Szefowa ZPB została ukarana wczoraj grzywną 1,05 mln rubli (1070 zł) za udział w nielegalnym zgromadzeniu. Jej bliscy współpracownicy Mieczysław Jaśkiewicz, Andrzej Poczobut i Igor Bancer zostali skazani na kary po pięć dni aresztu z tego samego paragrafu. Chodzi o wiec w proteście przeciwko przejęciu przez milicję Domu Polskiego w Iwieńcu zorganizowany 10 lutego pod grodzieńską siedzibą ZPB. Wczorajsze zatrzymania miały uniemożliwić działaczom przyjście na rozprawę w sprawie przyszłości Iwieńca.
- Konflikt nie ma charakteru etnicznego, lecz polityczny. Dla Łukaszenki ZPB Andżeliki Borys to nic innego jak przybudówka opozycji - mówi nam Aleś Michalewicz, który rozpoczął już własną kampanię przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. - Przed elekcją w 2006 r. także przykręcono śrubę Polakom - przypomina. - Będziemy świadkami nowej fali represji, by żaden obywatel nie pomyślał, że władza słabnie - tłumaczył nam niedawno białoruski publicysta Pawał Szaramiet. A co z obiecywaną liberalizacją? - pytaliśmy. Szaramiet nie miał wątpliwości: polepszenie relacji z Polską i innymi krajami UE stworzyło iluzję większej wolności. - Teraz reżim musi pokazać, że to błąd, że w każdej chwili może zaostrzyć kurs - oceniał publicysta. Właśnie temu służy uderzenie w trzy bastiony swobodnej działalności. Pierwszym jest ZPB - największa niezależna organizacja społeczna Białorusi. Drugi bastion to młodzi, aktywni opozycjoniści. Przykładów przykręcania śruby nie trzeba daleko szukać: w niedzielę milicja brutalnie rozgoniła doroczny wiec patriotycznych młodzieżówek. Trzecim bastionem jest internet - ostatnie źródło niezależnej informacji. W lipcu wejdzie jednak w życie dekret wprowadzający ścisłą kontrolę sieci.
Od tej pory ruch w internecie będą nadzorować specsłużby, zaś antyrządowe strony będą blokowane.
Dla UE sytuacja wokół Białorusi przypomina grecką tragedię: oba wyjścia z sytuacji są równie złe. Można Mińsk izolować i karać sankcjami, jak to miało miejsce przed 2008 r. Wówczas ryzykuje się jednak, że coraz słabszy, pozbawiony naszych pieniędzy prezydent będzie szedł na coraz większe ustępstwa wobec Kremla - sprzeda Rosji banki, infrastrukturę energetyczną, uzna rozczłonkowanie Gruzji. Jak pokazała historia, taka izolacja samym Białorusinom też niewiele dała. Alternatywa, czyli dialog, daje Mińskowi siłę niezbędną, by stawić opór rosyjskim zakusom. Ta sama siła służy jednak także umocnieniu autorytaryzmu i tylko ułatwi Łukaszence reelekcję. - Moim zdaniem jest jedna granica, poza którą nie ma mowy o kontynuacji dialogu: tą granicą jest ponowne pojawienie się więźniów politycznych - mówi Michalewicz. - Najważniejsza jest jednak konsekwencja. Mińsk umie bowiem grać na różnicach zdań także wewnątrz państw UE, w tym w Polsce - dodaje.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu