Brak podstaw do protestu
Choć sztabowcy Julii Tymoszenko oskarżają przeciwników o masowe fałszerstwa, do wczoraj nie udało im się zebrać dowodów, które pozwoliłyby podważyć wynik. W tej sytuacji nie ma mowy o powtórce z 2004 r. i międzynarodowej mediacji między szefową rządu a Wiktorem Janukowyczem.
- Jeśli Tymoszenko będzie podważać wynik wyborów bez dowodów, popełni poważny błąd. Osiągnęła dobry rezultat, ma przed sobą polityczną przyszłość - mówił nam wczoraj Paweł Kowal, szef grupy obserwatorów Parlamentu Europejskiego.
Co innego twierdzą ludzie Tymoszenko. Opowiadali, że w Donbasie dowożono ludzi do komisji wyborczych, a pacjenci jednego ze szpitali głosowali dwa razy (najpierw w placówce, potem w miejscu zamieszkania). Nie pokazali jednak ani nagrań, ani zeznań świadków. Dochodziło nawet do kuriozalnych sytuacji, gdy sztabowcy Żelaznej Julii dementowali informacje podawane przez własnych kolegów. Wicepremier Ołeksandr Turczynow dowodził, że do pracy w komisjach obwodowych wschodniej Ukrainy nie dopuszczono tysiąca przedstawicieli BJuT. Informację tę po godzinie zdementował poseł bloku z Doniecka Andrij Szewczenko.
- Systemowego łamania prawa, poza samowolnym wpisywaniem ludzi na listy wyborcze, nie odnotowaliśmy - mówi nam Serhij Tkaczenko, szef donieckiego oddziału Komitetu Wyborców Ukrainy, organizacji, która od lat śledzi przebieg wyborów. Nie znaczy to jednak, że do naruszeń nie dochodziło w ogóle. Np. w Stachanowie i Antracycie w obwodzie łuhańskim szefowie komisji "zapominali" podpisać się na kartach do głosowania, w efekcie kilkaset głosów uznano za nieważne. - Naruszenia nie wpłynęły raczej na to, kto wygrał wybory - twierdzi jednak Tkaczenko.
Takie oceny nie są korzystne dla Tymoszenko. Po podliczeniu 99 proc. głosów premier traciła do lidera opozycji 3 pkt proc. Strategia BJuT w sytuacji, gdyby ta różnica była niższa, nie zakładała podważenia wyniku w skali całego kraju, a jedynie w komisjach na wschodzie. Uwzględnianie przez sądy kolejnych pozwów miałoby niwelować przewagę Janukowycza aż do odwrócenia wyniku. Przy 3-proc. różnicy jest to jednak dość karkołomny zamiar. W tej sytuacji pozwy zostaną złożone raczej po to, by wyjść z wyborów z twarzą. W obozie Tymoszenko widać już pierwsze oznaki pogodzenia się z wynikiem. - Jesteśmy gotowi działać jako opozycja - przyznawał wczoraj poseł BJuT Mykoła Tomenko.
Pozostaje jeszcze mało prawdopodobny scenariusz wygrania wyborów na ulicy. Ale Ukraińcy nie są zdeterminowani do walki o Tymoszenko. Regionałowie też przywieźli do stolicy manifestantów. Pod Komisją jest ich kilkuset, a w odwodzie czekają kolejni. - Na wszelki wypadek zebraliśmy pod Kijowem 3 tys. ludzi. To cała dywizja! Jeśli Julia powiedzie swoich do szturmu, szybko ją spacyfikujemy - mówił gazecie Siegodnia jeden z posłów PR.
korespondencja z Kijowa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu